Zakaz aut spalinowych do kosza. Co to oznacza dla polskiej motoryzacji? Mamy komentarz

Jakiekolwiek kłopoty branży na poziomie europejskim będą oznaczały kłopoty dla Polski - mówi money.pl Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. W nowej propozycji Komisji Europejskiej zwraca uwagę na pomysły dotyczące taniego "elektryka", który miałby być produkowany w UE. I wskazuje na trudności z realizacją takiego pomysłu.

Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu MotoryzacyjnegoJakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego
Źródło zdjęć: © Adobe Stock, East News | Anita Walczewska, New Africa
Marcin Walków
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

– Czekamy na szczegóły, bo na razie są to dość ogólne zapisy. Odejście od kursu na 100 proc. aut elektrycznych w 2035 roku jest nieznaczne. Pytanie, jak zachowa się europejski rynek w kontekście bardzo dużej aktywności producentów chińskich i jak nasz przemysł się w tym odnajdzie. Jakiekolwiek kłopoty branży na poziomie europejskim będą oznaczały kłopoty dla Polski – komentuje w rozmowie z money.pl Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

W ten sposób odnosi się do ogłoszonej we wtorek propozycji Komisji Europejskiej, która chce, aby od 2035 roku producenci samochodów musieli osiągnąć cel redukcji emisji spalin o 90 proc., a pozostałe 10 proc. emisji będzie musiało być kompensowane poprzez stosowanie stali niskowęglowej wyprodukowanej w UE lub e-paliw i biopaliw. Oznacza to, że tzw. zakaz aut spalinowych trafia do kosza.

"Propozycje KE słusznie uznają potrzebę większej elastyczności i neutralności technologicznej, aby zielona transformacja zakończyła się sukcesem. Stanowi to istotną zmianę w porównaniu z obecnym prawem" – stwierdziła Sigrid de Vries, dyrektor generalna ACEA, Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów, cytowana w komunikacie.

Co przed 2035 rokiem?

Według Jakuba Farysia decyzja Komisji Europejskiej wbrew pozorom nie zmienia aż tak wiele – zwłaszcza że skupiono się na zniesieniu celu przyjętego na 2035 r., a nie był to jedyny cel w ramach polityki "Fit for 55".

Przypomnijmy, że gdy w marcu 2023 r. Rada Unii Europejskiej przyjęła regulacje wprowadzające cele redukcji emisji CO2 aut osobowych i dostawczych, skupiła się nie tylko na 2035 r. W dokumencie określono cel redukcji emisji dwutlenku węgla o 55 proc. dla aut osobowych i o 50 proc. dla nowych aut dostawczych w latach 2030-2034 w odniesieniu do poziomów z 2021 r.

Rok 2035 r. miał przynieść zaostrzenie tych celów do 100 proc. redukcji emisji CO2, zarówno dla nowych samochodów osobowych, jak i aut dostawczych. Choć w praktyce "zakazu aut spalinowych" nikt nie ogłosił, redukcja o 100 proc. sprowadzałaby się właśnie do tego, że firmom motoryzacyjnym nie opłacałoby się wprowadzanie na rynek nowych pojazdów innych niż zeroemisyjne – czyli w pełni elektryczne lub napędzane wodorem.

– Nie wiemy, co się stanie w 2030 r., dla którego to zmniejszono właśnie pośredni cel redukcji CO2 z samochodów dostawczych z 50 do 40 proc. W przypadku pojazdów ciężarowych nie wiemy nic, a przegląd polityki dotyczącej tej kategorii pojazdów powinien odbyć się jak najszybciej – zwraca uwagę Faryś.

Jego zdaniem ta niepewność jest o tyle szkodliwa, że "szansy na osiągnięcie celów pośrednich nie widać", a jednocześnie producenci motoryzacyjni już poczynili duże wysiłki inwestycyjne, aby rozwijać produkcję pojazdów elektrycznych i zelektryfikowanych. To również istotne z perspektywy polskiej branży motoryzacyjnej, która włączona jest w globalne łańcuchy dostaw.

Dostawcy komponentów i części "made in Poland"

W Polsce produkowane są całe samochody, na przykład osobowe koncernu Stellantis w Tychachdostawczych marki Volkswagen pod Poznaniem, jednak polski przemysł motoryzacyjny stoi przede wszystkim producentami i dostawcami komponentów oraz części - zarówno na potrzeby linii produkcyjnych nowych pojazdów, jak również części zamiennych.

- Producenci w naszym kraju cały czas inwestują, i to naprawdę duże pieniądze. Kierunek na zeroemisyjność powinien być utrzymany, za tym poszły już konkretne decyzje inwestycyjne. Polski przemysł motoryzacyjny jest w o tyle dobrym położeniu, że wciąż duża część produkcji powstaje z myślą o napędach konwencjonalnych. Samochody z silnikami spalinowymi jeszcze wiele lat będą na rynku, więc produkcja komponentów do nich, ale i części zamiennych, będzie po prostu niezbędna - dodaje Faryś w rozmowie z nami.

Zakaz aut spalinowych do kosza. Co jeszcze zaproponowała KE?

Komisja Europejska poinformowała też we wtorek, że chce umożliwić państwom członkowskim "opracowanie ukierunkowanych zachęt stymulujących popyt na małe pojazdy elektryczne produkowane w UE". W ramach inicjatywy Small Affordable Cars mowa o pojazdach o długości do 4,2 m.

- O tych małych "elektrykach" produkowanych w UE też niewiele wiemy. Jakiś czas temu przewodnicząca KE zapowiedziała inicjatywę taniego i małego auta elektrycznego, kosztującego 15 tys. euro. Nie widzę szansy, aby wyprodukować taki samochód bez obniżenia niektórych wymogów w dziedzinie bezpieczeństwa. Taki postulat już zresztą został oprotestowany przez wiele organizacji zajmujących się bezpieczeństwem ruchu drogowego, i słusznie - mówi Jakub Faryś.

Nasz rozmówca przypomina też, że w opublikowanym we wtorek komunikacie KE znalazły się również zapisy, mówiące o tym, że pojazdy korzystające ze wsparcia finansowego ze środków publicznych (jak np. program NaszEauto w Polsce) będą musiały być zeroemisyjne lub niskoemisyjne (co dopuszcza choćby hybrydy plug-in) i wyprodukowane w UE. Odcina to drogę do dopłat dla samochodów elektrycznych i niskoemisyjnych wyprodukowanych w Chinach.

Jego zdaniem również zapowiedziane środki mające na celu nakazanie przechodzenia flot korporacyjnych na pojazdy zeroemisyjne mogą być sprzeczne z podejściem rynkowym opartym na zachętach.

Według Licznika Elektromobilności na koniec października w Polsce zarejestrowanych było 107 tys. 931 samochodów w pełni elektrycznych (BEV) i niemal drugie tyle hybryd plug-in – 104 tys. 758. Z kolei liczba punktów ładowania ("wtyczek") sięgnęła 11 tys. 307, z czego 4006 to tzw. szybkie ładowarki prądem stałym (DC), a 7301 to wolniejsze ładowarki prądem przemiennym (AC).

Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl

Wybrane dla Ciebie
Kryzys na rynku pracy w Rosji. Muszą szukać ludzi w Indiach i na Sri Lance
Kryzys na rynku pracy w Rosji. Muszą szukać ludzi w Indiach i na Sri Lance
Drożyzna wymyka się spod kontroli. Rosjanie liczą każdy rubel
Drożyzna wymyka się spod kontroli. Rosjanie liczą każdy rubel
"Amerykańscy żołnierze nie stacjonują tu za darmo". Wrze po wpisach ambasadora USA [OPINIA]
"Amerykańscy żołnierze nie stacjonują tu za darmo". Wrze po wpisach ambasadora USA [OPINIA]
Niemcy na zakręcie. Szef Mercedesa ostrzega przed populistami z prawicy
Niemcy na zakręcie. Szef Mercedesa ostrzega przed populistami z prawicy
Dwaj giganci motoryzacyjni ostrzegają Europę. Piszą o silnej konkurencji z Chin
Dwaj giganci motoryzacyjni ostrzegają Europę. Piszą o silnej konkurencji z Chin
Afrykański gigant zbrojeniowy wchodzi do gry. Testuje pojazd bojowy na Ukrainie
Afrykański gigant zbrojeniowy wchodzi do gry. Testuje pojazd bojowy na Ukrainie
Rosyjskie tankowce z ropą krążą po wodach Azji w poszukiwaniu nabywców
Rosyjskie tankowce z ropą krążą po wodach Azji w poszukiwaniu nabywców
Firmowe auta pod presją. Bruksela szykuje kolejny cios
Firmowe auta pod presją. Bruksela szykuje kolejny cios
Czeskie media alarmują ws. konfliktu interesów premiera
Czeskie media alarmują ws. konfliktu interesów premiera
OZE na hamulcu? Branża alarmuje: nowa ustawa zamrozi miliardy i rynek
OZE na hamulcu? Branża alarmuje: nowa ustawa zamrozi miliardy i rynek
Zełenski podjął decyzję. Ukraina wprowadza nowe sankcje
Zełenski podjął decyzję. Ukraina wprowadza nowe sankcje
UE szykuje kolejne miliardy na obronę. Pierwszy fundusz już się zatyka
UE szykuje kolejne miliardy na obronę. Pierwszy fundusz już się zatyka