Tak zmieniały się ceny paliw za premiera Tuska. Czy czarna wizja Czarnka może się ziścić?
Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera, straszy, że paliwo będzie po 10 zł za litr. Sprawdziliśmy średnie ceny paliw za rządów Tuska i jego koalicji. Najniżej benzyna Pb95 była niedawno, bo w styczniu 2026 r., gdy za litr średnio płaciliśmy na stacjach 5,59 zł. Diesel najkorzystniejszą cenę miał w maju ubiegłego roku - 6,69 zł za litr.
Prezydent USA Donald Trump i premier Izraela Benjamin Netanjahu 28 lutego wsadzili ropę i paliwa na cenowy rollercoaster. Gdy oba państwa zaatakowały Iran, ten w odwecie uderzył w instalacje naftowe producentów ropy w regionie, a do tego praktycznie zablokował cieśninę Ormuz, która przed konfliktem odpowiadała za ok. 20 proc. handlu globalnego ropą.
W ten sposób z prognoz o nadpodaży "czarnego złota" w 2026 r. świat przeszedł do poważnych obaw o jego niedobór, co wywindowało ceny ropy do ponad 120 dol. za baryłkę. W czwartek 30 kwietnia sięgnęły najwyższego poziomu od inwazji Rosji na Ukrainę.
Końca wojny nie widać, chociaż Waszyngton nokaut Iranu ogłaszał już kilka razy. Co więcej, eksperci ostrzegają, że konsekwencje dla rynku paliw i ropy będą trwać jeszcze co najmniej kilka miesięcy po otwarciu cieśniny Ormuz, przy czym należy zaznaczyć, że na razie zupełnie nie wiadomo, na jakich warunkach miałoby się to odbyć.
Bez wątpienia rachunki kierowców na stacjach w Polsce znów będą tematem kampanii przed wyborami do parlamentu w 2027 r. Zresztą, już się stały za sprawą Przemysława Czarnka, kandydata PiS na nowego premiera. Pod koniec marca na spotkaniu z wyborcami pokazał kanister z czerwoną naklejką z wizerunkiem Donalda Tuska i komunikatem "Już za chwilę 10 zł za litr".
Ekspert: więcej osiągnie pracowita mróweczka niż spazmatyczny Herkules
Geopolityczny sztorm
Wykorzystywaniu rosnących cen paliw w kampanii wyborczej trudno się dziwić. To jedna z najmocniejszych kart w ręku opozycji. W nie tak dalekiej przeszłości chętnie grał nią też Donald Tusk, gdy to Prawo i Sprawiedliwość mierzyło się z "drożyzną" na stacjach. I - podobnie jak teraz - niemal całkowitą winą za podwyżki obarczał wtedy rządzących. Dr Jakub Bogucki, analityk e-petrol.pl, sprowadza tę dyskusję na ziemię i mówi, co w największym stopniu wpływało w ostatnich latach na portfele kierowców.
- Ceny paliw w Polsce były kształtowane głównie przez kilka dużych, globalnych czynników - w latach 2020-2022 istotnym czynnikiem była pandemia COVID-19. W jej trakcie popyt na paliwa gwałtownie spadł (lockdowny, mniejsza mobilność), co chwilowo obniżyło ceny. Jednak po odmrożeniu gospodarek nastąpiło szybkie odbicie popytu – przypomina ekspert.
Potem wpływ miała bez wątpienia wojna w Ukrainie. Po jej wybuchu Europa - w tym Polska - zaczęła gwałtownie odchodzić od rosyjskiej ropy. To oznaczało konieczność zmiany kierunków dostaw (np. na Bliski Wschód czy USA), co zwiększyło koszty logistyczne i wprowadziło pewną niepewność na rynkach. Sam szok podażowy wywindował ceny ropy na świecie, a to bezpośrednio przełożyło się na ceny na stacjach - przypomina Bogucki w korespondencji z money.pl.
Lider KO o drożejących paliwach mówił jeszcze przed rokiem wyborczym i oficjalnym startem kampanii do parlamentu w 2023 r., czyli nota bene tak jak obecnie Przemysław Czarnek. Już w 2022 r. Tusk zarzucał nieudolność zarówno PiS-owi, jak i Danielowi Obajtkowi, prezesowi Orlenu. Sugerował, że jego rząd mógłby obniżyć ceny paliwa do 5,19 zł za litr.
Dla PiS był to na tyle palący problem, że Orlen tuż przed wyborami w 2023 r. zaniżał ceny paliw, co wykazały audyty przeprowadzone przez nową ekipę rządzącą. Doszło wtedy do słynnej na całą Polskę "awarii dystrybutorów". I tego zjawiska nie omieszkała skrzętnie wykorzystać ówczesna opozycja. Obniżka - twierdziła - wprowadzona została na szkodę koncernu i wbrew prawom rynku.
Ceny paliw za rządów Donalda Tuska
Koalicja rządząca: KO, Lewica, PSL oraz Polska 2050 objęła władzę w Polsce w połowie grudnia 2023 r. Premier Tusk w tym czasie wiele razy musiał wyjaśniać, że słowa o 5,19 zł za litr paliwa to były wyliczenia na panujące wówczas warunki.
Opozycja wypomina tę deklarację Tuskowi regularnie. Tym głośniej, im mocniej stawki na stacjach odbiegają od obiecanego poziomu. W grudniu to Tusk dostał szansę, by o swojej obietnicy przypomnieć. Opublikował w sieci zdjęcie ze stacji benzynowej z benzyną bezołowiową "95" po 5,18 zł. "Czy mogę być winny grosika?" - napisał wówczas szef rządu.
Ale oczywiście nie był to standard. Jak pokazuje poniższy wykres, średnie ceny benzyny lub oleju napędowego aż tak nisko w czasie rządów Tuska i jego koalicji nie spadły. Zaznaczmy, że wzięliśmy pod uwagę tygodniowe raporty analityków portalu e-petrol.pl, publikowane w ostatnią środę każdego miesiąca od stycznia 2024 r.
- Najniżej benzyna Pb95 była niedawno, bo w styczniu 2026 r., gdy za litr średnio płaciliśmy na stacjach 5,59 zł.
- Diesel najkorzystniejszą cenę miał w maju ubiegłego roku - 6,69 zł za litr.
- Za autogaz w czasie rządów Donalda Tuska najmilej płaciło się z kolei w sierpniu i październiku 2025 r. - 2,59 zł.
Wojna z Iranem i marcowy wyskok cen
Jeśli chodzi o dane z ostatnich raportów e-petrol.pl publikowanych w danym miesiącu, wyraźny skok widoczny jest w marcu 2026 r., czyli miesiąc po wybuchu wojny USA i Izraela z Iranem i tuż przed wprowadzeniem pakietu osłonowego przez rząd.
Chodzi o tzw. CPN ("Ceny paliw niżej"), który zakłada ustalanie maksymalnych cen paliw oraz obniżenie podatku VAT i akcyzy. Cena benzyny wystrzeliła do poziomu 7,14 zł za litr, oleju napędowego do 8,69 zł, a autogazu do 3,64 zł. To rekordowe stawki od momentu objęcia władzy przez rząd Donalda Tuska.
W jakim stopniu rząd może wpłynąć na ceny paliw?
"W tej cenie (paliw - red.) połowa to podatki. Im większa cena, tym więcej podatków. Rząd łupi Polaków. Rząd kradnie pieniądze z kieszeni Polaków, zwykłych Polaków tu, w Staszowie, w świętokrzyskim, w całej Polsce. Rząd łupi kieszenie rolników, którzy wyjeżdżają w pole i muszą tankować" - grzmiał Przemysław Czarnek na spotkaniu z wyborcami w Staszowie, trzymając w ręku czerwony kanister z wizerunkiem premiera.
- Teraz nie sposób wskazać czynnika ważniejszego dla cen paliw niż napięcia w kluczowych punktach transportu ropy, takich jak cieśnina Ormuz. Każde zagrożenie dla tego szlaku (np. konflikty na Bliskim Wschodzie) podbija ceny globalnie, bo przez Ormuz przepływa ogromna część światowej ropy - i to odczuwamy na naszych stacjach - komentuje tymczasem dr Bogucki.
O to, jaki wpływ politycy mają na ceny paliw, pytamy ekspertów. Zacznijmy od tego, co się na te ceny składa. Dawid Czopek, ekspert rynku paliwowego, zarządzający Polaris-FIZ, przypomina, że w Polsce, podobnie jak w innych krajach, największy wpływ na to, jakie ceny widzimy na stacjach, mają czynniki rynkowe:
- cena ropy naftowej,
- marża rafineryjna, czyli zysk rafinerii na przerobie ropy na produkty typu benzyna i olej napędowy - zwykle to ok. 60-70 dol. za baryłkę (ok. 159 l),
- premia lądowa, czyli koszt związany z importem gotowych paliw, ich magazynowaniem, mieszaniem z biopaliwem i zyskiem importera - zwykle to kilkanaście dol. za baryłkę lub ok. 1 zł za litr,
- marża detaliczna, czyli różnica pomiędzy ceną hurtową a detaliczną paliw - to zazwyczaj ok. 30 groszy za litr.
Do tego dochodzą kursy walut (szczególnie relacja dolara i złotego) oraz czynniki fiskalne. Chodzi m.in. o akcyzę i inne opłaty - zwykle 1,6-1,8 zł za litr, ale obecnie w Polsce to o 30 groszy mniej, a także podatek VAT, który tymczasowo rząd obniżył z 23 proc. do 8 proc.
Wtedy, gdy paliwo kosztowało około 6 zł za litr, cena netto samego paliwa zwykle wynosiła około 2 zł - wskazuje Dawid Czopek w odpowiedzi na pytania money.pl.
Nie oznacza to, że wolą polityczną można by obniżyć koszt paliwa o ponad 65 proc. Ekspert wskazuje, że rząd "może obniżać czynniki fiskalne - co zrobił w marcu 2026 r. -oraz miękko wpływać na Orlen, który jest największym dostawcą hurtowym i detalicznym.
Ale wpływ tych miękkich działań jest ograniczony do maksymalnie plus minus 30 groszy. Przy wyższych poziomach 'interwencji' importerzy nie sprowadzają paliwa (jak w 2023 r.), ewentualnie z drugiej strony sprowadzają go bardzo dużo i Orlen ma problem ze zbytem, a maksymalna produkcja jest ważna z punktu widzenia wyników rafinerii. Zatem wbrew pozorom, skala możliwej interwencji jest albo niewielka, albo krótkotrwała - wyjaśnia ekspert.
- W mojej opinii rząd zrobił już na tę chwilę wszystko, aby ograniczyć ceny paliw. Jeżeli będzie dużo gorzej, może jeszcze uwolnić rezerwy i wprowadzić limity tankowania - dodaje.
Paliwo po 10 zł. Na ile to realne?
- Jeśli chodzi o wpływ rządu na ceny paliw, to w praktyce jest on umiarkowany. Kluczowe decyzje zapadają na rynkach globalnych, a Polska jako importer ropy musi się do nich "dostosować" - wtóruje dr Bogucki.
Analityk portalu e-petrol.pl podkreśla, że ostatnie działania państwa mają głównie charakter łagodzenia skutków, "czego najbardziej widocznym przykładem ingerencji" jest pakiet CPN. Wskazuje przy tym ograniczenia tego typu rozwiązań.
- W ramach CPN obniżono podatki - przede wszystkim VAT i akcyzę - co chwilowo przełożyło się na niższe ceny na stacjach. Problem polega jednak na tym, że takie działania są z natury doraźne - komentuje dr Bogucki.
Obniżki podatków zmniejszają dochody budżetu państwa, więc nie mogą trwać bez końca i mogą narażać na spór z UE ustalającą wysokość podatkowych minimów. Nie rozwiązują przyczyn wysokich cen, np. drogiej ropy na świecie, a po ich wycofaniu ceny często wracają do wcześniejszych poziomów - uprzedza ekspert.
Czy zatem wizja przedstawiona przez kandydata PiS na premiera się ziści? - Przy długotrwałej blokadzie cieśniny Ormuz ropa może kosztować 150-200 dol. za baryłkę - według mnie to maksymalny poziom. Wtedy cena głównie diesla może sięgnąć 10 zł za litr - uważa Dawid Czopek.
Jacek Losik, dziennikarz money.pl