Trump ma nowy pomysł na zbrojenia. "W Europie to już się dzieje"
Donald Trump chce bardziej zaangażować amerykański przemysł motoryzacyjny w produkcję dla wojska. – W Europie to już się dzieje – mówi money.pl Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. Podkreśla, że przyszłość wielu zakładów samochodowych jest niepewna, a zaangażowanie w zbrojeniówkę to dla nich szansa.
Donald Trump chce, by amerykańscy producenci motoryzacyjni włączyli się w produkcję uzbrojenia. Jak ustalił "The Wall Street Journal", jego administracja zaczęła rozmowy na ten temat jeszcze przed wojną z Iranem. Uczestniczyć w nich mają m.in. przedstawiciele Forda i General Motors.
– W Europie to już się dzieje. Branża motoryzacyjna to jedna z tych gałęzi przemysłu, które można zaliczyć do kategorii podwójnego zastosowania, czyli wykorzystywanych w celach cywilnych i wojskowych. Dotyczy to przede wszystkim samochodów ciężarowych i dostawczych. Niemal w każdym takim zakładzie konstrukcje cywilne są zazwyczaj adaptowane również dla potrzeb wojska – mówi money.pl Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.
Jak ważne są drony w wojnie z Rosją? Ekspert: Za 500 dolarów masz każdego typu żołnierza
Europejski przemysł motoryzacyjny wraca do korzeni?
Przykładami sprzętu podwójnego zastosowania w motoryzacji mogą być samochody dostawcze MAN, terenowe Fordy Rangery, karetki 4x4 Iveco czy ciągniki siodłowe Scania pod naczepy z cysternami. Z kolei Toyota dostarcza zaadaptowane Hiluxy m.in. dla czeskiej armii.
Amerykańscy producenci, tacy jak Ford czy General Motors, też mają swoje wojskowe dywizje i realizują kontrakty dla wojska. Jednak na tym możliwości wykorzystania przemysłu motoryzacyjnego dla potrzeb wojska się nie kończą. Na stole jest kwestia wykorzystania mocy produkcyjnych zakładów działających w przemyśle motoryzacyjnym na potrzeby sektora zbrojeniowego.
W Europie już wcześniej pojawiły się zapowiedzi i plany uruchomienia produkcji sprzętu i komponentów dla wojska w cywilnych dotychczas fabrykach.
Volkswagen ogłosił pomysł wykorzystania części mocy produkcyjnych w swoim zakładzie w Osnabrück dla potrzeb produkcji komponentów dla przemysłu zbrojeniowego. Reuters i "Financial Times" donosiły na przełomie marca i kwietnia o rozmowach z izraelskim gigantem Rafael Advanced Defence Systems. Z taśm montażowych tego zakładu w 2027 r. zjedzie ostatni T-Roc, w związku z czym waży się przyszłość 2,3 tys. pracowników.
Fabryka Renault w Le Mans ma zacząć produkować wojskowe drony we współpracy z firmą Turgis Gaillard. W Polsce PZL Sędziszów i Unimot założyły spółkę PZL Defence, która we współpracy z partnerami z Ukrainy ma produkować wojskowe drony.
Porsche Automobil Holding i Deutsche Telekom już w 2025 r. rozważały utworzenie funduszu inwestycyjnego venture capital dla przemysłu obronnego. W planach było zgromadzenie 500 mln euro. Prasa przypominała, że nie jest to zapowiedź rewolucji, a powrót do korzeni – Porsche odpowiadało m.in. za projekt czołgu Leopard 1, opracowanego w latach 60. XX wieku.
- Wiele firm dziś kojarzonych z motoryzacją ma silne, historyczne powiązania z produkcją na rzecz sektora obronnego. To nie jest więc droga wytyczana przez pojedynczych pionierów - ten kierunek jest dobrze znany, choć wciąż wymagający. W obecnych realiach gospodarczych i geopolitycznych to jednak naturalny krok. Firmy po prostu szukają nowych, stabilnych rynków zbytu – mówił serwisowi wnp.pl Tomasz Bęben, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów Części Motoryzacyjnych.
Jelcz przykładem
– Prawdą jest, że przemysł motoryzacyjny w Europie ma w tej chwili duże nadwyżki mocy produkcyjnych. I coraz więcej producentów próbuje wykorzystać je na potrzeby produkcji czegoś innego niż pojazdy. Z drugiej strony, jest niedobór mocy produkcyjnych w zakładach przemysłu zbrojeniowego, a nasza branża ma naprawdę dobrze wykształconych technicznie pracowników i know-how do wykorzystania – dodaje Jakub Faryś.
W branży motoryzacyjnej w Europie widać spowolnienie – firmy zamykają niektóre zakłady, zwalniają pracowników. Kurczy się rynek nowych samochodów. Ponadto branża mierzy się z presją cenową ze strony chińskich konkurentów, rosnącymi kosztami produkcji i zaostrzonymi regulacjami w UE. – Od 2019 roku do dziś z europejskiego rynku zniknęły 3 mln aut – wyliczał w styczniu Emanuele Cappellano, szef koncernu Stellantis w Europie, podczas Brussels Motor Show.
Dlatego inny aspekt, na który zwraca uwagę nasz rozmówca, to przestawienie się przez zakłady produkcyjne na pracę całkowicie dla potrzeb wojska. Sztandarowym przykładem są zakłady Jelcz w Jelczu-Laskowicach, gdzie przez dekady produkowano autobusy i samochody ciężarowe. – Jeszcze kilka lat temu ten producent był w bardzo trudnej sytuacji, jego przyszłość była niepewna, a dziś jako zakład produkujący pojazdy dla wojska nie jest w stanie nadążyć z produkcją. Tak duży jest popyt – tłumaczy prezes PZPM.
To właśnie Jelcz produkuje podwozia dla systemów uzbrojenia takich jak koreańskie wyrzutnie K239 Chunmoo czy przeznaczone do integracji z komponentami systemu IBCS/Patriot.
Obecne zdolności produkcyjne Jelcza to około 400-600 pojazdów rocznie. Za sprawą inwestycji w nowoczesną halę na odkupionym od Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej terenie na granicy Jelcza-Laskowic i Miłoszyc mają one wzrosnąć do nawet 1600 pojazdów rocznie.
Potencjał rośnie
W styczniu tego roku spółka MAN Trucks&Bus ogłosiła plany rozwoju swojego zakładu w Niepołomicach. Do 2030 r. tamtejsza produkcja ma zostać rozbudowana nakładem 1,9 mld zł, aby stworzyć podstawy pod wytwarzanie nowej generacji samochodów ciężarowych. Plany te ogłoszono podczas wizyty wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza. W oficjalnym komunikacie podkreślono, że omówiono z nim "możliwości pogłębienia współpracy w sektorze obronnym".
MAN jest sukcesorem i właścicielem polskiej marki ciężarówek Star oraz zakładu w Starachowicach.
Według eksperta Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego najbliższe lata przyniosą kolejne szanse dla zakładów motoryzacyjnych w kraju. Jednym z filarów floty Wojska Polskiego są ciężarówki marki Star, których jeździ dziś kilkanaście tysięcy, głównie modelu Star 266.– Ostatnie lata w wojsku w tym kontekście to były głównie zakupy pojazdów podwójnego zastosowania. Szykuje się wymiana tysięcy samochodów ciężarowych do jazdy w terenie. Pojazdy Stara według metryki są już wiekowe, ale technicznie ciągle sprawne – mówi Jakub Faryś.
Zwraca uwagę, że modernizacja potencjału obronnego to nie tylko uzbrojenie i sprzęt stricte wojskowy. W całej Europie prędzej czy później wiązać się będzie z wymianą floty pojazdów na nowsze. – Dla zakładów produkujących w Polsce to szansa, którą można spróbować wykorzystać – podkreśla.
Europa się zbroi
Podobnie na tę sprawę patrzy branża motoryzacyjna w Europie. Trwająca od 2022 r. wojna Rosji przeciwko Ukrainie dała Europie impuls do modernizacji i rozwoju armii. Państwa członkowskie NATO zgodziły się na przeznaczanie 5 proc. PKB na obronność. Zastrzyk gotówki europejskiemu przemysłowi mają dać takie inicjatywy jak choćby program SAFE.
"Branża obronna ma ogromne perspektywy rozwoju, wspierane przez budżety rządowe i wymagania NATO" – ocenił Rico Luman, starszy ekonomista ds. transportu i logistyki w holenderskim banku ING, w odpowiedzi na pytania CNBC.
"W przypadku branży obronnej chodzi raczej o to, jak zwiększyć produkcję, a nie czy to zrobić. Przekierowanie mocy produkcyjnych stanowi szansę dla przemysłu motoryzacyjnego" – dodał.
Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl