Problem ma być ponownie dyskutowany na poniedziałkowym posiedzeniu Państwowej Komisji Wyborczej. Jest całkiem możliwe, że sprawa komisarzy wyborczych - mimo nacisków ze strony resortu sprawiedliwości i MSWiA - ponownie pozostanie bez rozstrzygnięcia.
Z jednej strony dlatego, że obradować będzie 8 z 9 członków PKW (nie będzie Ryszarda Kalisza). A to powoduje, że może zabraknąć większości do zdecydowania, jak odpowiedzieć na wniosek obu resortów. Z drugiej strony, problem jest dużo głębszy, bo w PKW słychać głosy o próbie bezprawnej, politycznej ingerencji w niezależność PKW.
W myśl kodeksu wyborczego podstawą do odwołania komisarza w trakcie kadencji jest niewykonywanie lub nienależyte wykonywanie obowiązków komisarza. Nas jako PKW nie interesuje, co taki komisarz robi jako notariusz, adwokat, radca prawny czy sędzia - tłumaczy w rozmowie z nami przewodniczący PKW Sylwester Marciniak.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
DLA CIEBIEPrzetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4
Inaczej na sprawę patrzy Maciej Kliś, członek PKW z nadania KO. Jego zdaniem to moment, w którym należy dokonać przeglądu pracy poszczególnych komisarzy.
Skończył się pewien cykl wyborczy i teraz należy dokładnie przyjrzeć się pracy poszczególnych komisarzy. Jest spory problem prawny i trzeba rozstrzygnąć - mówi money.pl.
Jak widać, to pośrednie wyjście z tej sytuacji, bowiem Kliś przyznaje, że odwołanie komisarzy zgodnie z propozycją ministrów spraw wewnętrznych i sprawiedliwości może być problematyczne. A z drugiej strony, uważa, że ciężko przejść obojętnie wobec wątpliwości dotyczących statusu tych sędziów.
Pisma od Żurka i Kierwińskiego
Sprawa komisarzy się przedłuża. Oba resorty wnioskowały o odwołanie 43 ze 100 komisarzy na początku sierpnia. Przy czym pisma były dwa. Pierwsze sprawiało wrażenie - według naszego rozmówcy zbliżonego do PKW i znającego treść obu pism - mniej stanowczego niż późniejsze.
Wskazano w nim, że komisarze będący sędziami podpisali wcześniej listy poparcia kandydatów na członków obecnej Krajowej Rady Sądownictwa oraz brali udział w procedurze nominacyjnej przed tak ukształtowaną Radą.
"W ocenie ministra sprawiedliwości ww. komisarze wyborczy nie dają rękojmi należytego pełnienia funkcji komisarza wyborczego, a przez to pozbawieni są atrybutu wskazanego w art. 166 § 3 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. Kodeks wyborczy" - wynika z pisma.
"Ponadto minister sprawiedliwości wskazał, iż zachodzą poważne wątpliwości co do tego, czy wskazani według określonego klucza przez byłego ministra spraw wewnętrznych i administracji sędziowie - komisarze wyborczy spełniają kryterium apolityczności, które wynika z art. 166 § 4 ustawy Kodeks wyborczy" - kontynuują resorty.
Kolejne pismo w tej sprawie przyszło do PKW dwa dni później, gdzie wnoszono już "o podjęcie natychmiastowych działań, mających na celu niezwłoczne odwołanie wskazanych osób z funkcji komisarza wyborczego".
Pada tam także stwierdzenie, że "w ocenie ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka (komisarze - red.) nie dają rękojmi należytego pełnienia funkcji komisarza wyborczego, a przez to pozbawieni są atrybutu wskazanego w art. 166 § 3 Kodeksu wyborczego, oraz wobec których zachodzą poważne wątpliwości co do tego czy spełniają kryterium apolityczności, które wynika z art. 166 § 4 Kodeksu wyborczego".
"Żaden minister nie ma takich uprawnień"
Nasi rozmówcy zbliżeni do PKW podnoszą, że linia prawna, jakiej w tej sprawie trzymają się oba resorty, jest co najmniej naciągana. - Ministrowie próbują tworzyć analogię, że przepisy kodeksowe mówiące o powołaniu komisarzy da się zastosować także przy ich odwoływaniu. To tak nie działa, to próba ingerencji w niezależność PKW - utrzymuje nasz rozmówca. Inny, związany z PKW, mówi jeszcze dosadniej. - Oni nie mają prawa odwołać tych ludzi, to kwestia decyzji PKW. Żaden minister nie ma takich uprawnień, przedstawione przesłanki w ogóle nie są ustawowe - przekonuje.
