"Trzeba ciąć socjal, nie ma wyjścia", "zrewidować wydatki na obronność". Mówią, jak chcą zatrzymać dług

Ograniczenie programów socjalnych, przegląd wydatków wojskowych i przyspieszenie wielkich inwestycji infrastrukturalnych. To niektóre pomysły liderów partii politycznych na to, jak zapanować nad polskim długiem publicznym. Na rok przed wyborami część polityków liczy również, że sprawę długu "rozwiąże" za nas szybki i stabilny rozwój gospodarczy.

Radosław Sikorski, Magdalena Biejat, Sławomir MentzenRadosław Sikorski, Magdalena Biejat, Sławomir Mentzen
Źródło zdjęć: © Adobe, PAP | Sz. Pulcyn • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Tomasz Setta

Stan finansów publicznych Polski był jednym z tematów V kongresu "Dialog o gospodarce", zorganizowanego w Warszawie przez Federację Przedsiębiorców Polskich. Podczas wydarzenia doszło do debaty z udziałem przedstawicieli czterech formacji politycznych: Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Konfederacji i Rozwoju Plus.

Wicepremier Radosław Sikorski z KO przekonywał, że poziom polskiego zadłużenia na tle pozostałych krajów Unii Europejskiej nie wypada najgorzej. – Unijna średnia to plus minus 100 proc. PKB (na początku tego roku było to 82,9 proc. – red.). My, w zależności od sposobu liczenia, mamy dług w granicach 50–60 proc. PKB. Co prawda rząd PiS ukrył trochę długu w PFR i BGK, ale na tle reszty zachodniego świata nasze zadłużenie nie jest tak wielkie – ocenił minister spraw zagranicznych.

Deficyt jest duży i wiemy, z czego to wynika. Po pierwsze, ze zwiększonych nakładów na zdrowie, a po drugie, wiemy, ile w przeszłości wydawaliśmy na obronność. Dziś to 4,8 proc. PKB, a jeśli doliczymy do tego również budowę schronów, to mamy prawie 7 proc. PKB. Nieczęsto mi się zdarza zgadzać z Jarosławem Kaczyńskim, ale gdy zaciągano pożyczkę na czołgi w Korei Południowej, mówił, że lepiej być zadłużonym niż okupowanym – dodał Radosław Sikorski.

Szef polskiej dyplomacji zwracał uwagę na potrzebę zmniejszenia relacji długu do PKB. Jak tłumaczył, z obecnego poziomu zadłużenia polska gospodarka może "wyrosnąć" w ciągu najbliższych kilku lat, w czym mają nam pomóc środki europejskie.

– Poprzedni rząd, zamiast korzystać z Krajowego Planu Odbudowy, płacił gigantyczne kary Unii Europejskiej – mówił Sikorski. – Dziś mamy nie tylko KPO, ale także SAFE, który jest inwestowany w polską gospodarkę. Te inwestycje powinny się przełożyć na większy wzrost, a ten powinien z kolei doprowadzić do zmniejszenia proporcji długu do PKB – podkreślał szef MSZ.

Lewica chce przeglądu wydatków na obronność

Wicemarszałkini Senatu Magdalena Biejat odpowiedziała, że nie zgadza się na przeciwstawianie sobie wydatków na zdrowie i obronność. Zdaniem polityczki Lewicy to "fałszywy wybór", czego dowodem jest trwająca wojna w Ukrainie, gdzie ochrona zdrowia jest ważnym elementem budującym bezpieczeństwo i odporność państwa.

Musimy umieć rozpoznać, który wydatek jest jednocześnie inwestycją. Oczywiście, dużo łatwiej jest się zapożyczyć i bez rozmysłu kupić sprzęt w Korei, a dużo trudniej stworzyć mechanizmy, które spowodują, że będziemy rozwijać naszą rodzimą produkcję, która przyniesie również rozwój gospodarczy i miejsca pracy. To wymaga więcej pieniędzy, ale też więcej strategicznego myślenia – tłumaczyła polityczka.

Podzieliła się też swoją receptą na szybko narastający dług Polski. – Powinniśmy zrewidować część wydatków, w tym wydatki na obronność. W wyniku wojny w Iranie jest coraz mniej sprzętu (wojskowego) do kupienia, a nasze potrzeby są ogromne. Musimy dalej wzmacniać rozwój transportu publicznego – tutaj ogromne inwestycje w kolej zostały już poczynione. Potrzebujemy też zracjonalizować część wydatków, np. na ochronę zdrowia, ale część musimy po prostu ukrócić i musimy o tym uczciwie rozmawiać – wyliczała.

Jako przykład wskazała dotacje z budżetu państwa kierowane co roku na wsparcie dla wydobycia węgla kamiennego w polskich kopalniach. Przypomniała, że w 2025 r. było to ponad 9 mld zł. – To są pieniądze wyrzucone w błoto. Powinniśmy skończyć z subsydiowaniem górnictwa – mówiła przedstawicielka Lewicy.

Rozwój Plus: wielkie inwestycje zatrzymane

Marcin Horała, b. pełnomocnik rządu PiS ds. CPK, dziś w stowarzyszeniu "Rozwój Plus", ocenił, że mamy obecnie do czynienia z "katastrofą finansów publicznych".

– Dynamika długu publicznego jest fatalna, ale jego poziom nie jest jeszcze tragiczny. Przez jakiś czas jeszcze to "uciągniemy", dopóki nie będzie załamania – komentował wicemarszałek Sejmu.

Jego zdaniem problem z wysokim zadłużeniem tkwi zupełnie gdzie indziej. – My nic w zamian za to nie osiągamy. Cały front wielkich inwestycji, który miał nas wyrwać do przodu, został skasowany, zahamowany albo opóźniony. Na 52 projekty inwestycyjne w kolejnym roku tylko trzy zostały oficjalnie skasowane, ale w przypadku ponad 20 pozostałych nie wykonano od trzech lat żadnych działań planistycznych czy projektowych – mówił Horała.

Najgorsze, co możemy zrobić, to przystać teraz na propozycje pana Mentzena: skasować trzynastą i czternastą emeryturę, ograniczyć 800 plus, czyli zabrać tlen gospodarce. Polski przedsiębiorca nagle zobaczy wtedy, że ubyła mu jedna piąta klientów, albo klienci, którzy do niego nadal przychodzą, zostawiają u niego o jedną piątą mniej pieniędzy – argumentował.

– Musimy wcisnąć gaz do dechy i wyrosnąć z tego długu, nie ma innego wyjścia. Ale każdy rok obecnie prowadzonej polityki gospodarczej powoduje, że to okienko szansy zawęża się – dodawał wicemarszałek Horała.

Konfederacja twierdzi, że "nie wyrośniemy" z długu

– My nie "wyrastamy" z długu, on naturalnie rośnie, podobnie jak deficyt – odpowiadał Sławomir Mentzen. Przekonywał, że Polska jest dzisiaj jednym z liderów pod kątem wydatków publicznych w Unii Europejskiej. W rzeczywistości zajmujemy dopiero ósme miejsce w takim zestawieniu.

– Społeczeństwo w państwie "socjalu" jest w stanie dostać dowolną ilość pieniędzy, a i tak będzie niezadowolone – przekonywał jeden z liderów Konfederacji. 

Według ostatnich prognoz ministra Domańskiego, którymi pewnie się nie chwalił na posiedzeniu rządu, mamy ustawowy próg ostrożnościowy (długu publicznego – red.), który przegonimy najdalej w 2028 r. Przy czym jest to hurraoptymistyczne założenie, bo prawdopodobnie stanie się to już w 2027 r. Wtedy kolejny budżet musi być albo bez deficytu, albo relacja długu do PKB musi spaść – mówił Mentzen.

Zdaniem posła Konfederacji Polska ma dziś ograniczone możliwości zredukowania obecnego poziomu zadłużenia. – Albo obniżymy wydatki, które mamy w tym momencie na absurdalnym poziomie, czyli trzynastka, czternastka, kryterium dochodowe w 800 plus, ograniczenie wydatków administracji publicznej, albo to wy, państwo, zapłacicie 200 mld zł więcej w podatkach – stwierdził.

– Oni będą tych pieniędzy szukać w waszych kieszeniach – przekonywał, zwracając się do obecnych na sali przedstawicieli przedsiębiorców.

– Nie ograniczymy teraz wydatków na odsetki, emerytury, ochronę zdrowia. Na wojsko może troszeczkę (ograniczymy), ale niedużo, bo kupiliśmy mnóstwo broni, która będzie bardzo droga w utrzymaniu, więc tam wydatki nie spadną, nie ma jak – dodawał. – Trzeba ciąć "socjal", nie ma absolutnie innego wyjścia – ocenił polityk. 

Wybrane dla Ciebie