Pratt&Whitney rozpoczyna zwolnienia w Polsce. Setki osób na bruk

Od wtorku ruszają wielkie zwolnienia grupowe w rzeszowskim oddziale Pratt&Whitney. Wszystko przez kryzys w branży lotniczej, wywołany przez pandemię koronawirusa.

Oddział Pratt&Whitney w Rzeszowie zajmuje się m.in. remontami komponentów silnikowych do samolotów
Źródło zdjęć: © Wikimedia Commons
Jakub Ceglarz

O rozpoczynającej się procedurze zwolnień informuje rzeszowski oddział "Gazety Wyborczej".

Redukcja zatrudnienia nie jest niespodzianką, bo firma Pratt&Whitney zapowiedziała to jeszcze na początku miesiąca. W polskim oddziale światowego giganta pracuje około 4,5 tys. osób.

- Zwolnienia są konsekwencją 80-procentowego spadku zapotrzebowania na świecie na nowe samoloty, więc także na nasze produkty i usługi remontowe - tłumaczy na łamach "GW" rzecznik spółki Andrzej Czarnecki.

Obejrzyj: PFR pomoże uratować LOT? Prezes odpowiada

Do zwolnień ma dochodzić w dwóch odsłonach. Pierwsza rusza właśnie we wtorek i dotyczy ponad 300 pracowników produkcyjnych.

Firmie udało się dogadać ze związkowcami, którzy podpisali porozumienie w ubiegłym tygodniu. We wrześniu do wspomnianych 300 pracowników dołączą kolejni - tym razem nieprodukcyjni.

Związkowcy wynegocjowali dodatkowe odprawy pieniężne. Oprócz tego, co będzie przysługiwać z Kodeksu pracy, zwolnieni pracownicy dostaną jedną pensję ekstra, a w przypadku osób ze stażem powyżej 20 lat - nawet cztery dodatkowe wynagrodzenia.

Pratt&Whitney nie wyklucza, że po ustabilizowaniu sytuacji część pracowników wróci do rzeszowskiego oddziału. Przez najbliższe 2 lata w każdej rekrutacji preferowani będą ci, którzy niedługo stracą pracę w rzeszowskiej fabryce.

To nie pierwszy pracodawca z tej branży, który zmuszony jest do zwolnień grupowych w Polsce. Niedawno informowaliśmy, że na podobny ruch zdecydowała się fabryka firmy UTC, również znajdująca się na Podkarpaciu.

Tam pracę ma stracić ponad 200 osób w dwóch oddziałach - w Pajęcinie oraz Krośnie.

Wybrane dla Ciebie