"Hutnicy stoją w obliczu groźby utraty rynku UE" - pisze biznesowy ukraiński portal Prawda Ekonomiczna. Jest to bezpośrednie następstwo obowiązywania od stycznia mechanizmu CBAM, czyli podatku granicznego od emisji dwutlenku węgla. CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism) jest nakładany na trafiające na obszar celny Unii Europejskiej towary z sektorów: cementu, energii elektrycznej, nawozów, żeliwa i stali, aluminium oraz wodoru.
Media z Ukrainy grzmią, że "zmuszono importerów do zakupu certyfikatów CBAM, których wartość jest powiązana z unijnymi normami środowiskowymi". HIPH potwierdza, że z powodu CBAM import z Ukrainy jest mniejszy. Do tego dochodzą rosnące oczekiwania odbiorców w zakresie transparentności danych emisyjnych.
- Obowiązek raportowania emisji funkcjonuje już od okresu przejściowego CBAM, a przedsiębiorstwa eksportujące do UE miały czas na przygotowanie się do nowych wymogów. Dlatego coraz większą rolę w UE będzie odgrywać wiarygodna informacja o śladzie węglowym dostarczanego wyrobu. W dłuższej perspektywie będzie to jeden z podstawowych warunków funkcjonowania na rynku europejskim. Jednocześnie należy pamiętać, że Ukraina pozostaje istotnym dostawcą wyrobów stalowych na rynek unijny, przy czym zdecydowana większość tego eksportu nadal trafia do Polski. W 2026 r. w przypadku prętów zbrojeniowych ponad 90 proc. dostaw z Ukrainy do UE kierowanych jest na rynek polski - mówi Motyka.
"Od 2032 roku zabraknie prądu". Sołowow ostrzega przed kryzysem
O utracie klientów mówi ArcelorMittal z Krzywego Rogu. Przez trzy miesiące firma straciła zamóienia na 300 tys. ton stali.
"W 2025 r. wyeksportowaliśmy do UE 920 tys. ton produktów – jedną trzecią całkowitego wolumenu. W 2026 r. planowaliśmy wysłać 1,25 mln ton. Jednak gdy konsumenci stanęli przed perspektywą zapłacenia dodatkowych 50-75 euro za tonę z powodu podatku CBAM, odmówili zakupu naszych produktów" - czytamy komentarz przedsiębiorstwa w Ekonomicznej Prawdzie.
Doszło do tego, że zamknięto działający od 1958 r. zakład wstępnego przetwarzania wlewków wielkogabarytowych. Problemy zgłasza też inny gigant Metinvest, dla którego UE to główny rynek zbytu.
"Ukraińscy producenci stali, a w szczególności Metinvest, są przywiązani do ograniczania emisji i w pełni rozumieją cele, jakie przyświecają CBAM. Wyzwaniem jest realizacja kapitałochłonnych projektów przemysłowych w nadzwyczajnych warunkach wojennych, przy zniszczonych aktywach, zakłóconej logistyce, ciągłych zagrożeniach dla bezpieczeństwa i ryzyku inwestycyjnym, z którymi firmy w czasie pokoju po prostu nie mają do czynienia" - tłumaczy Metinvest w mailu przesłanym do naszej redakcji.
Jeden rynek, te same zasady
Rozumiemy wyjątkowe okoliczności, w jakich funkcjonuje ukraiński przemysł. Jednocześnie należy pamiętać, że polityka klimatyczna i handlowa UE opiera się na wspólnych zasadach. Jeżeli chcemy budować jednolity i konkurencyjny rynek, wszyscy uczestnicy powinni stopniowo dostosowywać się do tych samych wymogów dotyczących emisji, raportowania czy przejrzystości danych - odpowiada Motyka.
Zdaniem prezesa HIPH wsparcie dla Kijowa jest potrzebne i uzasadnione, ale "powinno ono być realizowane w sposób, który szanuje ideę wspólnego rynku UE". Ponadto pomoc nie może "prowadzić do trwałego pogorszenia sytuacji przemysłu w państwach członkowskich graniczących z Ukrainą, w tym przede wszystkim w Polsce".
Prezes HIPH dodaje, że mniejszy napływ stali z Ukrainy to dla nas dobra wiadomość.
- Z perspektywy polskiego hutnictwa najważniejsze jest nie tyle ograniczanie importu z konkretnego kierunku, lecz zapewnienie równych i przewidywalnych warunków konkurencji dla wszystkich uczestników rynku. Od wielu lat wskazujemy, że Polska jest jednym z najbardziej otwartych rynków stalowych w Europie, a udział importu w krajowym zużyciu stali należy do najwyższych w UE. Tymczasem krajowi producenci funkcjonują przy jednych z najwyższych kosztów energii - dodaje Motyka.
HIPH oczekuje, że unijne mechanizmy handlowe będą skutecznie chronić rynek przed nadmierną presją importową – niezależnie od tego, czy pochodzi ona z Ukrainy czy Azji.
Naszym celem nie jest zamykanie rynku, lecz przywrócenie warunków umożliwiających uczciwą konkurencję. W ubiegłym roku ok. 80 proc. zużycia stali w Polsce było pokryte przez import - to musi się zmienić - twierdzi Motyka.
Metinvest uważa jednak, że Ukraina nie jest źródłem globalnej nadwyżki mocy produkcyjnych w branży stalowej. "W bezpośrednim następstwie wojny prowadzonej przez Rosję moce produkcyjne spadły z 42 mln ton w 2013 r. do zaledwie 8 mln ton obecnie" - twierdzi gigant.
Globalne roczne zdolności produkcyjne stali szacuje się na 700 mln ton. To generuje presję eksportową na państwa UE, które często wybierają tańszy produkt z krajów trzecich.
UE szuka rozwiązań
Polska branża hutnicza od dawna apelowała o systemowe rozwiązania ograniczające napływ taniej stali spoza UE. W ubiegłym roku serwis wnp.pl podawał, że import rur bez szwu z Ukrainy wzrósł z mniej niż 5 proc. przed wojną do ponad 12 proc. w 2024 r. Tymczasem zużycie stali w UE wciąż nie wróciło do poziomów sprzed pandemii. W 2021 r. wynosiło 150 mln ton, a dwa lata temu 127 mln. Polska, będąc krajem tranzytowym UE, jest pierwszym odbiorcą stali z Ukrainy. W 2023 r. aż 36 proc. ukraińskiego eksportu stali do UE trafiło właśnie tutaj.
W UE działają mechanizmy, które mają chronić rodzimych producentów. 30 czerwca przestał obowiązywać "safeguard", czyli mechanizm kontyngentów, których przekroczenie przez eksportera oznaczało nałożenie 25 proc. cła.
Od 1 lipca obowiązuje nowe narzędzie - zasada "melt and pour" (topienia i odlewania). Zgodnie z tym wymogiem importerzy będą zobowiązani do udokumentowania łańcucha produkcji za pomocą certyfikatu badań hutniczych podczas procedur celnych. W ten sposób UE chce zapobiegać przekierowywaniu handlu wynikającemu z pośrednich zmian pochodzenia oraz zwiększać przejrzystość w całym łańcuchu dostaw. Ponadto import z krajów trzecich w całej UE może wynieść maksymalnie 18,3 mln ton. Jest to spadek o 47 proc.
- Nowe rozwiązanie opiera się na systemie kontyngentów taryfowych wynoszących łącznie ok. 18,3 mln ton rocznie. Po ich przekroczeniu będzie stosowane 50-proc. cło, co stanowi istotne wzmocnienie ochrony rynku względem dotychczasowych rozwiązań. Nowe narzędzie nie oznacza całkowitego zamknięcia rynku dla importu, ponieważ określone wolumeny stali nadal będą mogły trafiać do UE bez cła - tłumaczy Motyka.
Dla polskiej branży szczególnie istotne znaczenie mają szczegóły dotyczące alokacji kontyngentów oraz zakres stosowania zasady śledzenia pochodzenia wyrobów tzw. "melt and pour". W opinii HIPH, jeżeli nowe narzędzie ma skutecznie ograniczać obchodzenie przepisów i zapewniać przewidywalność rynku, powinno obejmować możliwie szeroki zakres produktów i minimalizować istniejące luki regulacyjne. Z tego względu kluczowe będą nadchodzące przeglądy zakresu produktowego.
