Rekordowy luty w salonach. Polacy kupują auta, omijają elektryki
Jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, przytaczanych przez Bankier.pl, luty przyniósł historyczny rekord rejestracji nowych aut w Polsce. Zapał kupujących omija jednak samochody elektryczne, co ma bezpośredni związek z końcem rządowych dopłat.
W drugim miesiącu bieżącego roku ruch w polskich salonach samochodowych wyraźnie przybrał na sile. Z informacji opublikowanych przez portal Bankier.pl, opierających się na statystykach Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM), wynika, że po słabszym styczniu rynek zanotował silne odbicie. Na nasze drogi wyjechała rekordowa jak na luty liczba nowych pojazdów, a całkowity wynik zbliżył się do pułapu pięćdziesięciu tysięcy sztuk. Oznacza to zauważalną poprawę rezultatów zarówno w ujęciu miesięcznym, jak i w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.
Zupełnie odmienne nastroje panują jednak w segmencie pojazdów w pełni elektrycznych, które zanotowały gwałtowny spadek zainteresowania z miesiąca na miesiąc. Ich udział w całym rynku nowych aut skurczył się do zaledwie kilku procent, osiągając najniższy poziom od roku. To drastyczna zmiana w porównaniu z styczniem, kiedy mimo spadku względem grudnia, rejestracje elektryków odpowiadały jeszcze poziomom z początku poprzedniego roku. Warto przypomnieć, że jeszcze w poprzednich miesiącach samochody na prąd stabilnie utrzymywały się na poziomie około dziesięciu procent rynkowego tortu.
"Nie wykluczam żadnego scenariusza". Wicepremier o cenie baryłki ropy
Koniec dopłat hamuje elektromobilność
Główną przyczyną tak ostrego hamowania w segmencie aut zeroemisyjnych jest sytuacja wokół programu wsparcia finansowego "NaszEauto". Według doniesień Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, pula środków przeznaczonych na dopłaty uległa wyczerpaniu. Zgodnie z regulaminem, wnioski mogą być jeszcze składane do końca kwietnia, jednak inicjatywa weszła w fazę naboru warunkowego.
W praktyce oznacza to, że nowi wnioskodawcy otrzymają pieniądze tylko wtedy, gdy w budżecie programu pojawią się dodatkowe fundusze. Brak gwarancji uzyskania państwowych dopłat natychmiastowo i skutecznie zniechęcił część kierowców do inwestycji w technologie w pełni elektryczne.
Co ciekawe, spadek popularności czystych elektryków nie dotknął hybryd typu plug-in, czyli aut spalinowo-elektrycznych z możliwością ładowania z gniazdka. Ten rodzaj napędu cieszy się niesłabnącym popytem, notując jeden z najlepszych wyników w historii zestawień prowadzonych przez PZPM.
Kowalski wybiera SUV-y i chińskie marki
Analizując preferencje klientów indywidualnych, wyraźnie widać absolutną dominację aut z podwyższonym zawieszeniem. Jak podaje Bankier.pl, czołówkę zestawienia najchętniej kupowanych przez "Kowalskich" modeli zdominowały crossovery i SUV-y. Liderem lutowych statystyk został Hyundai Tucson, który na ten moment zdetronizował dotychczasowych ulubieńców polskiego rynku, takich jak Kia Sportage czy Toyota Yaris Cross. Tradycyjne kompakty i auta miejskie znalazły się daleko w tyle za uterenowionymi konstrukcjami.
Na szczególną uwagę zasługuje również rosnąca rola producentów z Państwa Środka, których rynkowy udział ustabilizował się na poziomie przekraczającym dziesięć procent. Samochody chińskich marek zyskują na popularności w niezwykle dynamicznym tempie, notując trzycyfrowe wzrosty w ujęciu rocznym. Zmianie uległ jednak lider w tej konkretnej kategorii – na pierwsze miejsce wysunął się debiutujący model Omoda 5, wyprzedzając chętnie wybierane w ostatnich miesiącach pojazdy z logiem MG.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku zakupów firmowych, które wciąż stanowią większość transakcji na polskim rynku motoryzacyjnym. Przedsiębiorcy pozostają bardzo konserwatywni i wierni sprawdzonym rozwiązaniom flotowym. W tej grupie niezmiennie toczy się zacięta rywalizacja między tradycyjnymi modelami, takimi jak Toyota Corolla i Skoda Octavia. Warto również odnotować stabilną pozycję Volvo XC60, które pozostaje najchętniej wybieranym przez polski biznes samochodem z segmentu premium.
Obecna sytuacja na rynku elektryków jest konsekwencją wydarzeń z ostatnich miesięcy. Koniec 2025 roku przyniósł prawdziwy boom na samochody elektryczne – rejestracje wzrosły wtedy o ponad 140 proc. rok do roku, a Polacy dosłownie rzucili się do salonów, by zdążyć z zakupem przed wyczerpaniem dopłat. Jak ostrzegali eksperci już na początku stycznia, pieniądze w programie "NaszEauto" kończyły się w zastraszającym tempie, co skłoniło wielu niezdecydowanych do przyspieszenia decyzji zakupowych. Efekt jest teraz wyraźnie widoczny – po wyczerpaniu środków rynek elektryków gwałtownie się załamał, a kierowcy wracają do sprawdzonych rozwiązań spalinowych lub wybierają hybrydy plug-in, które wciąż mogą liczyć na wsparcie finansowe.