WAŻNE
TERAZ

Chaos w Zondzie. Pracownicy zwolnieni. Prezes jest nieuchwytny

biznes (strona 11 z 144)

Sprzedaje setki aut miesięcznie. Zdradza, na czym zarabia dealer
WIDEO

Sprzedaje setki aut miesięcznie. Zdradza, na czym zarabia dealer

Kamil Makula, prezes Superauto.pl, tłumaczy w "Biznes Klasie", jak wyglądają marże sprzedawców samochodów i dlaczego największe pieniądze dealerzy zarabiają dopiero po sprzedaży pojazdu. Choć proces zakupu samochodu wydaje się prosty, liczba podmiotów uczestniczących w transakcji zaskakuje nawet klientów obeznanych z rynkiem. Producent, dealer, pośrednik, firma leasingowa, bank, każdy element łańcucha musi na czymś zarobić. Makula przyznaje, że z zewnątrz wygląda to tak, "jakby każdy zarabiał po 20 procent". Tymczasem marża dealera jest znacznie niższa. Jak mówi, gdy klient otrzymuje rabat rzędu 20 procent, łatwo wysnuć wniosek, że sprzedawcy zostaje podobna kwota. - Trudno uwierzyć, że na końcu zostaje mu 2 procent - zaznacza. Przy zakupie auta za gotówkę według Makuli marża to zwykle "3, może 4 procent", a finansowanie zakupu pojazdu może zwiększyć ten zysk o kolejne 2-3 procent. Do tego dochodzą drobne marże na wyposażeniu dodatkowym, nawet tak podstawowym, jak dywaniki. Prawdziwe pieniądze dealerzy zarabiają dopiero po sprzedaży. Makula podkreśla, że ich model biznesowy skupia się na zupełnie innym etapie niż sam zakup. - Dealer chce, żeby klient do niego wracał i auto serwisował. To jest wtedy jego czysty zysk - wyjaśnia. Przeglądy, naprawy, lakiernia, blacharnia, wypożyczalnia – to tam znajdują się właściwe marże. I choć klienci często irytują się kosztami przeglądów, prezes Superauto.pl podkreśla, że "tam są pochowane marże tych, którzy te usługi wykonują". To właśnie dlatego salonom zależy, by samochody sprzedane dziś wróciły jutro do serwisu. Zobacz całą rozmowę na kanale You Tube "Biznes Klasa".
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Sprzedaje 650 aut miesięcznie. Ujawnia, co się dzieje z cenami
WIDEO

Sprzedaje 650 aut miesięcznie. Ujawnia, co się dzieje z cenami

Rosnąca presja ze strony chińskich producentów i powrót rocznikowych wyprzedaży sprawiają, że wielu kierowców liczy na tańsze auta. Kamil Makula, prezes Superauto.pl w "Biznes Klasie" tłumaczy, że realne obniżki już się pojawiły. Po pandemicznych latach, gdy ceny nowych samochodów nieustannie rosły, rynek zaczął się zmieniać. Do Europy ofensywnie weszli producenci z Chin, a europejskie marki zareagowały rabatami i zatrzymaniem podwyżek. Jak mówi Kamil Makula, to moment, w którym kupujący rzeczywiście widzą różnicę w cenach. - Od pandemii auta tylko drożały. Weszły chińskie samochody bardzo ofensywnie i Europejczycy muszą coś teraz zrobić. Na razie przestali dźwigać ceny i pojawiają się coraz większe rabaty - mówi. Dodaje też, że w praktyce "spadła cena transakcyjna sprzedawanego nowego auta”, co jest jego zdaniem twardym dowodem zmian. A co z wyprzedażami rocznika? Według Makuli ich siła już nie jest taka jak kiedyś. - Wyprzedaże rocznika to piękne hasło, ale grupa klientów wyczekujących tych rabatów z roku na rok jest coraz mniejsza- mówi. Prezes Superauto.pl podkreśla też, że obniżki są rzeczywiste, ale często mniejsze, niż sugeruje reklama. Jego zdaniem wielu klientów przywiązuje zbyt dużą uwagę do skali przecen, patrząc jedynie na dużą liczbę z reklamy. - Widzimy rabat 15 proc., a gdy w styczniu kosztuje 17 proc. taniej, to wydaje nam się, że dostaliśmy 17 proc. A tak naprawdę to już jest bardzo duży rabat, ale zwykle delikatnie pogłębiony - wyjaśnia. Zobacz całą rozmowę na YouTube.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek