Edukacja zdrowotna do kosza? Kubeł zimnej wody na głowy w PiS

Przemysław Czarnek chce, by Trybunał Konstytucyjny zablokował edukację zdrowotną w szkołach. Tymczasem Polska wydaje coraz więcej pieniędzy na leczenie chorób cywilizacyjnych. Koszty sięgają dziesiątek miliardów złotych. - Mamy wiele argumentów za tym, że edukacja jest po prostu tańsza - mówi money.pl dr hab. Piotr Karniej, specjalista zdrowia publicznego.

 Ministra edukacji narodowej Barbara Nowacki i kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek
Źródło zdjęć: © East News | Filip Naumienko, REPORTER,Wojciech Olkusnik
Tomasz Setta

Przemysław Czarnek razem z grupą posłów PiS zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego rozporządzenia MEN o obowiązkowej edukacji zdrowotnej. Politycy chcą, by do czasu ogłoszenia ostatecznego wyroku sędziowie TK wydali również zabezpieczenie, które uniemożliwi prowadzenie takich zajęć w szkołach. Szefowa Ministerstwa Edukacji Narodowej Barbara Nowacka odpowiada, że decyzji Trybunału nie uzna i edukacja zdrowotna - z wyłączeniem edukacji seksualnej - będzie od września obowiązkowa.

Specjaliści zdrowia publicznego nie zostawiają suchej nitki na propozycji kandydata PiS na premiera, który sam w przeszłości był ministrem edukacji narodowej. - Nie stać nas na brak edukacji zdrowotnej - komentuje w rozmowie z money.pl dr hab. Piotr Karniej, prof. Uniwersytetu WSB Merito we Wrocławiu.

- Od wielu lat wiemy, że za zdrowie pacjenta w ponad połowie odpowiada prowadzony przez niego styl życia. Dowiódł tego opublikowany w latach 70. raport Lalonde’a (Marc Lalonde, były kanadyjski minister zdrowia - red.). Z punktu widzenia kosztów, jakie ponosimy z tytułu leczenia chorób, edukacja zdrowotna i sposób postępowania pacjentów są kluczowe - dodaje ekspert.


WIDEO
W PiS powinni wymienić kandydata na premiera? "Idealna okazja"


Dane publikowane regularnie przez Ministerstwo Zdrowia, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego - Państwowy Instytut Badawczy czy Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom potwierdzają, że terapia chorób cywilizacyjnych pochłania rocznie dziesiątki miliardów złotych. W 2023 r. NFZ oszacował koszty leczenia chorób wywołanych przez otyłość na 3,8 mld złotych. Refundacja świadczeń z powodu zawału serca wyniosła z kolei 1,2 mld złotych w 2022 r. Podobny koszt dotyczył też choroby niedokrwiennej serca.

Rachunek rośnie, jeśli doliczymy do tego koszty pośrednie, jak absencje w pracy, obciążenie wymiaru sprawiedliwości i systemu ubezpieczeń społecznych. W takim szerokim ujęciu Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom oszacowało, że łączne wydatki społeczno-ekonomiczne wynikające ze spożywania alkoholu w Polsce przekraczają sumę 93 mld złotych w skali roku.

Wyłączne prawo rodziców? "Nie zawsze mają kompetencje"

Przed złożeniem wniosku w Trybunale Przemysław Czarnek skupił swoją krytykę na zagadnieniach dotyczących zdrowia seksualnego, które będą nieobowiązkowym elementem nowego przedmiotu.

Zdaniem polityka PiS to komponent zawierający "twardą, demoralizującą i deprawującą edukację seksualną", która lekceważy konstytucję w zakresie "promocji rodziny, małżeństwa, rodzicielstwa, macierzyństwa, a przechodzi do rzeczy, które wchodzą wprost w obszar działalności rodziców, a nie państwa polskiego". - Uderza w moralność i wartości, ale przede wszystkim uderza w prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoim światopoglądem - ocenia kandydat PiS na premiera.

- Rodzice mają prawo do wychowywania własnych dzieci w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Tutaj pełna zgoda - odpowiada prof. Karniej. - Pytanie tylko, czy akurat w zakresie zdrowia rodzice mają pełne kompetencje do tego, żeby przekazywać wiedzę. Z mojego doświadczenia wynika, że rodzice bardzo często nie przekazują dzieciom niezbędnych informacji nie ze złej woli, tylko dlatego, że sami ich nie posiadają. Samo "doświadczenie życiowe" to niestety za mało - zwraca uwagę ekspert z UWSB Mertio.

Ekspert: dorośli chcą pozbawić wiedzy dzieci

Nasz rozmówca podkreśla, że wyłączenie przez MEN z edukacji zdrowotnej zagadnień dotyczących zdrowia seksualnego ocenia bardzo krytycznie.

- W swojej codziennej praktyce zawodowej jako seksuolog i doradca w punkcie konsultacyjno-diagnostycznym zajmuję się między innymi diagnozowaniem chorób przenoszonych drogą kontaktów seksualnych i często przyjmuję w gabinecie młodych pacjentów, którzy przychodzą z bardzo podstawowymi pytaniami: o drogi możliwego zakażenia, jak się przed tym chronić, jak postępować. Na wiele z nich można odpowiedzieć w trakcie edukacji szkolnej i to nie ma nic wspólnego z rzekomą "seksualizacją" - mówi ekspert ds. zdrowia publicznego.

Seksualność jest czymś, co towarzyszy człowiekowi od poczęcia. Bez niej nie byłoby ludzkości. Nawiasem mówiąc, proszę zauważyć, że dyskusję o edukacji zdrowotnej prowadzą dorośli ludzie, którzy mieli już okazję zdobyć wiedzę na ten temat. A teraz chcą pozbawić młodych ludzi dostępu do rzetelnej i kompetentnej wiedzy - komentuje dr hab. Piotr Karniej.

- Pamiętajmy również, że spraw związanych z seksualnością nie można ograniczać na przykład tylko do wizyt u lekarza rodzinnego, bo nie każdy będzie potrafił rozmawiać z pacjentem na takie tematy i nie każdy zajmuje się kwestiami seksualności w swojej pracy. Do tego mogą też dochodzić bliskie relacje medyka z rodziną, wstyd, który może zniechęcać do zadawania pytań. W tym kontekście szkoła może być w miarę neutralnym miejscem do zdobywania wiedzy o zdrowiu seksualnym - dodaje rozmówca money.pl.

Rośnie liczba zakażeń, koszty przez całe życie

Niedostateczna edukacja dotycząca seksualności też niesie ze sobą koszty dla publicznej ochrony zdrowia, zwłaszcza przy rosnących statystykach zakażeń wirusem HIV, kiłą czy rzeżączką - nie tylko w Polsce, ale w całej Europie. W ciągu ostatnich pięciu lat wskaźnik zapadalności na wirus HIV w naszym kraju wzrósł trzykrotnie: z 2,43 do 7,37 na 100 tys. mieszkańców, mimo szeroko dostępnych i skutecznych metod zapobiegania zakażeniom.

- Z perspektywy całości systemu wydatki zarówno na profilaktykę zdrowotną, jak i na leczenie związane z zakażeniami przenoszonymi drogą kontaktów seksualnych nie są może duże. Ale już z punktu widzenia jednostki koszt leczenia jest znaczny. Według różnych szacunków w całej Polsce mamy ok. 35 tys. osób, które żyją z HIV i są to pacjenci w stałej terapii antyretrowirusowej do końca życia. Miesięczny koszt leczenia każdej z takich osób waha się od trzech do nawet pięciu tysięcy złotych - wylicza specjalista zdrowia publicznego. Co ważne, sami pacjenci nie ponoszą tych wydatków. Leczenie jest bezpłatne, w całości finansowane przez państwo.

Do tego dochodzą również wydatki związane z leczeniem tzw. koinfekcji, czyli infekcji skojarzonych z zakażeniem HIV. Mam na myśli na przykład zapalenie wątroby typu C - wtedy koszty są znacznie wyższe, jednorazowo mogą sięgać nawet 90 tys. złotych. Na tym tle zdecydowanie mniej kosztowne jest leczenie kiły, bo wykorzystywany do tego antybiotyk jest stosunkowo tani, ale na to również trzeba znaleźć środki w systemie - wylicza dr hab. Piotr Karniej z Uniwersytetu WSB Merito.

- Mamy też ukryte koszty pośrednie: pacjent musi się zarejestrować, zająć miejsce w kolejce, a w razie niezdolności do pracy mówimy również o absencji, czyli kosztach dla pracodawców - dodaje nasz rozmówca.

Pamiętajmy o jeszcze jednym aspekcie: tego typu zakażenia mają również wpływ na zdrowie psychiczne, zwłaszcza pacjentów w młodym wieku. Osoby z takim rozpoznaniem doświadczają depresji, zaburzeń emocjonalnych, czasem świadomie rezygnują z dalszego leczenia. Mamy szereg argumentów za tym, że edukacja zdrowotna i przeciwdziałanie zakażeniom są po prostu wielokrotnie tańsze od finansowania długotrwałych terapii - stwierdza dr hab. Karniej.

Rząd szacuje, że tylko 10 proc. Polek i Polaków przynajmniej raz w życiu wykonało test w kierunku HIV. Krajowe Centrum ds. AIDS przypomina, że taki test można przeprowadzić anonimowo, bezpłatnie i bez skierowania w punktach konsultacyjno-diagnostycznych. Pełna lista punktów jest dostępna na stronie aids.gov.pl.

Wybrane dla Ciebie