Tyle kosztuje cisza. Bank zapłacił, sędzia nie pozwala zamknąć sprawy

Bank naliczał klientowi odsetki także od prowizji, którą od razu zatrzymał dla siebie. Gdy sąd zapytał TSUE, czy tak wolno, bank ustąpił i zapłacił 11,3 tys. zł. Trybunał umorzył postępowanie. Sędzia z Łodzi nie odpuszcza, bo odpowiedź może mieć znaczenie dla tysięcy podobnych kredytów. Money.pl poznał kulisy tej batalii.

Sędzia Mateusz PodhaliczSędzia Mateusz Podhalicz
Źródło zdjęć: © Redakcja • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI
Karolina Wysota

• Money.pl dotarł do postanowienia, w którym sędzia Mateusz Podhalicz domaga się, by TSUE uchylił własne rozstrzygnięcie i ponownie zajął się jego pytaniami. To pierwszy taki wniosek w historii łódzkiego sądu.

• Podhalicz wskazał sześć innych polskich spraw, w których pytania o kredyty zniknęły z Luksemburga przed odpowiedzią. Sprawdziliśmy wszystkie. Dokumenty pokazują, jak się skończyły - ale nie dlaczego.

• Sędzia opisuje mechanizm, w którym bankowi może opłacać się poświęcić jedną sprawę, by nie ryzykować rozstrzygnięcia ważnego dla tysięcy kolejnych. W tym przypadku bank zgodził się oddać 11,3 tys. zł.

• Bank odpowiada, że po drugiej stronie nie stoi już konsument, lecz firma, która odkupiła jego roszczenie i masowo dochodzi podobnych należności. W tle rośnie rynek handlu roszczeniami o darmowy kredyt.

- W tej sprawie nie chodzi tylko o jeden kredyt. Stawką jest wyjaśnienie zasad ważnych dla ogromnej liczby kredytobiorców. Banki próbują usuwać takie sprawy z TSUE, by uniknąć albo odsunąć w czasie rozstrzygnięcie, które może przesądzić o ich odpowiedzialności za sankcję kredytu darmowego - mówi money.pl radca prawny Wojciech Bochenek, reprezentujący konsumentów w sporach z bankami.

- Dlatego postawa łódzkiego sądu zasługuje na uznanie - dodaje.

19 lipca 2021

Umowa nosi numer A5277087. Kredyt gotówkowy, siedem lat spłaty.

W umowie kwotę kredytu wskazano jako 44 tys. zł. Na konto klienta trafiło 40 000,44 zł, a 4 439,56 zł bank pobrał jako prowizję. Odsetki wyniosły 14 100,73 zł, a łączna kwota do spłaty - 58 540,73 zł.

Klient prowizji nigdy nie dostał. Bank przelał ją bezpośrednio na własny rachunek, ale odsetki naliczał także od tej części kredytu.

Takie konstrukcje pojawiały się również w innych kredytach konsumenckich. Dziś między innymi właśnie o nie toczy się spór przed polskimi sądami i TSUE.


WIDEO
Srebro "nowym złotem"? Ekspert patrzy na sygnał z banków centralnych


Człowiek, którego nikt nie pyta

We wrześniu 2023 r. kredytobiorca, oznaczony w aktach inicjałami B.S., złożył oświadczenie o skorzystaniu z sankcji kredytu darmowego. Zgodnie z art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim, jeśli bank naruszy określone obowiązki informacyjne, klient może oddać sam kapitał - bez odsetek i innych kosztów.

Dwa tygodnie później B.S. sprzedał roszczenie spółce Consumer Rights Recovery, działającej wcześniej jako Helpfind Recovery. Za ile - nie wiadomo. W październiku 2023 r. spółka pozwała bank o 11 287,37 zł.

Od tej chwili naprzeciw siebie w sądzie stanęli dwaj przedsiębiorcy. Konsument przestał być stroną procesu. Kredyt jednak nadal jest spłacany.

