Interwencja na rynku paliw. Ekspert przestrzega przed tym, co wydarzyło się na Węgrzech
Donald Tusk ogłosił, że w celu obniżenia cen paliw na stacjach, rząd przygotuje przepisy tymczasowo obniżające VAT i akcyzę na paliwa, a także wprowadzające maksymalną cenę detaliczną paliw oraz podatek od nadmiarowych zysków koncernów naftowych. Ta zapowiedź szybko doczekała się komentarzy ekspertów.
"Najbardziej ryzykowne - maksymalne ceny paliw" - ocenił w serwisie X Jakub Wiech z serwisu Energetyka24.com. "Tu rząd się będzie musiał postarać, bo taki krok doprowadził na Węgrzech do braków na stacjach. Ale to też wynikało z radykalnego działania rządu Orbana; ceny były po prostu za niskie" - wyjaśnił. Dodał też, że "tempo prac ekspresowe, bo wiadomo - zaraz Święta".
Z kolei Michał Żuławiński ze Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych napisał na platformie X, że "ręczne sterowanie cenami źle się kończy, zwłaszcza w długim terminie". Na jego wpis odpowiedział m.in. serwis Macronext.com, który zwrócił uwagę, że "maksymalna cena będzie wyliczana codziennie, a punktem odniesienia będzie średnia cena hurtowa i minimalnych kosztów operacyjnych. To rozwiązanie na czas kryzysu wojennego. Czyli rentowność sprzedaży będzie zachowana".
Produkuje w Polsce. Ogrywa chińskie podróbki
Macronext wyjaśnił też, czemu ma służyć wprowadzenie podatku od nadmiarowych zysków koncernów naftowych. "Podatek ma zasypać budżetową dziurę powstałą po obniżce VAT i akcyzy na paliwa. Każdy taki pakiet wsparcia jest kosztowny dla budżetu. Sama obniżka VAT będzie pewnie kosztowała budżet ze 3 mld zł" - czytamy we wpisie serwisu.
Natomiast blog inwestycyjny Banku Ochrony Środowiska zwrócił uwagę, że po zapowiedzi Donalda Tuska kurs Orlenu spadł o 6 proc.
Ekonomista Pracodawców RP: powielanie błędu poprzedników
Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP ocenił, że plan premiera "to nie jest optymalny pomysł".
"Gdzie konsultacje społeczne? Zmniejszanie VAT na paliwo to powielanie błędu poprzedników. Lepiej już ciąć akcyzę, wtedy spada wpływ paliw na ceny transportu, żywności itd. Najlepiej zaś dać wędkę nie rybę" - stwierdził.
Wszystko będzie zależało od warunków rynkowych
Z kolei Michał Stajniak, wicedyrektor działu analiz firmy XTB, podkreśla w swoim komentarzu, że "choć efekt na stacjach powinien być natychmiastowy, warto podkreślić, że ostateczna cena będzie zależała od sytuacji rynkowej – jeśli ceny hurtowe będą rosnąć wraz z cenami ropy, skala spadków może być mniejsza" niż spodziewane przez Donalda Tuska 1,20 zł na litrze.
"Na ostateczne ceny paliw wpływ będą miały warunki rynkowe, czyli nie tylko notowania cen ropy naftowej, ale również kurs amerykańskiego dolara. W tym momencie za baryłkę ropy Brent płacimy nieco poniżej 400 zł za baryłkę, natomiast w szczycie w 2022 roku płaciliśmy nawet 550 zł za litr. Jeśli obecne warunki rynkowe nie zmienią się znacząco, istnieje szansa na spadek cen benzyny 95 w okolice 5,90-6,00 zł za litr, natomiast oleju napędowego blisko poziomu 7-7,30 zł za litr" - dodaje Stajniak.
Źródło: X, XTB