janusz piechociński

Janusz Piechociński radzi Tuskowi i apeluje do rolników. "Nie tędy droga"
4:55

Janusz Piechociński radzi Tuskowi i apeluje do rolników. "Nie tędy droga"

Gdyby zadzwonił do pana Donald Tusk i zapytał: "Janusz, co ja mam zrobić z tymi rolnikami", to co by mu pan doradził? – pytał Paweł Pawłowski w programie "Newsroom" WP Janusza Piechocińskiego, byłego premiera i ministra gospodarki. – To jest w tej chwili próba sprowadzenia konfliktu, który eskalował, do miejsca, w którym powinien się on znajdować: do stołu i do rozmów, do szukania rozwiązań – powiedział były premier. – To wszystko w obliczu wojny, które weszła w trzeci rok, poważnie bije w nasz wizerunek. Ostatnio lepszym krajem do tranzytu jest Rumunia. Przez ten kraj wypłynęło 14 mln ton ziarna ukraińskiego. Poprzednia ekipa z dużą łatwością rzucała proste rozwiązania problemów na konferencjach prasowych. Zarządzono interwencyjny skup malin, a osoba, która bezprzetargowo została wyłoniona, znalazła się na listach wyborczych PiS. Dużo niepraktycznego zadęcia politycznego i uciekania – z tym mieliśmy do czynienia. Nie tędy droga. Trzeba się cieszyć z deklaracji o dodatkowych działaniach osłonowych i z tego, że Bruksela zmienia myślenie na temat wsparcia rolników i Zielonego Ładu. Ale trzeba pamiętać, że zdrowa żywność to także Zielony Ład. Postulat tak bardzo przez wszystkich pożądany. Ostatnia, najważniejsza sprawa i apel do rządzących – nie wolno ustawać w promocji eksportu i w poszukiwaniu nowych rynków zbytu dla polskich produktów. Po zajęciu Krymu zostaliśmy z wysokim plonem jabłek, ale wprowadziliśmy cydr, wypromowaliśmy polskie jabłko. I to się udało. Nie było zysku, ale nie było przede wszystkim marnowania. W tej chwili koncentrujemy się na tym, ile traktorów przyjedzie do Warszawy i co będzie na banerach. A ja mam apel do rolników: trzeba ograniczyć skalę emocji, trzeba przejść do racjonalnego działania i wspomóc tych, którzy są w trudnej sytuacji. Najważniejsze jest zachowanie ciągłości produkcji, bo inaczej gospodarstwa upadną – alarmuje Piechociński.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski
Janusz Piechociński bije na alarm. "Wtedy Zielony Ład nie przeszkadzał"
5:37

Janusz Piechociński bije na alarm. "Wtedy Zielony Ład nie przeszkadzał"

Michał Kołodziejczak, który do niedawna stał na czele protestów rolniczych, dziś jest politykiem, członkiem polskiego rządu. To kłopot dla niego? - Mało tego, ci którzy szli w wyborach razem z PiS-em, dziś stają na czele protestów. Mówię o niektórych działaczach "Solidarności" - powiedział w programie "Newsroom" WP Janusz Piechociński, były wicepremier i minister gospodarki. - A wtedy milczeli. Zielony Ład im się wówczas podobał. Nie jest tak, że jak przez pięć lat popełniło się masę błędów, a one zdetonowały, to teraz w perspektywie miesiąca czy dwóch te problemy nagle się rozwiąże. Jedynym zasobem polskich gospodarstw, które żyją z produkcji roślinnej, jest zgromadzona w silosach pszenica i kukurydza. Rolnictwo produkcyjne jest w bardzo trudnej sytuacji, bo całkowicie utraciło rentowność. Rolnicy wchodzą w zmiany potwornie zadłużeni. Pytają mnie: jak ja mam posypać pole nawozem? Zużycie nawozów mocno spada. Efekt? Zbiór będzie mniejszy, a za rok, za dwa ziemia utraci swoje walory. To wszystko rzutuje na te emocje, które mamy na ulicy. Rolnicy nie mają pieniędzy, sprzedają bez rentowności, część pieniędzy mają zamrożone w towarze, którego nie mogą sprzedać. To odbije się na gospodarce, bo rolnicy są poważnym graczem z punktu widzenia modernizacji i inwestycji. Jesteśmy potęgą w wytwarzaniu maszyn rolniczych, a dramatycznie spada zainteresowanie wymianą tego sprzętu, kupowaniem nowych rozwiązań. Popyt na technikę rolniczą spadł o ok. 30-40 proc. Polskie Azoty, producent nawozów, skończyły rok z potężną stratą. Za chwilę będziemy dyskutować o tym, jak rozwiązać problem wysokich cen energii. Przetwórstwo poniosło na tym polu gigantyczne straty. Do tego mamy zakłóconą konkurencyjność. To wszystko sprawia, że rolnicy organizują masowe protesty w całej Europie. Poprzednia władza nam mówiła, że pszenicy technicznej z Ukrainy było 120 tys. ton. Dziś wiemy, że było tego więcej. Przez naszą granicę przejeżdżał "olej techniczny". Co to w ogóle za kategoria? Gdzie były nasze służby? - pytał w programie były premier.
Paweł Pawłowski Paweł Pawłowski