Trafiona w czuły punkt Rosja patrzy na zagranicę. "Poważny problem"
Moskwa może zostać zmuszona do kolejnych awaryjnych rozwiązań, by łagodzić skutki ukraińskich ataków na rafinerie. - Wojna jest coraz droższa, co zmusza Kreml do zwiększania wydatków na ten cel. W efekcie gospodarka staje. Rezerwy, którymi można byłoby się posiłkować, kończą się, problemy narastają - mówi money.pl Iwona Wiśniewska, ekspertka OSW.
Wiele informacji podawanych przez rosyjskie media lub przedstawicieli władzy to element propagandy. Takie doniesienia są częścią wojny informacyjnej prowadzonej przez Federację Rosyjską.
Ukraińskie uderzenia dronowe w głąb Rosji przybrały skalę zorganizowanej kampanii przeciw rosyjskiej infrastrukturze energetycznej już w sierpniu 2025 r. Na wiosnę tego roku Kijów uderzał w porty oraz terminale przeładunkowe na Bałtyku i Morzu Czarnym. Teraz drony Kijowa uderzyły dwukrotnie (16 i 18 czerwca) w moskiewską rafinerię Gazpromnieftu, przy czym drugi z ataków wymierzono w sekcję destylacji ropy. W świat poszły zdjęcia i nagrania ze stolicy Rosji spowitej czarnym dymem.
Moskwa spowita dymem po atakach Ukrainy
Wskutek kryzysu paliwowego, do którego doprowadzały już wcześniej ukraińskie uderzenia, Rosja - jeden z czołowych producentów ropy na świecie - została zmuszona do bezprecedensowych działań. "Kommersant" poinformował w maju, że władze miały przedłużyć poluzowane normy jakości paliw na rynek wewnętrzny. Drugim narzędziem jest wzrost zamówień na sprzedaż białoruskiego paliwa na petersburskiej giełdzie. Reuters podał natomiast, że Moskwa przygotowuje w czerwcu dostawę benzyny drogą morską z Azji, nie ujawniając szczegółów odnośnie kraju pochodzenia i wolumenu.
Iwona Wiśniewska, główna specjalistka z Zespołu Rosyjskiego OSW, mówi nam, że kryzys paliwowy w Rosji jest bardziej związany z logistyką niż z niedoborem produkcji. Podkreśla przy tym, że po pierwszych takich atakach Ukrainy w 2025 r. Rosjanie wstrzymali publikację danych o jakości rafinacji, dlatego można bazować jedynie na pośrednich danych.
Sankcje zadziałały, ale nie od razu. "Rosja ma poważne problemy"
Dotychczasowe problemy na rynku paliwowym w Rosji zwykle wynikały z ograniczeń logistycznych, a nie zaś z niewystarczających mocy przerobowych rosyjskich rafinerii. Nasilenie w ostatnich miesiącach ukraińskich ataków na największe instalacje naftowe oraz na system transportowy w centralnej, najbardziej zaludnionej części Rosji, stanowi dla Kremla poważny problem. Nawet jeśli inne rafinerie są w stanie wyprodukować paliwo, dowiezienie go do konsumentów jest wyzwaniem, a czasami jest niemożliwe. Przykładem jest Krym, który w zasadzie został skutecznie odcięty od dostaw paliw. Jego mieszkańcy, aby uzupełnić braki, masowo podróżują do Kraju Krasnodarskiego, gdzie też zaczęło brakować paliw - wyjaśnia money.pl ekspertka OSW.
I podkreśla, że o ile stacje dużych koncernów paliwowych w Rosji jakoś sobie radzą, to mniejsi gracze muszą kupować na giełdzie i przez pośredników, a do tego liczyć, że paliwo przy tym kryzysie zostanie dowiezione. - I tutaj właśnie dla centralnej Rosji przychodzi z pomocą paliwo z Białorusi. Rafinerie te chętnie zarabiają na problemach Rosji, zwłaszcza że przez sankcje zostały one odcięte od europejskiego rynku zbytu. Posiłkowanie się rafineriami białoruskimi to nic nowego. Przez to, że nie znajdują się na terytorium Rosji, są zabezpieczone przed atakami ukraińskimi - tłumaczy Iwona Wiśniewska.
Jak dodaje, w utrzymywaniu Rosji w stanie paliwowego kryzysu najważniejszym elementem pozostaje konsekwencja ukraińskich ataków. - Uderzają w te same rafinerie kolejny raz, w tym ich najbardziej wrażliwe elementy, których naprawa trwa długo i jest kosztowna, czyli w system destylacji i krakingu, a nie jedynie w zbiorniki. To wpływa na długoterminowe przestoje - podkreśla nasza rozmówczyni.
Rosja w błędnym kole dopłat dla gigantów paliwowych
W przypadku diesla Rosja ma jeszcze w odwodzie narzędzie pod postacią zakazu eksportu. Na ten moment wdrożyła je wobec benzyny (do końca lipca) i paliwa lotniczego (do końca listopada). Możliwe są też zmiany w mechanizmie pozwalającym na spowalnianie tempa wzrostu cen paliw. Obecnie budżet państwa dopłaca koncernom naftowym, aby sprzedawały paliwo w Rosji po wewnętrznych cenach, de facto rekompensując im ponoszone straty. Przy obecnej dziurze budżetowej rząd jest zmuszony do szukania oszczędności, niewykluczone zatem, że zdecyduje się na zmiany w tym mechanizmie.
Jeśli Kreml uzna, że to zbyt kosztowne i postanowi zdać się na wolny rynek, to w najbliższych tygodniach ceny paliw mogą znacząco wzrosnąć. Decyzja ta byłaby bardzo niepopularna społecznie. Ale byłby to kolejny sposób na przerzucenie kosztów prowadzonej wojny na obywateli i biznes. A potrzeby rosną. Wojna jest coraz droższa, co zmusza Kreml do zwiększania wydatków na ten cel. W efekcie gospodarka staje. Rezerwy, którymi można byłoby się posiłkować, kończą się, problemy narastają i stają się coraz bardziej widoczne - podsumowuje analityczka ds. Rosji w OSW.
Sieci paliw w Rosji już stosują ograniczenia
"Kommiersant", duży dziennik piszący w Rosji o gospodarce, podał 15 czerwca, że w celu zapobieżenia niedoborom paliwa w kraju rząd zezwolił niektórym rafineriom na dalszą produkcję benzyny i oleju napędowego na rynek krajowy, ale bez restrykcyjnych norm. Paliwa mogą zawierać większą ilość siarki (nie 10, a 350 mg siarki na kilogram). Tym samym paliwo klasy Euro-5 może mieć parametry odpowiadające Euro-3.
W czerwcu część rosyjskich sieci paliw wprowadzała limity tankowania benzyny, a miejscami także diesla. Najdalej z dużych graczy poszła spółka Tatnieft, która czasowo ograniczyła sprzedaż paliw na swoich stacjach w całej Rosji. W części regionów kierowcy mogli kupić jednorazowo jedynie 20–30 litrów benzyny i 40–60 litrów diesla. W Moskwie i obwodzie moskiewskim pojawiły się ograniczenia także na stacjach Łukoilu, Gazpromu i ORTK. Niezależny rosyjski serwis Wiortska podał, że Basznieft, Rosnieft i TNK zakazały sprzedaży benzyny w kanistrach na terenie całej Rosji ze względu na "sezonowy popyt". Operatorzy infolinii przekazali, że stacje benzynowe mają limit 90 litrów paliwa na kierowcę.
Wciąż natomiast najtrudniejsza sytuacja jest na Krymie. Radio Swoboda podało, że od 31 maja benzyna 95-oktanowa w sieciach ATAN i TES jest sprzedawana na półwyspie wyłącznie na bony, a sprzedaż benzyny 92-oktanowej jest ograniczona do 20 litrów na pojazd.
Po kolejnej serii ciosów Ukrainy wojna coraz mocniej wchodzi w codzienność Rosjan, również tych ze stolicy, którzy do tej pory znali ją głównie z reżimowych mediów. Ale to nie tylko limity i koszty paliw. Widać to w portfelu zwykłych mieszkańców, w potężnych kosztach pieniądza (stopy procentowe wynoszą od piątku 14,25 proc.), drożejących usługach, słabszym rynku pracy, ograniczonym dostępie do części leków i w cyfrowej izolacji łączonej z cenzurą.
Bartłomiej Chudy, dziennikarz i wydawca money.pl