Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
KFM
|
aktualizacja

Wakacje inne niż wszystkie. "Liczą się z pieniędzmi, nie chodzą do restauracji"

301
Podziel się:

Po słabym początku sezonu coraz więcej turystów spędza urlop na Mazurach. Nadal jednak nie ma ich tylu, co przed rokiem. - Liczą się z pieniędzmi, nie chodzą do restauracji, a zamiast wynająć kajak, wolą wykąpać się w rzece - uważa jeden z przedsiębiorców branży turystycznej.

Wakacje inne niż wszystkie. "Liczą się z pieniędzmi, nie chodzą do restauracji"
Polacy starają się oszczędzać jak mogą na tegorocznych wakacjach (East News, Hubert Hardy/REPORTER)

Część osób związanych z lokalnymi usługami turystycznymi ocenia, że tego lata na Mazury przyjechało nieporównanie mniej turystów niż w poprzednich sezonach. Ich zdaniem, dotyka to całej branży, ale najgorzej jest z gastronomią, bo koszty i ceny wzrosły, a turyści zaczęli oszczędzać.

- Przyjeżdżają z grillami z Biedronki, z prowiantem, do restauracji nie chodzą. Zamiast wynająć kajaki, wolą się wykąpać w rzece albo pójść na spacer do lasu. A jednocześnie - mimo tego, że jest kryzys - oczekują wygody, pod namiotem nikt nie chce nocować - opowiadał PAP przedsiębiorca turystyczny z okolic Piecek.

Jeszcze w połowie lipca, w wielu wypoczynkowych miejscowościach nie było widać tłumów letników, nie było też problemów ze znalezieniem noclegu, miejsca na parkingu czy w kawiarni.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zobacz także: Już za chwile wakacje 2022. "Im bliżej wyjazdu, tym ceny są wyższe"

Tniemy wydatki na wakacjach

- Pracuję tutaj od ponad 30 lat, ale tak złego sezonu jeszcze nie było. Myślę, że ludzie nie przyjeżdżają, bo po prostu ich nie stać. Narzekają, że wszystko jest drogie - powiedziała PAP Jadwiga Krzywińska-Kobus z Parku Dzikich Zwierząt Kadzidłowo, który jest prywatnym ogrodem zoologicznym na terenie Puszczy Piskiej.

Opinii o "pustkach na Mazurach" nie potwierdzają jednak statystyki. Jednym z takich mierników jest liczba żeglarzy i motorowodniaków pływających po Wielkich Jeziorach Mazurskich. Można ją oszacować m.in. na podstawie jachtów przechodzących przez śluzy.

- Nie zauważamy mniejszego ruchu na naszych obiektach hydrotechnicznych. Wręcz przeciwnie, przez śluzy Guzianka I i Karwik od początku sezonu żeglugowego prześluzowanych zostało więcej jednostek pływających niż w analogicznym okresie przed rokiem. Być może wpływ na to ma zwolnienie wszystkich użytkowników śródlądowych dróg wodnych z opłat za śluzowanie - poinformowała rzeczniczka RZGW Wody Polskie w Białymstoku Agnieszka Giełażyn-Sasimowicz.

Zwiedzających liczy u siebie na bieżąco nadleśnictwo Srokowo, zarządzające popularnym wśród turystów terenem dawnej kwatery Hitlera w Gierłoży. - Obserwujemy, że w Wilczym Szańcu ruch turystyczny zmniejszył się o około 10 proc. w stosunku do zeszłego roku - przekazał PAP nadleśniczy Zenon Piotrowicz.

Wakacje skromniejsze niż wcześniej

W jego ocenie, w przypadku krajowych turystów widoczne są zmiany wakacyjnych zachowań. - U nas ceny biletów wstępu nie wzrosły, ale wyższe koszty zakwaterowania czy wyżywienia powodują, że turystów jest mniej. Na Mazury przyjeżdżają najwyżej na tydzień, a nie na dwa tygodnie jak wcześniej i próbują na czymś oszczędzać - wyjaśnił.

W tym roku w Gierłoży jest o wiele mniej zagranicznych wycieczek autokarowych, które zwykle stanowiły jedną trzecią gości. - Wiadomo, że turysta z Francji czy Niemiec, który szuka oferty wypoczynku i patrzy na mapę, ze względu na wojnę na Ukrainie i niespokojny czas, wybierze np. Majorkę, a nie miejsce 20 km od granicy z Rosją - przyznał Piotrowicz.

Mimo, że chętnych na spływy rzeką Krutynią nie ma tylu, co w najlepszych latach, to i tak przy słonecznej pogodzie, miejscami - jak co roku - zdarza się "ruch jak na Marszałkowskiej".

- Ja na turystów nie narzekam, jestem zadowolony, choć z rekordowym sezonem nie ma co nawet porównywać. Na ten weekend mamy pełne obłożenie miejsc noclegowych - powiedział PAP Artur Damszel ze Stanicy Wodnej PTTK w Sorkwitach.

Jak dodał, na kajakach ruch jest trochę mniejszy. Turyści przyjeżdżają na krócej, częściej przebywają w ośrodku, a zamiast długich spływów wybierają pojedynczy odcinek, np. z Sorkwit do Bieniek.

O rosnącej z każdym tygodniem liczbie osób odwiedzających Mazury mogą świadczyć dane z Centrum Promocji i Informacji Turystycznej w Giżycku, które regularnie sprawdza tzw. obłożenie bazy noclegowej, czyli zajęte miejsca w hotelach, ośrodkach i pensjonatach. W pierwszy weekend lipca w powiecie giżyckim wynosiło ono zaledwie 53 proc., w kolejny - 73 proc., a w ostatni - już ponad 91 proc.

- Na Mazurach większe natężenie ruchu turystycznego zawsze następowało w okolicach drugiego weekendu lipca. Nasze analizy przyrostów obłożenia pokazują, że na pewno coś drgnęło. Jeśli trend się potwierdzi, to ten weekend będzie najtrudniejszym z dotychczasowych do znalezienia wolnego miejsca. Zakładam, że dobijemy wtedy do przynajmniej 95 proc. obłożenia - powiedział PAP dyr. giżyckiego centrum Robert Kempa.

Jego zdaniem, można przewidywać, że obecny sezon na Mazurach finalnie nie będzie rekordowy, ale też nie będzie to "sezon ruiny i zapaści".

- Jeżeli, ktoś wyjdzie z tego sezonu naprawdę poturbowany, to gastronomia. Obłożenie stolików jest zdecydowanie niższe, a od restauratorów dostajemy sygnały o takich prognozach wzrostu rachunków za gaz, że dziwię się, jak taki lokal jeszcze funkcjonuje - stwierdził Kempa.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
PAP
KOMENTARZE
(301)
Leon
2 miesiące temu
Co roku jest najgorszy sezon
Akto
2 miesiące temu
Pazerni zostają ukarani. Nie wystarczy że się przyjechało, nocuje i stołuje to jeszcze np kilkadziesiąt zł za parking/dzień. To mam to w poważaniu, wybieram np Chorwację.
realista🤨
2 miesiące temu
Polska wstaje z kolan - tak jak obiecał PiS....
Lech
2 miesiące temu
Może Tusk zawita do stref ekonomicznych ,do centrów dystrybucji biedronek i innych lidlow. Niech tam obieca 20% podwyżek zarobkow !!! Z takich miejsc państwo ma podatki na rozdawanie darmozjadom ,nauczycielom i na bombelki. Brak mu jaj
Paweł
2 miesiące temu
Za rządów PO pracowałem za wynagrodzenie w granicach 1300-1800 zł netto (praca 3 zmianowa, na akord bez podanej stawki na umowie, przez 3 lata zero podwyżek) równocześnie dojeżdżałem do tej pracy dzień w dzień około 40 km w jedną stronę. Nie stać mnie było na nic choć wciąż mieszkałem z rodzicami (brak kosztów i wszelkich kredytów), nie mówiąc o perspektywach na przyszłość, tych nie było. Żadnych perspektyw. Dwa razy miałem stłuczkę autem jadąc do pracy i w sumie wyszedłem 2 razy miesiąc w miesiąc na minusie, tak jakbym dołożył swoich pieniędzy jeszcze do tego, że pracuje. Ale taki był rynek pracy za rządów PO. Nie twierdzę, że wszystko za rządów PiS mi się podoba, ale za to co wtedy działo się w moim życiu zawodowym i prywatnym, przekreśla tę partię na zawsze w moich oczach i nic tego nie zmieni. Dla mnie to zawsze będą złodzieje i oszuści. Mam osobisty uraz do nich.
...
Następna strona