Notowania

Zarobki w NBP. Glapiński: nie będzie mojej rezygnacji

- Wysokie wynagrodzenia w bankach centralnych są czymś normalnym. Trzeba je porównywać z pensjami w innych bankach, a nie w instytucjach państwowych - mówił na środowej konferencji prasowej prezes NBP Adam Glapiński. Zapewnił, że nie zamierza podawać się do dymisji.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Forum)
Podczas środowej konferencji nie mogło zabraknąć pytania o zarobki w NBP (Fot: Piotr Guzik)

Glapiński został zapytany o zamieszanie wokół zarobków w NBP na konferencji Rady Polityki Pieniężnej, poświęconej stopom procentowym. Choć dziennikarze zostali poproszeni o zadawanie pytań tylko w temacie stóp, to kwestii zarobków prezes NBP nie mógł uniknąć.

Z sali padło pytanie: czy w związku z tym wszystkim, co dzieje się wokół NBP, brał pan w ogóle pod uwagę rezygnację? - Żartowałem wcześniej, że po powrocie z Radomia będę się nad tym zastanawiał. Ale to jest tylko stary, przedwojenny żart. Rezygnacja nie jest brana pod uwagę - podkreślił.

NIK rozpoczyna kontrolę w NBP. "Nie jesteśmy ślepi i głusi na sygnały"

- Wszystko, co się ostatnio działo wokół NBP, jest oparte na jednym nieporozumieniu, w którym zarobki w banku centralnym powinny być takie, jak w innych instytucjach państwowych. A tylko porównywanie z bankami komercyjnymi ma sens - tłumaczył.

- Wysokie wynagrodzenia w bankach centralnych są czymś normalnym, są regułą. W każdym normalnym kraju jest tak, że pensja prezesa banku centralnego jest wyższa niż pensja prezydenta czy premiera - dodał.

Adam Glapiński został też zapytany, czy nie boi się spotkania z Jarosławem Kaczyńskim. - Nie boję się. Zawsze spotykam się z nim z przyjemnością i zawsze czuję niedosyt - zapewnił. Temat ten wziął się stąd, że choć prezesa NBP nie można odwołać (tylko on sam może złożyć rezygnację), to namówić do dymisji mógłby go właśnie prezes PiS. Obaj panowie znają się bowiem od lat i blisko ze sobą współpracowali.

NBP tygodniami się przed tym bronił, ale w końcu skapitulował i 27 lutego ujawnił, ile dokładnie wynoszą dyrektorskie pensje. Okazało się, że najwięcej dostają Martyna Wojciechowska - dyrektor departamentu ds. komunikacji - i Kamila Sukiennik - dyrektor gabinetu prezesa NBP. Ta pierwsza co miesiąc zarabia średnio 49 563 zł brutto, ta druga - 42 760 zł (wyliczenie to obejmuje już wszystkie dodatki i nagrody). Sam prezes Glapiński dostawał natomiast średnio 63 531 zł.

(WP.PL)
(Fot: Money.pl)

Te kwoty są dużo wyższe niż średnia pensja dyrektora w NBP, która wynosi 36 tys. zł. Mniej od obu pań dostaje np. dyrektor departamentu prawnego (47 331 zł), zaś najmniej spośród wszystkich dyrektorów - dyrektor departamentu ryzyka operacyjnego i zgodności (28 446 zł). Doradcy prezesa NBP zarabiali natomiast w 2018 r. ok. 25 tys. zł miesięcznie.

Co ciekawe, pensja Martyny Wojciechowskiej jest dużo wyższa od tej, którą otrzymywał jej poprzednik na stanowisku dyrektora departamentu ds. komunikacji. Włączając w to już wszystkie premie i bonusy, mógł on liczyć na ok. 25 tys. zł brutto.

NBP ujawnił wynagrodzenia dyrektorów dlatego, że został do tego przymuszony nową ustawą o jawności. Ustawa ogranicza też zarobki dyrektorów i kierowników w Narodowym Banku Polskim. Nie będą mogli otrzymywać więcej niż 60 proc. tego, co zarabia prezes NBP.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
06-03-2019

StanleyStary zgrzybiały satyr ! Fuj !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

06-03-2019

LaluniaZa grosz sumienia, pokory,autorefleksji.....

06-03-2019

gloskpina nwo i pacholki systemu ...

Rozwiń komentarze (89)