Pozwanym był Santander Bank Polska. Od stycznia 2026 r. jego głównym akcjonariuszem jest austriacka Erste Group, a bank działa pod nazwą Erste Bank Polska.

Rynek, który wyrósł obok

Część firm obsługujących spory z bankami skupuje roszczenia konsumentów. Analizują umowę, oceniają szanse na wygraną i proponują klientowi cesję, czyli sprzedaż prawa do dochodzenia pieniędzy od banku.

Konsument dostaje pieniądze od razu i nie musi sam prowadzić wieloletniego procesu. Firma bierze na siebie spór i ryzyko. Jeśli wygra, zatrzymuje pozostałą część odzyskanej kwoty.

Nie wszystkie kancelarie działają jednak w ten sposób. Część reprezentuje klientów, którzy nadal pozostają właścicielami swoich roszczeń.

Skala sporów szybko rośnie. Ministerstwo Sprawiedliwości zaczęło liczyć sprawy o sankcję kredytu darmowego dopiero w styczniu 2026 r. W pierwszym kwartale wpłynęło 4375 pozwów, a w drugim 6872 - o 57 proc. więcej. W pół roku było ich łącznie 11 247. Liczba spraw oczekujących na rozpoznanie wzrosła w ciągu jednego kwartału z 3944 do 8888.

Same banki podały, że na koniec marca miały 104 704 reklamacje dotyczące sankcji kredytu darmowego i 27 241 pozwów.

Większość tych spraw nie trafia jednak do sądów bezpośrednio z inicjatywy kredytobiorców. W pierwszym kwartale trzy czwarte pozwów wniosły firmy, które odkupiły roszczenia od konsumentów. W drugim ich udział spadł do 65 proc., ale nadal odpowiadały za dwa na trzy pozwy.

Jednocześnie liczba spraw wnoszonych bezpośrednio przez kredytobiorców wzrosła ponad dwukrotnie - z 1038 do 2158.

Nie wiadomo, ile konsumenci otrzymują za sprzedaż roszczeń. Ceny cesji bywają objęte tajemnicą handlową.

Pytanie, które popsuło grę

23 lipca 2024 r. sąd w Łodzi zadał TSUE siedem pytań. Chciał wiedzieć m.in., czy bank może naliczać odsetki od kredytowanej prowizji, czy powinien o tym informować klienta i kiedy można zastosować sankcję kredytu darmowego.

Propozycję treści pytań przedstawiła sądowi powódka. Do Luksemburga wpłynęły 21 sierpnia 2024 r.

Sądy krajowe pytają TSUE, gdy mają wątpliwości, jak rozumieć prawo Unii. Trybunał nie rozstrzyga za nie konkretnej sprawy. Wyjaśnia, jak należy interpretować unijne przepisy, a później tę wykładnię stosują sądy krajowe.

Dlatego odpowiedź mogła mieć znaczenie nie tylko dla jednego kredytu z 2021 r. Mogła wskazać polskim sądom, jak rozstrzygać tysiące podobnych sporów.

23 stycznia 2025 r. bank uznał powództwo.

Nie przyznał, że konstrukcja kredytu była niezgodna z prawem. Zgodził się jednak zapłacić 11 287,37 zł.

A kiedy spór, na tle którego sąd zadał pytania, przestaje istnieć, TSUE może uznać, że odpowiedź nie jest już potrzebna.

Powódka zareagowała po jedenastu dniach. Rozszerzyła pozew o kolejne ponad 3 tys. zł i zażądała ustalenia, że umowa stała się kredytem darmowym.

Zależało nam, żeby Trybunał zajął się sprawą. Bankom zależy na czymś odwrotnym i robią ruchy nieuczciwe, jednoznacznie opisywane przez sądy jako nadużycie prawa procesowego, po to, żeby takiej odpowiedzi nie uzyskać. Boją się tego - mówi money.pl radca prawny Mariusz Plichta, pełnomocnik powódki.

Sześć zniknięć

Podhalicz wskazał siedem spraw, w których pytania polskich sądów o kredyty konsumenckie zniknęły z wokandy TSUE przed odpowiedzią. Siódmą była jego własna.

Pozostałe sześć sprawdziliśmy w postanowieniach Trybunału.

Sąd Okręgowy w Warszawie zadał pytanie w sporze mBanku z konsumentem, a po roku je wycofał. W sprawie konsumenta przeciwko Bankowi BPH ten sam sąd cofnął wniosek po dziesięciu miesiącach.

Sąd Okręgowy w Krakowie wycofał pytanie w sprawie Alior Banku. Jako jedyny podał powód - postępowanie główne zostało umorzone.

Tak samo zakończyły się trzy kolejne sprawy. Pytania wycofały Sąd Apelacyjny w Warszawie, Sąd Okręgowy w Poznaniu i ponownie Sąd Okręgowy w Warszawie.

W trzech przypadkach stało się to już po zakończeniu etapu pisemnego. Stanowiska zdążyły wcześniej przedstawić bank, polski rząd i Komisja Europejska. W jednej sprawie również rząd Portugalii.

W żadnym z sześciu postanowień nie ma informacji, dlaczego sąd cofnął pytanie. Dokumenty pokazują skutek, ale nie motyw. Sam Podhalicz zaznacza, że nie miał dostępu do akt tych postępowań.

Wszystkie sześć wycofanych pytań pochodziło od sądów okręgowych lub apelacyjnych. Sędzia, który postanowił nie wycofywać swojego wniosku, orzeka w sądzie rejonowym.

Dlaczego opłaca się przegrać

Opisując możliwą strategię banku, Podhalicz sięgnął do klasycznej pracy socjologii prawa Marca Galantera "Why the 'Haves' Come Out Ahead" z 1974 r.

Galanter dzieli uczestników sporów na graczy jednorazowych i stałych.

Konsument trafia do sądu zwykle raz i chce wygrać własną sprawę. Bank prowadzi tysiące procesów i patrzy szerzej - także na reguły, które mogą mieć znaczenie w kolejnych postępowaniach.

Z tej perspektywy przegranie jednej sprawy może się opłacać, jeśli pozwala uniknąć rozstrzygnięcia niekorzystnego dla wielu innych umów.

W logice opisanej przez łódzkiego sędziego 11,3 tys. zł przestaje być więc tylko wartością jednego sporu. Staje się ceną ciszy.

Banki dokonując chłodnej kalkulacji są skłonne poświęcić jedną sprawę, aby nie dopuścić do rozpowszechnienia się roszczeń na szeroką skalę. Dobrze widać to w sprawach dotyczących sankcji kredytu darmowego, gdzie poprzez uznanie powództwa, zawarcie ugody doprowadzają do umorzenia sprawy w sądzie krajowym, a tym samym przed TSUE - mówi radca prawny Wojciech Bochenek, reprezentujący konsumentów w sporach z bankami.

Luksemburg zamyka sprawę 

5 marca 2026 r. Trybunał umorzył postępowanie dotyczące pytań łódzkiego sądu.

Trybunał uznał, że sąd nie wyjaśnił, dlaczego uznanie powództwa przez bank miałoby być sprzeczne z prawem. Nie wskazał też konkretnych okoliczności świadczących o próbie obejścia prawa.

W tej sytuacji TSUE uznał, że odpowiedź na pytania nie jest już potrzebna.

Z dokumentów wynika, że sędzia z Łodzi rok wcześniej poinformował Trybunał o swoich podejrzeniach i oczekiwał dodatkowych pytań. Trybunał odnotował, że takie podejrzenie zostało zgłoszone, ale zabrakło konkretów.

Postępowanie trwało 561 dni. Przez 296 z nich Trybunał wiedział już, że bank uznał powództwo.

TSUE zaznaczył jednak, że umorzenie nie zamyka drogi do ponownego zadania pytań. Podhalicz postanowił z tej możliwości skorzystać.

Sędzia stawia się Trybunałowi  

5 maja 2026 r. Podhalicz wydał postanowienie. Wraz z uzasadnieniem dokument liczy 65 stron.

