Polski biznes nie ma łatwo w Ukrainie. "Wypychają nas"

Polski biznes czuje się "wypychany" z Ukrainy. Jedna z firm walczy tam właśnie o miliony euro za wykonany kontrakt. Podczas wizyty w Kijowie minister finansów próbował załagodzić część sporów, ale wiele problemów pozostaje nierozwiązanych - relacjonuje dziennikarz money.pl Tomasz Setta.

Relacje z Ukrainą nie mogą opierać się tylko na odruchach serca Relacje z Ukrainą nie mogą opierać się tylko na odruchach serca czy altruizmie - mówią nam przedsiębiorcy i eksperci
Źródło zdjęć: © money.pl | TS
Tomasz Setta

Po Sztokholmie i Rijadzie to była trzecia taka misja gospodarcza polskiego rządu w ciągu ostatnich kilku miesięcy. W miniony czwartek i piątek wizytę w Kijowie złożyła polska delegacja, której przewodniczył minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.

Poza nim do ukraińskiej stolicy przyjechali również wiceministrowie energii, rolnictwa, infrastruktury i cyfryzacji, a także kilkunastu przedstawicieli polskiego biznesu - głównie prywatnego, między innymi z sektora obronnego i dual-use (technologie podwójnego zastosowania - militarnego i cywilnego).

Amunicja na pięć dni wojny? Szef Niewiadowa mówi, jak jest

Polska firma czeka na wypłatę pieniędzy

Celem misji były rozmowy z ukraińskim rządem o inwestycjach w sektorze energetycznym, rozwoju technologii dronowych i przygotowaniach do czerwcowej Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy w Gdańsku.

W agendzie spotkań ministra Domańskiego znalazła się też sprawa polskiej firmy, która czeka na wypłatę pieniędzy od spółki komunalnej we Lwowie za budowę kompleksu przetwarzania odpadów. Szef resortu finansów otrzymał zapewnienie od wicepremiera Ukrainy Tarasa Kaczki, że sporna kwestia zostanie rozwiązana, mimo że toczy się na szczeblu samorządowym, a nie centralnym.

Lista "trudnych spraw" we wzajemnych relacjach jest jednak znacznie dłuższa i nie da się jej przykryć deklaracjami o solidarności i wsparciu dla Ukrainy w walce z Rosją. 

"Dodatkowy podatek" osłabia zaufanie

Z naszych zakulisowych rozmów w Kijowie wynika, że najpoważniejszym wyzwaniem jest systemowe traktowanie polskich firm, które chcą inwestować w Ukrainie. Przedsiębiorcy skarżą się między innymi na krótkie terminy przetargów i ich restrykcyjne zasady. - Jesteśmy wręcz świadkami sytuacji, w których polskie spółki, które chciałyby tam zaangażować swój kapitał, są niejako "wypychane", na czym zyskują np. tureckie firmy - mówi nam jeden z przedstawicieli biznesu, który chce zachować anonimowość. Większego wsparcia wymaga także system gwarancji dla tego typu inwestycji, niezbędnych także po zakończeniu działań wojennych.

Na to wszystko nakłada się gigantyczny problem z korupcją w Ukrainie. Nasi rozmówcy mówią wprost, że łapówki są tam czymś w rodzaju "dodatkowego podatku", który jest głęboko zakorzeniony w świadomości obywateli i to na każdym szczeblu funkcjonowania państwa. Pod znakiem zapytania pozostaje też - zdaniem niektórych - ograniczona obecność polskich instytucji rozwojowych w Ukrainie, które mogłyby na miejscu wspierać naszych przedsiębiorców.

Kolejnym wyzwaniem dla naszych obustronnych relacji będzie również przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej. Akcesja mogłaby się negatywnie odbić przede wszystkim na polskim rolnictwie, ale też na sektorze transportowym. Z nieoficjalnych rozmów wiemy, że polski rząd nie jest dziś zainteresowany żadną pośrednią obecnością Kijowa we Wspólnocie i przyspieszeniem rozmów akcesyjnych.

Kilka dni temu z takim pomysłem miał wystąpić kanclerz Niemiec Friedrich Merz, który zaproponował, by Ukraina otrzymała status "państwa stowarzyszonego" z Unią Europejską. Chodzi o możliwość dołączenia przedstawicieli ukraińskich władz do spotkań liderów i ministrów krajów członkowskich UE - czyli dostęp do unijnych struktur - ale bez prawa do uczestnictwa w głosowaniach.

Przed nami pierwszy test

Jedna wizyta to za mało, by uporać się z tak długą listą. Polski minister finansów pozostaje jednak optymistą. - Cieszę się, że po ukraińskiej stronie jest otwartość na dialog, by te trudne sprawy rozwiązywać. Jestem zadowolony z efektów misji w Kijowie. Nasze cele udało się zrealizować w 110 proc. - mówił dziennikarzom Andrzej Domański w drodze powrotnej do Warszawy. 

- Powtórzę to, co w trakcie międzyrządowych konsultacji powiedział wicepremier Taras Kaczka: tam gdzie nie ma wymiany handlowej, tam nie ma żadnych problemów. A my chcemy z Ukrainą handlować, co w naturalny sposób generuje pewne wyzwania. Ale ważne, by o nich otwarcie i konstruktywnie dyskutować - dodał szef resortu finansów.
Minister Andrzej Domański w Kijowie
Minister Andrzej Domański w Kijowie © Ministerstwo Finansów | Ministerstwo Finansów

Pierwszym testem na skuteczność tych rozmów będzie finał wspomnianej sprawy polskiej spółki skonfliktowanej z władzami Lwowa. Krakowska firma Control Process domaga się wypłaty nawet 10 mln euro zaległego wynagrodzenia. Zdaniem polskiej strony trwająca batalia to fatalny sygnał dla pozostałych polskich przedsiębiorców, którzy zastanawiają się nad zaangażowaniem sił i środków w proces odbudowy Ukrainy. 

Nasi rozmówcy zwracają też uwagę na szerszy kontekst - bez systemowej refleksji w tej sprawie rząd w Kijowie ryzykuje utratę zaufania pozostałych zagranicznych partnerów. Może mieć też większą trudność w przyswajaniu i wykorzystywaniu unijnych funduszy.

Co z wielkimi kontraktami?

W odpowiedzi na pytania money.pl minister finansów przyznał, że podróż do Kijowa nie zakończyła się podpisaniem żadnego wielomiliardowego kontraktu. Ale, jak dodał, nie taki był cel wizyty. - Mamy sygnały od strony ukraińskiej, że jest zainteresowana zwiększeniem dostaw gazu z Polski z wykorzystaniem terminali FSRU. Widzimy też gotowość do dzielenia się technologią dotyczącą dronów. Doświadczenia Ukraińców na polu walki są tutaj dla nas bezcenne - mówił Domański.

Szef resortu finansów zwrócił też uwagę na porozumienie podpisane w Kijowie pomiędzy polskim think tankiem Forum Energii, Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie, Instytutem Ochrony Środowiska a najstarszą ukraińską uczelnią wyższą NaUKMA (Uniwersytet Narodowy "Akademia Kijowsko-Mohylańska"). 

Celem tego partnerstwa ma być dalsza współpraca badawcza, ekspercka i edukacyjna, z efektów której będą mogli korzystać polscy przedsiębiorcy. Dzięki takim inicjatywom Polska może budować w Ukrainie swoje "przyczółki", tak jak robią to od lat Niemcy czy Francuzi.

Z naszych rozmów z przedsiębiorcami, ekspertami i dyplomatami można wysnuć jeszcze jeden wniosek: wzajemne relacje z Ukrainą nie mogą opierać się tylko na odruchach serca czy altruizmie. Oba kraje mają dziś solidne fundamenty i wspólny interes w tym, by jeszcze mocniej zacieśniać wzajemną współpracę gospodarczą. Polski biznes jest do tego chętny i gotowy - trzeba tylko stworzyć ku temu odpowiednie warunki, adekwatne do skali nadchodzących wyzwań.

Z Kijowa Tomasz Setta, dziennikarz money.pl

Wybrane dla Ciebie