I tak np. art. 166 § 3 Kodeksu wyborczego, na który powołują się resorty, stanowi jedynie, że komisarzy wyborczych jest 100, powoływani są oni na 5-letnie kadencje przez PKW na wniosek szefa MSWiA, a wybór dokonywany jest spośród osób mających wykształcenie wyższe prawnicze oraz "dających rękojmię należytego pełnienia tej funkcji".
Z kolei art. 166 § 4, na który ministerstwa się powołują, mówi m.in. o tym, że "komisarz wyborczy nie może należeć do partii politycznych ani prowadzić działalności publicznej niedającej się pogodzić z pełnioną funkcją". Tu jednak znów słychać kontrargumenty w PKW, że co innego, jak dana osoba funkcjonuje jako komisarz wyborczy, a co innego, jak się zachowuje poza tym kontekstem, np. jako sędzia czy radca prawny.
Pytanie też, czy jednorazowe odwołanie prawie połowy komisarzy nie wywoła tymczasowego paraliżu w Krajowym Biurze Wyborczym i jego delegaturach, które odpowiadają za przeprowadzanie wyborów. Trzeba bowiem pamiętać, że poza ogólnokrajowymi wyborami, takimi jak prezydenckie czy parlamentarne, na bieżąco organizowane są np. wybory lokalne uzupełniające czy przedterminowe.
Tylko w pierwszej połowie tego roku odbyło się ponad 150 akcji wyborczych w całej Polsce. Do końca czerwca odbyło się również 13 akcji referendalnych. Nie wszyscy jednak w PKW podzielają obawy o paraliż. - Polityczny zamysł jest taki, żeby tych ludzi wymienić. Sądzę, że kolejka chętnych na zajęcie ich miejsc jest już gotowa. Już słychać o jakichś walkach o stołki. Tzw. zasłużonych jest dużo, a jako że stanowiska prezesów sądów są już zajęte, to teraz trzeba zrobić skok na komisarzy - komentuje rozmówca.
Powyborcze echa
W tle sporu o komisarzy są polemiki i spory dotyczące wyniku wyborów prezydenckich. Po stronie wyborców Rafała Trzaskowskiego podnoszono wątpliwości wobec wyniku wyborczego.
Sąd Najwyższy, rozpatrując około 54 tys. skarg wyborczych, odrzucił większość z nich (przeważająca większość była powieleniem skargi napisanej przez Romana Giertycha), za zasadne uznał 21 protestów. W niektórych przypadkach SN zlecił przeliczenie głosów. Tak stało się w 13 komisjach kwestionowanych w protestach wyborczych, co ujawniło nieprawidłowości, np. przypisanie głosów jednego kandydata drugiemu. Jednak nie odbyło się przeliczenie głosów w całym kraju, co było jednym z żądań w wyborczych protestach.
Sędziowie zwracali uwagę, że nie ma do tego podstaw prawnych. Równolegle działania zaczęła prowadzić prokuratura, na podstawie zamówionych analiz dokonano przeliczenia głosów w 250 komisjach wyborczych. Nieprawidłowości stwierdzono w ponad 80 komisjach. Ostatecznie po weryfikacji protokołów okazało się, że w tych komisjach Karol Nawrocki otrzymał o 1239 głosów mniej, a Rafał Trzaskowski o 1242 głosy więcej, niż wynikało z oficjalnych protokołów wyborczych.
W trakcie przebiegu procedur orzekania o ważności wyborów cały czas podnoszono wątpliwości wobec tzw. neosędziów tworzących Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych i wobec samej Izby, która orzekała o ważności wyborów. Wkrótce potem pojawiły się pomysły, by wyeliminować z procedur wyborczych tzw. neosędziów stąd wnioski dwóch ministrów.
Przeciwko czemu protestują z kolei wyborcy Karola Nawrockiego. W mediach społecznościowych pojawiły się wezwania do demonstracji w tej sprawie pod siedzibą PKW w poniedziałek, by zapobiec odwołaniu komisarzy.
Jednak na razie się na to nie zanosi, bo jak widać, w PKW nie ma na razie większości do rozstrzygnięcia w tej sprawie.
Tomasz Żółciak i Grzegorz Osiecki, dziennikarze money.pl