dług państwa

Czerwona kartka NIK dla rządu. To się zdarzyło po raz pierwszy w historii. "Powinni podać się do dymisji"
WIDEO

Czerwona kartka NIK dla rządu. To się zdarzyło po raz pierwszy w historii. "Powinni podać się do dymisji"

Nigdy w historii wolnej Polski nie zdarzyło się, aby rząd nie otrzymał pozytywnej opinii z wykonania budżetu. Tym razem jest inaczej. NIK nie oceniła budżetu PiS za 2022 r. pozytywnie. Co to oznacza? - To jest już prawie czerwona kartka. Opinia NIK ws. absolutorium budżetu jest uregulowana w Konstytucji - przyznał w programie "Money.pl" dr Sławomir Dudek, szef Instytutu Finansów Publicznych. - Zawsze było tak, że NIK pisała: wyrażam pozytywną opinię w przedmiocie absolutorium. Po raz pierwszy w historii tego nie ma. W opisie tej diagnozy są wypunktowane patologiczne sposoby na omijanie budżetu. Tu nie chodzi o stan finansów publicznych, a o degradację systemu finansów publicznych. Budżet jest instytucją konstytucyjną, on musi być przyjęty ustawą, ale rzą stosuje triki księgowe, by pominąć prawo. Ja to porównuje do firmy. Każda firma ma zarząd, radę nadzorczą, księgowego, zatrudnia audytora. I co roku zarząd przynosi na radę nadzorczą księgi rachunkowe, sprawozdania, które są formalnie podpisane przez księgowego, ale też jest to wszystko sprawdzane przez audytora. Jak nie ma absolutorium, to zarząd wylatuje. A my mamy sytuację, że mamy firmę na skalę całej Polski. Księgowy wybrał sobie niektóre sklepy, w niektórych powiatach i ich wyniki pokazał radzie nadzorczej. Audytor powiedział: nie, skala manipulacji jest zbyt wielka. Ale rada nadzorcza, czyli nasz Sejm, zajmie się budżetem. Taki budżet nie może dostać absolutorium, co oznacza, że rząd powinien podać się do dymisji. To jest czerwona kartka dla rządu – uważa gość Wirtualnej Polski.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
"Pachnie rokiem 2008". Były premier: koszt obsługi długu rośnie niebotycznie, sytuacja jest niedobra
WIDEO

"Pachnie rokiem 2008". Były premier: koszt obsługi długu rośnie niebotycznie, sytuacja jest niedobra

Sytuacja w finansach Polski jest napięta. Rząd na gwałt szuka oszczędności, a rynek uważnie przygląda się działaniom polityków znad Wisły. Co się takiego stało? - Pachnie rokiem 2008, kiedy na głowę zwalił nam się globalny kryzys finansowy. Sytuacja bez precedensu za tej władzy - mówi w rozmowie z money.pl wysoko postawiony urzędnik Ministerstwa Finansów. - To, że narasta świadomość powagi sytuacji, to dobrze - powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Marek Belka, były premier, były szef NBP, europoseł. - Natomiast bardzo interesujące jest jedno zdanie z wypowiedzi tego anonimowego pracownika ministerstwa, porównującego tę sytuację do roku 2008 - dodał. Belka zwrócił uwagę, że porównałby tę sytuację z rokiem 2001, kiedy był i Polska była na granicy niewypłacalności. - Bezrobocie wzrosło do 20 proc. Dziś sytuacja niewyobrażalna. W 2008 r. dzięki polityce Jacka Rostowskiego przeszliśmy przez kryzys suchą stopą i byliśmy na świecie nazywani "zieloną wyspą". Polityka makroekonomiczna dołożyła się do tego, że stopa oszczędności jest w Polsce na katastrofalnym poziomie. Nie ma środków w kraju, by ten deficyt sfinansować i dlatego trzeba wychodzić na rynki międzynarodowe. Koszt pożyczek jest wysoki, ale przede wszystkim jest obarczony ryzykiem kursowym i w zależności od wahań koszt długu rośnie niebotycznie. Sytuacja jest niedobra - zaznaczył.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga