Lekarz w publicznej ochronie zdrowia będzie mógł zarobić miesięcznie maksymalnie 16-krotność płacy minimalnej (pracując na dwa etaty) - ogłosił we wtorek premier Donald Tusk. To odpowiedź rządu na skandal dotyczący astronomicznych zarobków części medyków.
Doniesienia o przekraczających milion złotych dochodach niektórych lekarzy oburzyły opinię publiczną w dużej mierze dlatego, że dotyczyły wynagrodzeń wypłacanych z podatków i składek, których w budżecie i tak mocno brakuje. Skandal w ochronie zdrowia wpisał się więc w powszechne w Polsce przekonanie, że państwo marnotrawi pieniądze podatników na hojne pensje dla urzędników i innych pracowników sektora publicznego.
Przekonanie to wyraził niedawno w szeroko komentowanym wpisie w serwisie X przedsiębiorca Marek Łangalis. "Średnie wynagrodzenie w sektorze publicznym wynosi 11 398 zł i jest o 25 proc. wyższe niż w sektorze prywatnym, chociaż jeszcze 4 lata temu było wyższe tylko o 3 proc." – napisał, zastrzegając, że odnosi się do danych z podmiotów zatrudniających co najmniej 10 osób. "Gdy prywatny sektor coraz bardziej zastanawia się jak przeżyć i utrzymać miejsca pracy, to panie w urzędzie myślą jak sobie skrócić pracę i zachować wszystkie przywileje" - kontynuował.
WIDEO"Wiochę robią, a jest pełno". Byliśmy na otwarciu Dino w Wilanowie
Te wyliczenia są szokujące, ale na szczęście nieprawdziwe. Zarobki w sektorze publicznym w Polsce od dawna są wyższe niż w prywatnym, ale w ostatnich latach różnica ta co do zasady maleje a nie rośnie. Wspomniany sektor ochrony zdrowia jest jednym z nielicznych wyjątków. Dzieje się tak mimo tego, że – jak kilkakrotnie w money.pl pisaliśmy – rola państwa w polskiej gospodarce od pandemii Covid-19 wyraźnie się zwiększyła, a związany z tym wzrost zapotrzebowania na pracowników w sektorze publicznym mógłby uzasadniać szybszy wzrost ich wynagrodzeń niż pracowników sektora prywatnego.
Ile wynosi premia za pracę w sektorze publicznym?
Autor wspomnianego wpisu, który zdobył ponad 170 tys. wyświetleń, porównał przeciętne wynagrodzenia w grudniu 2025 r. z przeciętnymi wynagrodzeniami w październiku 2022 r., zupełnie zapominając o sezonowych wahaniach płac, związanych m.in. z wypłatami premii i dodatków, które mają większe znaczenie w sektorze publicznym niż prywatnym. Co więcej, dane z obu okresów pochodzą z różnych badań. Nie dotyczą więc porównywalnej części gospodarki, nawet jeśli w obu przypadkach obejmują tylko podmioty z co najmniej 10 pracownikami. To mocno zniekształca wnioski.
Najdokładniejsze dane dotyczące wynagrodzeń w sektorze publicznym i prywatnym, obejmujące około 15 mln pracujących osób, pochodzą ze stycznia tego roku. Wówczas średnia płaca u państwowych pracodawców wynosiła nieco ponad 10,5 tys. zł brutto, o 19,4 proc. więcej niż u prywatnych pracodawców (8,8 tys. zł brutto). Mediana wynagrodzeń (czyli kwota, od której połowa wynagrodzeń jest nie wyższa, a połowa nie niższa) w sektorze publicznym wynosiła niemal 8,8 tys. zł i była o 30 proc. wyższa niż w sektorze prywatnym.
Te dane, pochodzące z rejestrów administracyjnych (ZUS i MF), a nie ze sprawozdań części przedsiębiorstw, mają krótką historię, sięgającą początku 2024 r. Co więcej, rozbicie na sektory własności GUS po raz pierwszy opublikował w styczniu 2025 r. To jedyny dostępny okres, do którego porównać można dane ze stycznia bieżącego roku. Wówczas przeciętna płaca w sektorze publicznym była o 19,7 proc. wyższa niż w sektorze prywatnym, a medianowa o niemal 35 proc. wyższa. W takim horyzoncie premia za pracę w sektorze publicznym nieco zmalała.
