Przetarg na polski odcinek Rail Baltica między Białymstokiem a Ełkiem, którego dotyczy sprawa, jest największym pojedynczym postępowaniem kolejowym w historii Polski. Kontrakt dotyczy modernizacji ok. 100 km linii, z dostosowaniem do prędkości do 200 km/h.
Postępowanie przed Sądem Okręgowym dotyczy decyzji, która przesądziła o wykluczeniu oferty konsorcjum Mirbud/Torpol z przetargu na modernizację linii kolejowej E 75 (Rail Baltica) na odcinku Białystok–Ełk. Oferta ta była wcześniej uznana za najkorzystniejszą i jednocześnie najtańszą w zamówieniu, opiewając na niespełna 4,5 mld zł.
W postępowaniu złożono kilka ofert o wartości od ok. 4,57 do ponad 6,6 mld zł. Druga oferta (Budimex z partnerami) o wartości ok. 4,98 mld zł także została odrzucona po odwołaniach i decyzjach KIO, a obecnie najbliżej kontraktu jest oferta konsorcjum Track Tec z udziałem m.in. Intopu i Unibepu o wartości 5,22 mld zł. Projekt współfinansują środki UE, które trzeba rozliczyć w określonym terminie.
WIDEOPrezydent uderza w Sejm. Czarzasty: nie będzie tak, panie prezydencie
Podstawą wykluczenia konsorcjum Mirbud/Torpol była administracyjna decyzja o karze środowiskowej z 2022 r. w wysokości 15 tys. zł. Uznano, że została ona zatajona w dokumentacji przetargowej. Niemniej w kwietniu Naczelny Sąd Administracyjny uchylił jednak wcześniejsze rozstrzygnięcia Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego ws. kary i zasygnalizował potrzebę ponownego zbadania kluczowych okoliczności, w tym tego, czy Mirbud naruszył warunki decyzji środowiskowej oraz czy był jej adresatem.
Na początku września wyrok
Mirbud argumentował we wtorek (18 sierpnia) przed Sądem Okręgowym w Warszawie, że kara środowiskowa nałożona na spółkę miała niewielką wartość, a jej skutki dla postępowania przetargowego mogą być nieadekwatne do skali przewinienia. Spółka zwracała też uwagę na konsekwencje dla finansów publicznych, jeśli dojdzie do wyboru droższej oferty.
"Podczas rozprawy sądowej podnosiliśmy kwestie incydentalnej w historii firmy i symbolicznej wysokości 15 tys. złotych kary środowiskowej, tj. jej nieproporcjonalnej wielkości w stosunku do wartości kontraktu (ok. 5 mld zł), a przede wszystkim skutków, jakie może za sobą pociągać, czyli konieczności wydatkowania o ok. 650 mln więcej środków publicznych na tę inwestycję" - napisał Paweł Bruger, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej Mirbudu, w komentarzu przytoczonym w tekście.
Spółka podkreśla, że informacja o karze nie była ukrywana. "Co bardzo ważne - Mirbud, jako spółka publiczna i transparentna, nigdy nie taił tej kary. Informacja o niej została podana do publicznej wiadomości w sprawozdaniu na temat informacji niefinansowych. Uważamy więc, że zarzut zatajenia jest chybiony" - dodał Bruger.
Mirbud wskazywał również, że w świetle wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego wątpliwe pozostaje, czy spółka w ogóle powinna być adresatem kary środowiskowej. Wyrok w sprawie ma zostać ogłoszony 4 września.