Burza o autobusy dla Ukrainy. Kielecki ratusz zabiera głos
15 wycofanych z eksploatacji autobusów nie pojedzie z Kielc na Ukrainę. Jest to efekt politycznej burzy wywołanej nadaniem w 2022 r. jednej z ulic w Winnicy im. Stepana Bandery i obecnej gorącej dyskusji wokół UPA. - Mnóstwo takich autobusów wystawia się na sprzedaż i nikt nie chce ich kupić. To miało być światełko w tunelu - mówi money.pl Barbara Sipa, rzeczniczka prasowa prezydent Kielc.
W maju mer Winnicy Sergiej Morgunow zgłosił się do Kielc, które współpracują z tym ukraińskim miastem od 1958 r., z prośbą o przekazanie wycofanych z użytkowania 17-letnich autobusów. Komunikacja miejska w Winnicy opiera się głównie na tramwajach oraz trolejbusach, co jest problematyczne w przypadku braku prądu spowodowanego m.in. rosyjskimi atakami na ukraińską infrastrukturę krytyczną. W ten sposób wysłużone kieleckie autobusy miały wesprzeć partnera z Ukrainy. Ale tak się nie stanie.
Dwóch radnych Prawa i Sprawiedliwości oburzyło się, że jedna z ulic w Winnicy nosi imię Stepana Bandery i autobusy mogłyby tą ulicą jeździć. Wątek ten stał się przedmiotem ogólnopolskiej debaty publicznej i ostatecznie mer Morgunow wycofał prośbę o przekazanie autobusów.
Ekspert bije na alarm. "Wojna w Europie, jeśli będzie, będzie krótka"
- Rządzący Ukrainą, pomimo ogromu pomocy płynącej od Polski, nie są w stanie zrealizować naszej najprostszej prośby o zaprzestanie upamiętniania ludzi, którzy na tle etnicznym mordowali Polaków. Pomimo tego pani prezydent wychodzi z inicjatywą przekazania autobusów Winnicy, czyli miastu, w którym pod koniec 2022 r. również zmieniono nazwę jednej z ulic na ulicę imienia Stepana Bandery - tłumaczył kilka dni temu radny PiS Marcin Stępniewski, cytowany przez "Echo Dnia".
"Elektryki" zamiast diesli
Przekazanie za darmo autobusów Ukraińcom stało się możliwe dzięki inwestycji Kielc w nowoczesny tabor. Niedawno do stolicy woj. świętokrzyskiego przyjechały 24 autobusy elektryczne Solaris, które wyjechały na ulice w połowie maja - informował Zarząd Transportu Miejskiego. W ramach zadania utworzono także 24 punkty ładowania "elektryków". Łączny koszt inwestycji, realizowanej w ramach KPO, przekroczył 85,3 mln zł.
W rezultacie tej inwestycji Kielce wycofały z użytku 40 starszych autobusów z silnikiem diesla z lat 2009-2010 (35 z nich to Solarisy Urbino 12, a pięć Urbino 10) z przebiegiem sięgającym od 900 tys. do ok. 1,4 mln km. ZTM tłumaczy money.pl, że autobusy spalają średnio ok. 44 l oleju napędowego na 100 km. Autobusy są niskopodłogowe, wyposażone m.in. w klimatyzację i podest dla niepełnosprawnych.
Z uwagi na uzyskane dofinansowania z różnych źródeł zewnętrznych do zakupu autobusów zeroemisyjnych, autobusy spalinowe zostały wycofane ze świadczenia usług przewozowych w kieleckiej komunikacji miejskiej. Projekt uchwały przewidywał możliwość przekazania do miasta partnerskiego Winnica 15 sztuk autobusów - przypomina Dariusz Salwa z ZTM.
Co z 25 autobusami, które nie miały trafić do Winnicy? - Sprawdzimy ich stan techniczny. Zakładamy, że przynajmniej część z nich to będzie rezerwa na wypadek awarii pojazdów już kursujących po mieście - wyjaśnia w rozmowie z money.pl Barbara Sipa. I dodaje, że stare autobusy wycofywane są z taborów w całym kraju. Jest to efekt inwestycji w pojazdy nowszej generacji, szczególnie te elektryczne.
Tego wymagają różne projekty unijne, na które można dostać dofinansowanie. Takich starych i wysłużonych autobusów, które chcieliśmy przekazać Ukrainie, jest wystawionych na sprzedaż wiele, ale nikt nie jest nimi zainteresowany. Mer Winnicy sam się do nas zgłosił, to było światełko w tunelu, gdyż inwestujemy w "elektryki". Winnica miała pokryć koszty transportu autobusów na Ukrainę - mówi Sipa.
Polityczna awantura o autobusy
W sieci nie brakuje komentarzy, że kieleckie autobusy, zamiast do Winnicy, mogłyby trafić np. do biedniejszej polskiej gminy. Sipa odpowiada jednak, że nikt takich pojazdów nie chce. Zapytaliśmy rzeczniczkę, jaki może być ewentualny koszt utylizacji autobusów, ale miasto jeszcze tego nie analizowało.
Barbara Damian, dyrektorka ZTM, podkreśliła w Radiu Kielce, że każdy z wysłużonych autobusów zostanie wyceniony indywidualnie, ale według jej szacunków "są one warte maksymalnie ok. 30 tys. zł każdy". Jednocześnie "nie jest pewne, czy znajdzie się na nie kupiec".
Radni PiS oraz przewodniczący rady Marcin Jakubczyk oskarżali w lokalnych mediach prezydent Agatę Wojdę z KO, że to nie ona powinna decydować, co stanie się z majątkiem miasta. To istotne, gdyż ZTM to miejska jednostka budżetowa.
- Nic mi nie było wiadomo o prośbie mera o przekazanie autobusów - mówił niedawno Jakubczyk.
Barbara Sipa tłumaczy nam, że projekt oddania autobusów Ukrainie miał trafić pod obrady rady miejskiej na sesji w czwartek 11 czerwca. Ten wniosek został jednak wycofany przez prezydent, gdyż po wybuchu gorącej dyskusji w Polsce z pomocy zrezygnował sam mer Winnicy.
Zrobił to, ponieważ nie chciał, aby sprawa pomocy dla miasta żyjącego w warunkach wojny stała się narzędziem politycznego sporu i powodem kolejnych podziałów. To gest, który zasługuje na najwyższy szacunek - oceniła Wojda, cytowana w komunikacie opublikowanym na stronie magistratu.
Morgunow napisał na Facebooku, że w czasie wojny "szczególnie ważne jest zachowanie jedności, wzajemnego szacunku i umiejętności słuchania siebie nawzajem i nieuleganie wpływom rosyjskich manipulacji".
"Jesteśmy szczerze wdzięczni Polakom za wsparcie Ukrainy. Nie chodzi tylko o naszego partnera - Kielce. (...) Bardzo cenimy tę solidarność. W związku z tym postanowiliśmy wycofać wniosek o transfer autobusów, aby pomoc humanitarna nie stała się częścią debaty politycznej i nie wpłynęła na wieloletnie partnerstwo między naszymi społecznościami" - czytamy.
Apelują do Ukraińców
W odpowiedzi radni PiS złożyli na ręce przewodniczącego rady Marcina Jakubczyka projekt rezolucji z apelem do Winnicy, żeby ukraińskie miasto zmieniło nazwę ul. Bandery. W projekcie podkreślono, że radni proszą o szacunek w imię pamięci Polaków pomordowanych na Wołyniu. W apelu wspomniano też o pomocy materialnej oraz humanitarnej, której Kielce udzieliły Ukrainie od początku rosyjskiej inwazji. Stępniewski na czwartkowej sesji odczytał treść rezolucji, zaznaczając, że "nie mówimy nigdzie złego słowa na Ukrainę, na Winnicę, pomimo tego, że ukraińskie władze odznaczają morderców".
Radny Michał Piasecki z Koalicji Obywatelskiej ocenił, że rada miejska nie powinna zajmować się zagranicznymi ulicami. - Jesteśmy radnymi Kielc, a nie Winnicy. Klub PiS chce cały czas zajmować się historią i psuć relacje między miastami partnerskimi - powiedział Piasecki, który dodał, że jeśli PiS "chce wszystko liczyć na pieniądze", to wartość autobusów jest znacznie niższa od tego, co Ukraińcy zostawiają w Kielcach.
- Płacą tu podatki, korzystają z usług kieleckich firm. To znacznie wyższa wartość niż mają autobusy z ponadmilionowym przebiegiem. To nie jest kompetencja rady miasta, żeby nakazywać innym zagranicznym miastom zmianę nazwy ulicy - podsumował radny KO. Piasecki zastanawiał się również, jak radni zareagowaliby, gdyby inne miasto poprosiło Kielce o zmianę nazwy pl. Piłsudskiego czy ul. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Podkreślił też, że w Winnicy jest tablica upamiętniająca Józefa Piłsudskiego.
Wiesław Koza z PiS odpowiedział, że "Bandera był postacią negatywną i zbrodniarzem wojennym". - Polacy otworzyli mimo wszystko swoje serca, domy portfele i przyjęli Ukraińców jak braci, nie patrząc na to, co zrobili wcześniej - stwierdził. Dodał, że zmiana nazwy ulicy ma być furtką dla Ukrainy do wejścia do Unii Europejskiej.
Przewodniczący Jakubczyk uznał, że to "zły moment na taką uchwałę" (przekazanie autobusów - przyp. red.). - Nie możemy gloryfikować Hitlera, osób, które teraz dokonują ludobójstwa w Palestynie, nie możemy pozwalać na historyczną gloryfikację osób, które odpowiadają za bestialską śmierć i mordy dziesiątek lub setek tysięcy Polaków na terenie Polski. Nie dotyczy to obecnych Ukraińców - podkreślił.
Natomiast zarówno PiS, jak i przedstawiciele KO byli zgodni co do tego, że Bandera "był zbrodniarzem wojennym". Ostatecznie projekt rezolucji ws. apelu o zmianę nazwy ulicy Bandery w Winnicy nie trafił do porządku obrad.
Transporty i autobusy dla Ukrainy
Od początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę Kielce angażowały się w pomoc zaatakowanemu krajowi i partnerskiemu miastu. Według danych kieleckiego magistratu w latach 2022-2023 do Winnicy pojechało 16 transportów z pomocą. W sumie dostarczono 200 t towarów o wartości ok. 1,5 mln zł. Miasto przeznaczyło na ten cel środki z budżetu miasta (rada miasta podjęła stosowne uchwały), pieniądze z darowizn oraz otrzymane dary rzeczowe.
Kielce przekazały do Winnicy m.in. sprzęt medyczny, żywność, środki czystości, opatrunki, powerbanki, pościel, karmę dla zwierząt oraz drony. Zorganizowano też w Kielcach pobyty dla 450 dzieci z Ukrainy. Dostarczono także dwa autobusy Solaris Urbino 12 - identyczne z tymi, które miały teraz trafić na Ukrainę. Pojazdy trafiły do Winnicy w sierpniu 2022 roku, jeszcze zanim miasto nadało jednej z ulic imię Stepana Bandery (stało się to pod koniec listopada 2022 roku). Wówczas prezydentem Kielc był Bogdan Wenta.
Nie tylko Kielce przekazały autobusy Ukraińcom. Wiosną zeszłego roku z Krakowa do Sum przetransportowano pięć pojazdów. Jak informowało MPK Kraków, były to Mercedesy Citaro z 2011 r., które wycofano z ruchu w związku z dostawą nowych pojazdów. "Ich wysłanie do Ukrainy w żaden sposób nie wpłynęło na ograniczenie kursów w krakowskiej komunikacji miejskiej" - ogłosiło MPK.
Zapytaliśmy urząd w Winnicy, jak ważne dla miasta miały być autobusy z Kielc oraz czy kursowałyby ul. Bandery. Odpowiedź opublikujemy, gdy tylko ją dostaniemy.
Piotr Bera, dziennikarz money.pl