Co więcej, zniżka była prawdopodobnie większa niż sugerują te dane, a przewaga płacowa sektora publicznego nad prywatnym jest i była mniejsza. Dlaczego? Bo w powyższych statystykach nie są uwzględnione całkowite dochody osób pracujących na własny rachunek, których systematycznie nad Wisłą przybywa. Ta grupa charakteryzuje się przeciętnie wyższymi dochodami niż pracownicy najemni i skoncentrowana jest w sektorze prywatnym (znów z wyjątkiem sektora ochrony zdrowia).
Powyższe dane pozwalają też zrozumieć przyczyny tego, że wynagrodzenia w sektorze publicznym są średnio wyższe niż w sektorze prywatnym. Po pierwsze, w skali całej gospodarki istnieje wyraźna zależność między przeciętną płacą a wielkością pracodawcy. Przykładowo, w 2025 r. przeciętne wynagrodzenie w podmiotach z co najmniej 10 pracownikami wynosiło niemal 9,4 tys. zł i było o 56 proc. wyższe niż w mniejszych podmiotach. Tych drugich w sektorze publicznym jest zaś znacznie mniej niż w sektorze prywatnym.
Widać to dobrze na powyższym wykresie. Przeciętne wynagrodzenia w sektorze prywatnym w podmiotach z co najmniej 10 pracownikami są na ogół sporo wyższe niż we wszystkich podmiotach z tej samej branży. Różnica jest tym większa, im większy udział małych podmiotów (o niższych średnio rzecz biorąc płacach) w zatrudnieniu. Ponieważ w sektorze publicznym małych podmiotów jest niewiele, przeciętne wynagrodzenie w tych większych jest zwykle zbliżone do tego z wszystkich podmiotów.
Pracownicy sektora publicznego zasługują na wyższe płace
Drugą przyczyną dysproporcji w poziomie wynagrodzeń między sektorem publicznym i prywatnym są różnice w strukturze ich zatrudnienia. Chodzi zarówno o różnice branżowe, jak i w charakterystyce samych pracowników. Podmioty państwowe oferują mniej miejsc pracy niewymagających kwalifikacji, a średnia wieku ich pracowników jest wyższa. To oznacza, że część premii z tytułu zatrudnienia w sektorze publicznym jest tak naprawdę premią za wykształcenie i wiek.
Co ważniejsze, wśród sekcji gospodarki, w których sektor publiczny ma relatywnie duży udział w całkowitym zatrudnieniu, dominują te, w których wynagrodzenia są wysokie. To właśnie ochrona zdrowia, ale też górnictwo i wydobywanie oraz energetyka. Z kolei w tych sekcjach gospodarki, w których płace są niskie – jak zakwaterowanie i gastronomia oraz handel detaliczny – państwowych pracodawców praktycznie nie ma.
Wewnątrz poszczególnych sekcji gospodarki, i biorąc pod uwagę tylko podmioty z co najmniej 10 pracownikami, zróżnicowanie wynagrodzeń w zależności od sektora własności jest wyraźnie mniejsze. Przykładowo, w sekcji transport i magazynowanie, przeciętne wynagrodzenie w sektorze publicznym w 2025 r. było o niespełna 11 proc. większe niż w prywatnym, a w sekcji finanse i ubezpieczenia o 4 proc. większe. Istnieje też kilka sekcji, w których to sektor prywatny płaci lepiej niż publiczny. To choćby energetyka i ciepłownictwo, działalność profesjonalna, naukowa i techniczna oraz informatyka i komunikacja.
Do kogo porównać żołnierza i policjanta?
Ocena, czy polskie państwo zbyt dobrze płaci "urzędnikom" nie jest prosta. Wynika to z oczywistego faktu, że analogicznych miejsc pracy – pod względem sekcji, charakteru zadań, wymaganych kwalifikacji itp. – często nie ma w sektorze prywatnym. Nie ma więc dobrego punktu odniesienia dla wynagrodzeń w administracji publicznej, w wojsku oraz innych służbach porządkowych.
W 2025 r. przeciętne wynagrodzenie w administracji publicznej, z uwzględnieniem obrony narodowej i obowiązkowych ubezpieczeń społecznych, wynosiło niespełna 10,1 tys. zł, jeśli uwzględnić wszystkie podmioty gospodarcze. To o około 17,7 proc. więcej niż w całym sektorze prywatnym (z pominięciem części dochodów samozatrudnionych). W jakimś stopniu tę różnicę tłumaczą wspomniane już różnice w charakterystyce pracowników zatrudnionych w obu sektorach – nie wiadomo jednak w jakim.
Pewną podpowiedź dają dane dotyczące struktury wynagrodzeń według zawodów, ale GUS publikuje je z dwuletnim opóźnieniem i tylko dla jednego miesiąca w roku – października. Najświeższe pochodzą z października 2024 r. Wtedy średnio rzecz biorąc (w podmiotach z co najmniej 10 pracownikami) pracownicy sektora publicznego zarabiali o 8 proc. więcej niż wykonujący ten sam zawód pracownicy sektora prywatnego. Nie jest to jednak średnia ważona strukturą zatrudnienia, co utrudnia wyciąganie wniosków (wykres powyżej).
Widać na przykład, że różnica była szczególnie duża w przypadku zawodów, które w sektorze publicznym praktycznie nie istnieją (np. fryzjerzy i kosmetyczki) lub odwrotnie, nie istnieją w sektorze prywatnym (leśnicy, pracownicy ochrony wysokich urzędników). Na stanowiskach kierowniczych lub specjalistycznych, które występują w obu sektorach własności, to prywatni pracodawcy na ogół płacili lepiej. Szczególnie jaskrawym przypadkiem są matematycy i statystycy. Jednym z nielicznych wyjątków była część pracowników ochrony zdrowia, ale akurat nie lekarze, tylko ratownicy medyczni, położne i pielęgniarki.
Zróżnicowanie płac nad Wisłą maleje
Wróćmy jeszcze do pytania, czy premia za zatrudnienie w sektorze publicznym rzeczywiście się zwiększa? Odpowiedzi można szukać tylko w danych dotyczących podmiotów z co najmniej 10 pracownikami i tylko w ramach poszczególnych sekcji. Przedstawia je poniższy wykres.
Jeśli ograniczyć się do tych 10 sekcji gospodarki, w których sektor publiczny odpowiada za co najmniej 15 proc. zatrudnienia, to w 2025 r. w siedmiu przeciętne wynagrodzenie w sektorze publicznym było wyższe niż w sektorze prywatnym. Różnica była największa w rolnictwie i leśnictwie (za sprawą leśnictwa) oraz w opiece zdrowotnej i edukacji. Jednocześnie tylko w czterech sekcjach różnica ta była w 2025 r. większa niż w 2019 r. Najbardziej wzrosła właśnie w opiece zdrowotnej (z 17,8 proc. do 26,4 proc.).
Powyższe dane warto zestawić jeszcze z tym, jak zmienia się struktura zatrudnienia w całej gospodarce. Liczba osób pracujących w niektórych spośród sekcji, w których sektor publiczny płaci istotnie lepiej niż prywatny, od lat maleje. Dotyczy to szczególnie rolnictwa (wraz z leśnictwem, rybactwem itp.) oraz górnictwa i wydobywania. Jednocześnie rosło zatrudnienie w tych sekcjach, w których to sektor prywatny oferuje wyższe wynagrodzenia, w szczególności w informacji i komunikacji oraz działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej. To właśnie pozwala sądzić, że tak samo jak między styczniem 2026 r. a styczniem 2025 r., tak i wcześniej różnica w poziomie wynagrodzeń między sektorem publicznym a prywatnym stopniowo się zacierała.