"Bo Mentzen tak powiedział". Doradca podatkowy mówi o pladze klientów
- Jesteśmy społeczeństwem cwaniaków. Jeśli coś ma się zmienić, to trzeba zacząć od państwa, które jest cwaniakiem numer jeden - mówi w rozmowie z "Newsweekiem" Damian Lachowicz, ekspert podatkowy i prawnik. - Kiedy głosowano nad ustawą o fundacjach rodzinnych, odradzaliśmy klientom ich tworzenie. To była plaga, ludzie przychodzili i mówili: "Chcę mieć fundację rodzinną". "Dlaczego?" "Bo Mentzen tak powiedział" - dodaje.
"Fundacje rodzinne zostały wprowadzone przez PiS w 2023 r., miały chronić dorobek pokoleń, zapewniać ciągłość firm rodzinnych i sprawić, że biznes nie rozpadnie się na kawałki po śmierci założyciela. Brzmiało to jak manifest patriotyzmu gospodarczego - wreszcie polskie firmy miały rosnąć w siłę, zamiast się rozdrabniać. Ale praktyka bardzo szybko zweryfikowała te szczytne hasła. Fundacje rodzinne stały się rajem podatkowym dla najbogatszych" - pisała pod koniec ubiegłego roku na platformie X ministra funduszy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.
Była to reakcja na decyzję prezydenta. W listopadzie ubiegłego roku prezydent Karol Nawrocki zawetował nowelizację ustawy, która miała na celu opodatkowanie takich fundacji.
Demograficzna bomba uderzy w ceny mieszkań? Analityk nie ma wątpliwości
Doradca podatkowy: Polska to nie jest Liechtenstein
Korzyści podatkowe zachęciły do otworzenia fundacji rodzinnej wielu polityków, m.in. Sławomira Mentzena. Lider Konfederacji wprost zalecał posłom, senatorom i najważniejszym urzędnikom państwa, by korzystali z tego prawa. Eksperci podatkowi przyznają, że komunikat dotarł także do zwykłych Kowalskich.
- Kiedy głosowano nad ustawą o fundacjach rodzinnych i wchodziła ona w życie, odradzaliśmy ich tworzenie klientom - mówi w rozmowie z "Newsweekiem" Damian Lachowicz, ekspert podatkowy i prawnik.
- Polska to nie jest Liechtenstein, gdzie ustawa o fundacjach rodzinnych nie zmieniła się - poza przecinkami - od 200 lat. W Polsce wiadomo, że politycy za chwilę będą przy tej ustawie majstrować. To nie jest tak, że zwykły Kowalski założy sobie fundację rodzinną i wykorzysta rozwiązania, o których mówi tiktokowy doradca podatkowy Mentzen - opowiada w rozmowie z tygodnikiem.
To była prawdziwa plaga, klienci przychodzili i mówili: 'Chcę mieć fundację rodzinną'. 'Dlaczego?'. 'Bo Mentzen tak powiedział'. 'Bo Wipler założył'. Odradzaliśmy. Po pierwsze, nie mamy stabilności prawa podatkowego i było jasne, że zanim te fundacje okrzepną, politycy będą zmieniać ustawy. A druga rzecz: fundacja rodzinna zakłada, że pokazujemy urzędowi skarbowemu wszystko, co mamy. A to jest naprawdę zły pomysł. Przypomnę słynne słowa Kaczyńskiego: 'Jeśli ktoś ma pieniądze, to trzeba zapytać, skąd je ma'.
"W Polsce jak pan płaci podatki uczciwie, to jest pan frajerem"
Ekspert żartuje, że "branża podatkowa powinna wysyłać politykom kwiaty".
- Ciągle robią nam przysługi. Wprowadzają coś pełną amatorką. Kowalski zapłaci, ale jak ktoś ma trochę więcej pieniędzy, to obejdzie te rozwiązania. W podatkach da się zrobić absolutnie wszystko. To tylko kwestia kosztów. Jest mnóstwo sposobów na przyjmowanie płatności tak, żeby one były niewidoczne dla fiskusa. Ludzie podejmują to ryzyko, bo wielu się to zwyczajnie opłaca - ocenia Lachowicz.
Jego zdaniem zadanie państwa jest proste: powinno spowodować, żeby podatki były nieskomplikowane, uczciwe i przewidywalne. - I żeby nie opłacało się ich optymalizować. W Szwajcarii ludzie mówią: dopóki prowadzisz działalność i wszystko jest OK, nikt nie będzie cię niepokoił. Ale jak się okaże, że oszukujesz - nawet skarpetek ci nie zostawią. W Polsce jest na odwrót: warto grać, bo kto nie gra, ten nie wygrywa. W Polsce jak pan płaci podatki uczciwie, to jest pan frajerem - podkreśla rozmówca "Newsweeka" i dorzuca brutalny wniosek: największym cwaniakiem w Polsce jest państwo.
- Raz jest cwaniakiem, a raz nieporadnym głupcem - ocenia. - Przykład: obniżono limit kosztowy na zakup samochodu służbowego do 100 tys. zł. Jeśli komuś w rządzie wydaje się, że to zniechęci przedsiębiorców do korzystania z innych opcji, to jest oderwany od rzeczywistości. Ten limit można podnieść m.in. rozwiązaniami leasingowymi. A jak ktoś kupi samochód za 3 mln, to go zarejestruje w dowolnej destynacji podatkowej i zaoszczędzi na tym tyle, że będzie go stać na stworzenie fizycznego biura w tym kraju, fizycznej firmy i fizycznego rozliczania podatku. I to nie jest nielegalna optymalizacja podatkowa, to jest gra, do której zaprasza polskie państwo.
Źródło: "Newsweek", money.pl