Volkswagen zapowiada ostre cięcia. Koncern zwolni tysiące
Przemysł motoryzacyjny w Niemczech przechodzi drastyczną restrukturyzację. Dyrektor generalny Volkswagena zapowiada wielomiliardowe cięcia kosztów i redukcje etatów. Koncern musi mierzyć się nie tylko z wewnętrznymi problemami, ale też z nowymi cłami nałożonymi przez USA.
Zarząd największego europejskiego producenta samochodów nie pozostawia złudzeń co do przyszłości finansowej firmy. Tuż przed zbliżającym się walnym zgromadzeniem akcjonariuszy dyrektor generalny grupy, Oliver Blume, przygotowuje załogę na kolejną falę zaciskania pasa. Z opublikowanego przedpremierowo tekstu jego przemówienia, do którego dotarł niemiecki "manager magazin", wyłania się obraz korporacji zmuszonej do drastycznej optymalizacji operacyjnej.
Zarząd postawił sobie za cel wygenerowanie rocznych oszczędności netto na poziomie kilku miliardów euro do końca obecnej dekady. Aby osiągnąć ten pułap, firma musi znacząco odchudzić swoje struktury kadrowe, co w praktyce oznacza pożegnanie się z tysiącami pracowników i wywoła zawirowania na lokalnym rynku pracy. Zgodnie z zapowiedziami, jeszcze przed końcem bieżącego roku zatrudnienie w niemieckich strukturach Volkswagen AG, wliczając w to zakłady w Saksonii oraz Osnabrück, ulegnie wyraźnemu zmniejszeniu o kilkanaście tysięcy osób.
"Polski w Waszyngtonie nie ma". Michta ostro o bezpieczeństwie
Proces ten jest konsekwencją trudnych negocjacji ze związkami zawodowymi, które toczyły się w ubiegłym roku. Przypomnijmy, że tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 2024 r. władze spółki zawarły ostateczne porozumienie z przedstawicielami załogi, które zakłada likwidację łącznie 35 tysięcy miejsc pracy do 2030 r. Oliver Blume w swoim wystąpieniu ma podkreślić, że pierwsze efekty tych bolesnych decyzji są już mierzalne, a koszty funkcjonowania niemieckich fabryk udało się zredukować o ponad jedną piątą.
Do 2030 r. pracujemy nad rocznymi oszczędnościami netto rzędu sześciu miliardów euro – zaznacza szef Volkswagena w przygotowanym przemówieniu. Jak dodaje menedżer, wdrożone programy oszczędnościowe pozwolą zrekompensować znaczną część zewnętrznych obciążeń, z którymi obecnie mierzą się globalne finanse firmy. Już teraz spółka chwali się wypracowaniem pierwszych, trwałych cięć kosztów operacyjnych.
Amerykańskie cła uderzają w zyski
Wewnętrzna restrukturyzacja to jednak tylko jedna strona medalu, ponieważ koncern musi stawiać czoła poważnym wyzwaniom geopolitycznym. Decyzje administracji prezydenta USA, Donalda Trumpa, dotyczące polityki celnej, stanowią potężny cios dla budżetu niemieckiego producenta. Według szacunków zarządu, bezpośrednie i pośrednie koszty wynikające z nowych barier handlowych pochłaniają rocznie kwotę pięciu miliardów euro, co niemal dorównuje planowanym do 2030 r. oszczędnościom.
W szczególnie trudnym położeniu w obrębie grupy znalazła się marka Audi. Producent samochodów z segmentu premium nie posiada obecnie własnych linii montażowych na terytorium USA, co czyni go całkowicie zależnym od importu aut z Europy oraz z fabryk w Meksyku. W obliczu rosnącego protekcjonizmu gospodarczego Waszyngtonu, taki model biznesowy staje się niezwykle ryzykowny i kosztowny. Oliver Blume potwierdził w swoim wystąpieniu, że władze Audi nieustannie analizują możliwość budowy własnego zakładu produkcyjnego w Stanach Zjednoczonych, co mogłoby uchronić markę przed zaporowymi taryfami.
Trudny czas dla niemieckiej motoryzacji
Sytuacja Volkswagena jest odzwierciedleniem szerszego zjawiska, które od kilku kwartałów uważnie obserwują analitycy rynków finansowych. Eksperci branżowi wielokrotnie zwracali uwagę, że tradycyjna europejska motoryzacja znalazła się w historycznym punkcie zwrotnym. Konieczność transformacji w kierunku elektromobilności wymaga gigantycznych nakładów inwestycyjnych, podczas gdy zyski ze sprzedaży aut spalinowych, mające finansować tę technologiczną rewolucję, znajdują się pod silną presją.
Dodatkowym czynnikiem komplikującym sytuację jest rosnąca konkurencja ze strony azjatyckich marek, które dysponują przewagą kosztową i coraz odważniej wkraczają na rynek europejski. Jak zauważają ekonomiści, niemieckie zakłady produkcyjne zmagają się z problemem relatywnie wysokich kosztów energii oraz pracy, co strukturalnie obniża ich globalną konkurencyjność. Właśnie dlatego programy oszczędnościowe, takie jak ten ogłoszony przez szefa Volkswagena, stają się dla europejskich gigantów nie tyle opcją do wyboru, co warunkiem koniecznym do utrzymania rentowności w zmieniającym się otoczeniu makroekonomicznym.