Dzisiaj trudno jeszcze przesądzać o efektach, ale z pewnością będzie to jeden z najważniejszych testów skuteczności unijnej polityki handlowej w najbliższych latach - uważa szef HIPH.
Zgodnie z zasadą "topienia i odlewania" w przypadku wyrobów stalowych za kraj pochodzenia uznawany będzie nie tylko kraj ostatecznego przetworzenia, ale również kraj, w którym stal została po raz pierwszy przekształcona ze stanu ciekłego w stały (np. w płyty, kęsy lub wlewki).
Na koniec roku zaplanowano pierwszy przegląd zakresu obejmujący określone kategorie produktów. W 2027 r. zostanie podjęta decyzja, czy do zasady "melt and pour" trafią m.in. produkty przetworzone wykonane ze stali lub zawierające znaczne ilości stali. Natomiast do 30 czerwca 2028 r. przeprowadzona zostanie ocena, czy zasada ta powinna stać się głównym kryterium dostępu do kontyngentów.
Ukraina próbuje gonić. Jest za późno?
Ukraińscy producenci nie chcą wypaść z rynku. Metinvest podpisał nową umowę kredytową wartą 20 mln euro z siedmioletnim okresem spłaty z Bankiem Handlu i Rozwoju Morza Czarnego (Black Sea Trade and Development Bank – BSTDB). Umowę podpisano podczas Konferencji na rzecz Odbudowy Ukrainy (URC 2026) w Gdańsku.
Za te pieniądze ukraiński gigant ma zwiększyć odporność energetyczną grupy poprzez budowę pierwszych elektrowni słonecznych o mocy 37 MW oraz konserwację kluczowej infrastruktury energetycznej. Metinvest chce również zmniejszyć ślad węglowy.
Metinvest tłumaczy nam, że transformacja przedsiębiorstwa rozpoczęła się przed wprowadzeniem CBAM czy uzyskaniem pożyczki z BSTDB.
Od wielu lat jest to część długoterminowej strategii naszej grupy. Tylko w 2021 r. Metinvest przeznaczył ponad 500 mln dol. na projekty środowiskowe. Nawet po utracie aktywów w Mariupolu i Awdijiwce, która nastąpiła w wyniku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, wydatki grupy na tego typu projekty wyniosły w 2024 r. 170,5 mln dol. - wyjaśnia Metinvest.
Grupa wyjaśnia, że przed rosyjską inwazją realizowano duże projekty środowiskowe w Azowstalu i Iliczstali.
"Finansowanie z BSTDB wesprze rozwój generacji energii odnawialnej i wzmocni odporność naszej infrastruktury energetycznej. Chociaż te inwestycje także przyczynią się do zmniejszenia naszego ogólnego śladu węglowego, to są to jednak oddzielne działania od tych związanych z transformacją technologiczną hutnictwa stali" - dodaje firma.
Mirosław Motyka zmiany oraz zapowiedzi Ukraińców przyjmuje pozytywnie.
- Jest to jeden z sygnałów pokazujących, że europejskie regulacje klimatyczne zaczynają wpływać na decyzje inwestycyjne przedsiębiorstw. Idea CBAM od początku polegała na tym, aby zachęcać producentów spoza UE do ograniczania emisji i dostosowywania się do standardów obowiązujących na rynku europejskim. Sam kierunek należy ocenić pozytywnie - twierdzi prezes HIPH.
Pomimo perturbacji, UE pozostaje głównym rynkiem eksportowym Metinvestu. "Nasza działalność opiera się na wieloletniej współpracy z klientami z całej Europy, a ukraińskie huty są też ściśle zintegrowane z europejskimi łańcuchami dostaw dzięki zakupom kluczowych surowców, takich jak polski węgiel koksujący. W miarę jak Ukraina zbliża się do członkostwa w UE, ta integracja przemysłowa wciąż się pogłębia, mimo trwającej wojny" - podsumowuje Metinvest.