Pokój na Bliskim Wschodzie na wyciągnięcie ręki. Ceny biletów lotniczych spadną? "Nie sądzę"
Aż 80 proc. światowej gospodarki zależne jest od ropy naftowej, więc efekt wzrostu cen się rozlał – mówi money.pl Marie Owens Thomsen, wiceprezes i główna ekonomistka IATA. Podkreśla, że nawet nastanie pokoju na Bliskim Wschodzie z dnia na dzień nie spowoduje powrotu do punktu wyjścia sprzed wojny. Jej zdaniem jest inna droga, by ropa naftowa nie dyktowała cen, także biletów lotniczych.
Donald Trump ogłosił, że już w niedzielę 14 czerwca ma zostać podpisane porozumienie pokojowe między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, które zakończy konflikt na Bliskim Wschodzie. Z Teheranu docierają jednak sprzeczne sygnały. Nie jest to też pierwszy raz w ostatnich miesiącach, gdy prezydent USA ogłasza, że porozumienie z Iranem jest blisko.
– Nawet natychmiastowe ogłoszenie pokoju na Bliskim Wschodzie nie przywróci nas do punktu wyjścia, bo nigdy nie wracamy do tego samego, co było przed kryzysem. Wpływ rosnących cen ma tendencję do utrzymywania się dłużej, niż początkowo zakładaliśmy – mówi money.pl Marie Owens Thomsen, wiceprezes i główna ekonomistka IATA.
28 lutego USA i Izrael zaatakowały cele w Iranie. Teheran odpowiedział ogniem nie tylko w kierunku Izraela, ale również amerykańskich baz wojskowych i celów w innych państwach w regionie. Konflikt na Bliskim Wschodzie wywindował notowania ropy naftowej i ceny paliw, w tym paliwa lotniczego. – W styczniu cena za baryłkę ropy Brent wynosiła około 60 dol. Dziś jesteśmy na poziomie około 95 dol. Aż 80 proc. światowej gospodarki zależne jest od ropy naftowej, więc efekt wzrostu cen się rozlał – wyjaśnia Marie Owens Thomsen.
LOT ma nowe Boeingi 737 MAX 8. Zmieniono wnętrze samolotów
Konieczna alternatywa dla ropy naftowej
IATA, czyli Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych, postawiło za cel ponad 300 liniom lotniczym z całego świata dekarbonizację. Jednym z głównych narzędzi realizacji polityki NetZero jest rozwój zrównoważonego paliwa lotniczego (SAF). Produkowane jest m.in. ze zużytego oleju kuchennego, biomasy, alg morskich, odpadów komunalnych.
Główną zaletą SAF jest przystosowanie istniejących samolotów i infrastruktury lotniskowej do korzystania z SAF. Wadą? Niska dostępność i cena – nawet trzy- lub czterokrotnie wyższa niż konwencjonalnego Jet-A1 z ropy naftowej.
I choć branża lotnicza pokłada nadzieje w SAF, na razie mówi o wielkim rozczarowaniu, a nawet "wielkim ekologicznym oszustwie". Według szacunków IATA globalna produkcja zrównoważonego paliwa lotniczego w tym roku wyniesie 2,4 mln ton. To zaledwie 0,8 proc. całkowitego zużycia paliwa lotniczego. Organizacja ta chciałaby, żeby w 2050 r. SAF zaspokajało 65 proc. zapotrzebowania przewoźników na paliwo lotnicze.
I chciałabym, żeby świat wreszcie zrozumiał, że takie uzależnienie od sektora paliw kopalnych jest naprawdę złe. Powinniśmy wszyscy dojść do wniosku, że budowanie alternatyw dla tego jednego produktu, jakim jest ropa naftowa, to droga do wyzwolenia się spod monopolistycznego uścisku jej dostawców. I to jest naprawdę konieczne, choć nie stanie się z dnia na dzień. Dlatego nie sądzę, żebyśmy w najbliższym czasie wrócili do ceny ropy na poziomie 60 dol., a to oznacza, że ceny biletów będą wyższe niż na początku roku.
Jeden pasażer przyniesie 16,5 zł zysku
W ubiegłym tygodniu podczas dorocznego zgromadzenia (AGM) i World Air Transport Summit w Rio de Janeiro organizacja ta zaprezentowała nowe prognozy dla branży na 2026 r. Uwzględniają one wpływ wojny na Bliskim Wschodzie na gospodarkę i sytuację linii lotniczych.
Wynika z nich, że na koniec roku liczba pasażerów ma wzrosnąć o 2,4 proc. do 5,1 mld podróżnych na całym świecie. Prognozowany globalny zysk linii lotniczych spadnie z zapowiadanych 41 mld dol. do 23 mld dol. Ich całkowite przychody wzrosną o 9,4 proc. i przekroczą 1,1 bln dol.
– Przychody idą w górę, ponieważ linie lotnicze muszą pokryć rosnące koszty paliwa, przez co ceny biletów rosną. I oczywiście to jest pozytywne, jeśli udaje się pokryć koszty, bo w ten sposób unikamy bankructwa. Jednak w naszych prognozach koszty rosną szybciej niż przychody i dlatego marże zysku spadają. Dlatego fakt, że przychody rosną, nie oznacza, że firma radzi sobie lepiej – podkreśla Marie Owens Thomsen.
Zysk operacyjny zmniejszy się z 76,4 mld dol. do 48 mld dol. Marża zysku netto również spadnie z prognozowanych 3,9 proc. do 2 proc. na koniec roku. IATA wylicza, że w przeliczeniu na jednego pasażera linie lotnicze w tym roku zarobią 4,5 dol., w porównaniu z 9,1 dol. na koniec ubiegłego roku. To równowartość odpowiednio 16,5 zł i 33,4 zł po obecnym kursie USD/PLN.
- Całość rozmowy z Marie Owen Thomsen opublikujemy w money.pl już wkrótce.
Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl