Rząd przestawia wajchę. Dlaczego Lasek zostawia projekt CPK? [OPINIA]
Odwołanie pełnomocnika rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego to wyraźny sygnał – zmienia się nie tylko urzędnik, ale i priorytety. Jednak okoliczności i moment decyzji budzą konsternację. Choć sam Maciej Lasek tworzy narrację o sukcesji, na wcześniej zaplanowany i przygotowany proces to nie wygląda.
Maciej Lasek we wpisie na platformie X przekonuje, że jego odejście ze stanowiska pełnomocnika rządu ds. budowy CPK to koniec etapu w sztafecie, jaką jest budowa strategicznej infrastruktury państwa. "Mój odcinek na tej bieżni właśnie dobiega końca. Przekazuję tę pałeczkę z czystym sumieniem i poczuciem dobrze spełnionego obowiązku, wiedząc, że zostawiam branżę lotniczą i Port Polska w dobrej kondycji" – pisze.
Okoliczności jego odejścia ze stanowiska nie przypominają wcześniej zaplanowanego i przygotowanego procesu sukcesji. Choć Maciej Lasek już od piątku 19 czerwca nie jest pełnomocnikiem rządu ds. budowy CPK, nadal widnieje jako członek kierownictwa Ministerstwa Infrastruktury w randze sekretarza stanu. Ale jego odejście z tego stanowiska jest tylko kwestią czasu. Trudno wyobrazić sobie, by nadal zajmował się sprawami lotnictwa cywilnego, ale już bez Portu Polska.
LOT ma nowe Boeingi 737 MAX 8. Zmieniono wnętrze samolotów
Roszady w Ministerstwie Infrastruktury
"Pełnomocnika rządu" powołuje i odwołuje szef rządu, czyli osobiście Donald Tusk. Minister infrastruktury Dariusz Klimczak, jak sam powiedział, tylko przekazał Laskowi podpisane przez premiera pismo z odwołaniem, bez uzasadnienia. Wiceministrów powołuje i odwołuje minister. I przypuszczam, że Dariusz Klimczak nie powinien mieć problemu z podpisaniem odwołania swojego wiceministra.
Jeśli wierzyć niedawnym ustaleniom "Gazety Wyborczej", ludowiec i tak chciał się pozbyć z resortu zarówno Macieja Laska, jak i odpowiedzialnego za kolej Piotra Malepszaka. I tu niespodzianka – teraz to ten ostatni, decyzją Donalda Tuska, jest nowym pełnomocnikiem rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego. Dowodów brak, ale takie "dwuetapowe" odejście mogło być manewrem, by za plecami Klimczaka zrobić roszadę nie tylko w projekcie Port Polska, ale i w samym resorcie.
Podobno Maciej Lasek zrezygnował sam. Kto obserwował jego ministerialną aktywność w ostatnim roku pewnie zauważył, że ma problemy ze zdrowiem. Jeśli taki był powód, to tu trzeba postawić kropkę. "Rzeczpospolita" jednak donosi, że o odejście ze stanowiska miał zostać "poproszony", a w tle są partyjne tarcia wewnątrz Koalicji Obywatelskiej. Jak było? Raczej się nie dowiemy.
Coś o zasługach i kontrowersjach
To za czasów Macieja Laska uporządkowano nadzór nad sektorem lotnictwa cywilnego i transportu w Polsce. Sprawy spółek, takich jak LOT, CPK, PKP, PKP PLK, a także instytucji jak PAŻP i ULC, za czasów PiS rozproszone między trzema różnymi resortami, znalazły się pod jednym parasolem resortu infrastruktury. To w czasie polskiej prezydencji w Radzie UE odkurzono temat reformy praw pasażera i – choć nie w takim kształcie, jak planowano – obecna, cypryjska prezydencja doprowadziła go do końca.
To, co z pewnością pozostanie zasługą Macieja Laska, to fakt, że nie zrobił tego, co pierwotnie sam zapowiadał – nie zatrzymał projektu Centralnego Portu Komunikacyjnego. Bo w grudniu 2023 r. zasiadł w fotelu pełnomocnika ds. CPK jako zdeklarowany przeciwnik Centralnego Portu Komunikacyjnego. Jeszcze po wyborach w październiku 2023 r. pytany o to, czy nowe lotnisko w Baranowie powstanie, twardo odpowiadał, że nie. Jak pisaliśmy w money.pl, wystarczyła nominacja i zaledwie kilka miesięcy, by został orędownikiem inwestycji.
Wtedy jednak na sztandarze niósł już nie hasło "NIE dla CPK", ale "audytów" i "urealnienia", audytów, z których ostatecznie nic nie wyszło i które stały się memem. Jak się okazało, wcale nie były potrzebne, by premier Donald Tusk ostatecznie dał zielone światło dla kontynuacji projektu poprzedników, zapowiadając trochę zmian.
– Nadal uważam, że CPK w takiej formie, w jakiej planowali go poprzednicy, by nie powstał – utrzymywał Maciej Lasek jeszcze w styczniu 2025 r. w wywiadzie dla money.pl.
Ekipa Donalda Tuska od wygranych wyborów szukała sposobu, jak zły, "pisowski" Centralny Port Komunikacyjny zamienić na dobry, "nasz". Posunęła się nawet do – równie niespodziewanego jak dymisja Macieja Laska – rebrandingu na Port Polska. Szybko wyszło na jaw, że było to raczej działanie ad hoc niż wcześniej zaplanowany i starannie przygotowany proces.
Jednak w Ministerstwie Infrastruktury Maciej Lasek zostawi też niedokończone sprawy, takie jak zapowiedziana reforma Urzędu Lotnictwa Cywilnego, który ma stać się agencją finansowaną z dopłat do biletów.
Z lotniskiem sobie poradzą, czas na kolej?
Sam projekt Portu Polska jednak idzie do przodu. Na dniach ma zostać podpisana umowa na pierwsze prace budowlane w Baranowie i okolicach. Projekt jest, decyzja środowiskowa jest, wnioski o pozwolenia na budowę złożone. Wbicie symbolicznej pierwszej łopaty planowane jest we wrześniu. Teraz największa batalia toczy się wokół kolei, na którą przeznaczono dwie trzecie wieloletniego planu finansowego na cały projekt. Nowe lotnisko to przy tym pikuś. Odpowiedzialna za nie państwowa spółka powinna sobie z nim poradzić.
Więcej wątpliwości i emocji budzi w ostatnim czasie sprawa kolei, opóźnionych przetargów, zapewnienia na nią finansowania, ale także zaprezentowanego ostatnio kształtu Zintegrowanej Sieci Kolejowej, który wzbudził kontrowersje.
Objęcie sterów przez Piotra Malepszaka, który nie tylko jest miłośnikiem kolei, ale i człowiekiem rodem z Wielkopolski, deklarującym oglądanie każdej publicznej złotówki dwa razy, to wyraźny komunikat: kolej na kolej w tej wielkiej inwestycji, rząd przestawia wajchę.