Najpierw domaga się, by TSUE uchylił swoje postanowienie z 5 marca i wrócił do sprawy. Jeśli Trybunał odmówi, Podhalicz ponownie kieruje do niego tych samych siedem pytań prejudycjalnych.

Do tego czasu sprawa w Łodzi pozostaje zawieszona. Sędzia nie chce jej rozstrzygać, dopóki TSUE nie odpowie - czy to po powrocie do dotychczasowej sprawy, czy w nowym postępowaniu dotyczącym tych samych pytań.

Podhalicz uznał też za bezskuteczne oświadczenie banku o uznaniu powództwa. Wskazał, że bank zapłacił dopiero po przegranej w sądzie okręgowym, choć mógł zrobić to rok wcześniej.

Postawę banku nazwał działaniem w złej wierze i próbą manipulacji systemem wymiaru sprawiedliwości. Bank tę ocenę kwestionuje.

Sędzia zakwestionował również sposób, w jaki TSUE zakończył sprawę. Stwierdził, że Trybunał nie miał kompetencji, by oceniać czynność procesową strony w polskim postępowaniu i że w tej części jego rozstrzygnięcie nie wiąże sądu krajowego.

Rzeczniczka Sądu Okręgowego w Łodzi, sędzia Monika Pawłowska-Radzimierska, potwierdziła money.pl, że jest to pierwszy taki wniosek w historii tego sądu. Sędzia Podhalicz nie odpowiedział na nasze pytania.

Nie ma możliwości, aby sędzia orzekający w danej sprawie komentował jej tok lub wydawane postanowienia. Wszelka argumentacja zawarta jest w ich uzasadnieniach - napisała rzeczniczka.

Bank odpowiada sędziemu 

Erste Bank Polska uważa ruch łódzkiego sądu za sprzeczny z prawem unijnym.

"Próba reasumpcji postępowania przed TSUE przez sąd krajowy w okolicznościach, w których merytoryczne rozstrzygnięcie sądu w tej sprawie nie wymaga wyroku TSUE, stoi w oczywistej sprzeczności z prawem europejskim" - odpowiedział Kamil Biedroń, dyrektor Departamentu Obsługi Prawnej Biznesu.

Bank podnosi również inny argument. Zwraca uwagę na to, kto występuje po drugiej stronie sporu.

Powodem w tej sprawie nie jest konsument, tylko podmiot profesjonalny trudniący się skupem wierzytelności i masowym dochodzeniem roszczeń przed sądami. Model biznesowy takiego podmiotu opiera się, w naszej ocenie, na nadużywaniu instrumentów służących ochronie konsumentów w celu osiągania korzyści finansowych - napisał Biedroń.

Consumer Rights Recovery rzeczywiście nie jest konsumentem. Bank przekonuje więc, że po drugiej stronie procesu także stoi profesjonalny gracz prowadzący podobne sprawy na dużą skalę.

Sama cesja wierzytelności jest jednak dopuszczalna. Oświadczenie o skorzystaniu z sankcji złożył sam kredytobiorca, zanim spółka pojawiła się w sprawie. Łódzki sąd ważności cesji nie zakwestionował.

Bank nie zarzuca więc powódce złamania prawa. Zarzuca jej wykorzystywanie narzędzi ochrony konsumentów do osiągania własnych korzyści.

Ten argument pojawił się już w odpowiedzi banku na pozew w 2023 r. Sąd go nie rozstrzygnął, ale nie uznał też za przeszkodę do skierowania pytań do TSUE.

Banki grają kartą cesji 

Cesja ma znaczenie także dla szerszego sporu o sankcję kredytu darmowego.

Banki przekonują, że kara powinna odpowiadać wadze naruszenia. Sankcja kredytu darmowego oznacza utratę odsetek i innych kosztów kredytu. Sektor zabiega więc o to, by nie każde uchybienie automatycznie prowadziło do takiego skutku.

TSUE wskazał w lutym 2025 r., że pozbawienie banku prawa do odsetek i opłat może być proporcjonalne, jeśli naruszenie obowiązków informacyjnych utrudnia konsumentowi ocenę tego, ile naprawdę będzie musiał oddać.

Ostateczna ocena konkretnej umowy należy jednak do sądu krajowego. A polskie sądy nie zawsze podzielają argumentację konsumentów lub firm, które odkupiły ich roszczenia.

Erste wskazuje dwa takie wyroki. Sprawdziliśmy oba.

W maju 2025 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia oddalił powództwo spółki skupującej roszczenia, uznając je za nadużycie prawa unijnego.

Kluczowy był zapis umowy z konsumentem. Spółce miało przypaść 45 proc. wszystkich kwot wypłaconych przez bank.

Sąd porównał tę wartość z prowizją pobraną wcześniej przez bank i uznał, że umowa z bankiem była dla kredytobiorcy mniej obciążająca. Zapowiedział też, że rozważy zawiadomienie prezesa UOKiK ze względu na masowy charakter takich cesji.

Kredytobiorca zeznał, że nie było go stać na zapłacenie prowizji z własnych pieniędzy, dlatego sfinansował ją kredytem. Powiedział również, że nie rozumiał podpisywanej umowy cesji.

Druga sprawa zakończyła się w maju 2026 r. przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa.

Cena cesji została zapisana w załączniku objętym tajemnicą handlową. Jej wysokość ujawniły jednak zeznania kredytobiorcy.

Za roszczenie dochodzone przez spółkę w wysokości 50-60 tys. zł dostał najpierw wyliczenie na około 6,8 tys. zł. Zeznał też, że nie wiedział, ile będzie musiał zapłacić komuś za to, że "kliknie zielony guzik".

Oba wyroki zapadły w pierwszej instancji i dotyczą innych spółek niż Consumer Rights Recovery. Nie można więc na ich podstawie wyciągać wniosków o umowie zawartej przez B.S.

Pokazują jednak, że sądy badają nie tylko zachowanie banku, lecz także warunki, na jakich roszczenia konsumentów trafiają do firm skupujących wierzytelności.

Sąd na Mokotowie uznał przy tym samą cesję za ważną, powołując się na wyrok TSUE z października 2025 r., który dopuścił sprzedaż takich wierzytelności przedsiębiorcom.

O warunki umowy z B.S. zapytaliśmy Consumer Rights Recovery. Spółka nie odpowiedziała na to pytanie. Przekazała jedynie, że dzięki cesji konsument może dostać pieniądze bez konieczności samodzielnego prowadzenia wieloletniego sporu z bankiem.

Mec. Plichta, pełnomocnik powódki, podkreśla, że wynik procesu nadal może wpłynąć na sytuację kredytobiorcy.

- Kredyt tego pana jest otwarty, jesteśmy z kredytobiorcą w bezpośrednim kontakcie. Wygranie tej sprawy wpłynie na jego sytuację na przyszłość - mówi.

- Oczywiście spółka walczy dla siebie i chce mieć pieniądze, i chce ich mieć jak najwięcej, bo po to powstała. Natomiast interes konsumenta cały czas jest w tle i jest realizowany. Konsument nie jest więc już stroną procesu, ale wynik postępowania może nadal wpływać na jego trwającą umowę kredytową - dodaje.

Jeśli sąd uzna, że klientowi przysługuje sankcja kredytu darmowego, w przyszłości nie będzie on płacił odsetek ani innych kosztów kredytu. Bankowi odda wyłącznie pożyczony kapitał.

Dwa potężne ciosy 

W czasie gdy łódzka sprawa krążyła między sądem a TSUE, sytuacja banków się pogarszała.

23 kwietnia 2026 r. TSUE wydał przełomowy wyrok w innej polskiej sprawie. Uznał, że oprocentowania nie wolno naliczać od kwot przeznaczonych na pokrycie kosztów kredytu.

Bank może więc kredytować prowizję lub ubezpieczenie, ale nie może pobierać od tych kosztów kolejnych odsetek.

Alior Bank oszacował jego skutki na 96,5 mln zł. Przeszacowaniem objął wszystkie aktywne umowy kredytów konsumenckich z kredytowanym kosztem pozaodsetkowym. Zapowiedział też zmianę sposobu naliczania odsetek ze skutkiem od 23 kwietnia oraz zwrot klientom odsetek pobranych od takich kosztów między dniem wyroku a wprowadzeniem zmian.

Koszty pojawiły się także w wynikach innych banków. Pekao pomniejszył wynik odsetkowy o 126 mln zł, Erste Bank Polska o 71,2 mln zł, a ING Bank Śląski o 12 mln zł. Bank Millennium dokonał korekty o 35 mln zł i utworzył dodatkowo 61 mln zł rezerwy na ryzyko prawne związane ze sprawami dotyczącymi kredytów konsumenckich.

Kwietniowy wyrok nie przesądza, czy w łódzkiej sprawie należy zastosować sankcję kredytu darmowego. Rozstrzyga jednak jeden z kluczowych problemów: bank nie może pobierać odsetek od kredytowanych kosztów pozaodsetkowych.

Orzeczenie może też wpłynąć na kierunek, w którym pójdą polskie sądy w podobnych sprawach.

8 lipca 2026 r. zapadło kolejne ważne rozstrzygnięcie.

Sąd Najwyższy uchylił wyrok, którym Sąd Okręgowy w Poznaniu oddalił powództwo o darmowy kredyt w niemal identycznej sprawie. Tam również prowizję doliczono do kwoty, od której bank naliczał odsetki.

Sąd Najwyższy uznał, że prowizja i inne koszty kredytu nie mogą być dodatkowo oprocentowane. 

Odniósł się też do argumentu banków, że prowizja została udostępniona klientowi, bo wcześniej trafiła na jego rachunek. SN uznał, że techniczny sposób przepływu pieniędzy nie zmienia charakteru prowizji jako kosztu kredytu.

Sąd Najwyższy przedstawił wykładnię wzmacniającą pozycję konsumenta. Wraz z kolejnymi orzeczeniami Trybunału będziemy mieli większą pewność co do wykładni, jednolitości orzecznictwa oraz świadomości konsumentów. Przeciwko temu dziś gra sektor bankowy - mówi mec. Bochenek.

Bochenek nie przesądza jednak, czy wniosek z Łodzi odniesie skutek.

- Sprawa w Łodzi pokazała, że nie jest to takie oczywiste i dużo zależy od stanowiska sądu - ocenia prawnik.

Erste Bank Polska spodziewa się ponownej odmowy TSUE.

"Biorąc pod uwagę, że spór co do istoty nie istnieje, TSUE już raz odmówił zajęcia się sprawą oraz fakt, iż strona powodowa instrumentalnie posługuje się narzędziami służącymi ochronie konsumentów wyłącznie w celu osiągnięcia korzyści gospodarczych, zakładamy, że Trybunał po raz kolejny odmówi zajęcia się sprawą" - odpowiedział money.pl Kamil Biedroń.

Sprawa utknęła między Łodzią a Luksemburgiem 

Do 11 sierpnia 2026 r. Sąd Rejonowy dla Łodzi-Śródmieścia nie otrzymał z Luksemburga żadnej odpowiedzi - przekazał money.pl Sąd Okręgowy w Łodzi.

Sprawa krajowa pozostaje zawieszona. Bank zapłacił kwotę objętą pierwotnym pozwem, odsetki i część kosztów. Nie zapłacił natomiast kwoty, o którą później rozszerzono powództwo - potwierdzają to sąd i pełnomocnik powódki.

Kredyt z lipca 2021 r. nadal jest spłacany. Człowiek, który go zaciągnął, nie jest już stroną procesu.

Co miesiąc płaci jednak odsetki naliczone od 4 439,56 zł prowizji, którą bank przelał na własny rachunek.

Wybrane dla Ciebie