Trzęsienie ziemi w OPEC. Zjednoczone Emiraty Arabskie wychodzą. Co teraz?
Zjednoczone Emiraty Arabskie od 1 maja wycofają się z OPEC oraz z OPEC+. To ważna zmiana dla rynku ropy, bo ZEA należą do producentów od lat związanych wspólną polityką wydobycia w regionie Zatoki Perskiej. Dr Jakub Bogucki, analityk e-petrol.pl, wskazuje jednak na istotniejszy czynnik.
Minister ds. energii ZEA Suhail Mohamed al-Mazrouei ogłosił we wtorek, że z początkiem maja, czyli od piątku, Zjednoczone Emiraty Arabskie nie będą już członkiem organizacji OPEC oraz wersji rozszerzonej o sojuszników kartelu, jak np. Rosja (OPEC+).
Wcześniej Emiraty Arabskie, będące regionalnym centrum biznesowym i jednym z najważniejszych sojuszników USA w regionie, krytykowały inne państwa arabskie za bierność wobec ataków ze strony Teheranu podczas trwającej od 28 lutego wojny Izraela i USA przeciwko Iranowi.
ZEA to czwarty największy członek OPEC, który odpowiadał za 4 proc. światowej podaży ropy, 12 proc. wydobycia kartelu i 15 proc. produkcji objętej limitami.
Inflacja zerwała się z łańcucha. Zdaniem eksperta: nie na długo
Potencjalnie większa podaż ropy w przyszłości
- Wyjście kraju z OPEC i formatu OPEC+ oznacza przede wszystkim osłabienie zdolności kartelu do kontrolowania globalnej podaży ropy. Jeden z kluczowych producentów przestaje być związany limitami wydobycia, co w dłuższym okresie może zwiększyć konkurencję między eksporterami - komentuje w odpowiedzi na pytania money.pl dr Jakub Bogucki, analityk e-petrol.pl.
Wśród konsekwencji dla rynku rysuje się więc większe ryzyko rozluźnienia dyscypliny produkcyjnej wśród innych krajów członkowskich, a także potencjalnie większa podaż ropy w przyszłości, jeśli ZEA zdecydują się zwiększyć wydobycie. Warto jednak wspomnieć, że wpływ krótkoterminowy będzie raczej ograniczony, dopóki sytuację 'stabilizują' czynniki geopolityczne - m.in. ograniczenia transportowe w Ormuzie oraz napięcia w regionie - tłumaczy ekspert.
W podobnym tonie dla agencji Reutera wypowiedział się Michael Brown z australijskiej spółki Pepperstone. Ocenił, że decyzja Emiratów to przełomowe wydarzenie dla globalnego rynku energii. Jednocześnie zastrzegł, że krótkoterminowe skutki będą prawdopodobnie stosunkowo ograniczone.
"Najważniejszym problemem dla rynku ropy naftowej nie jest produkcja, ale faktyczne dostarczanie produktu tam, gdzie jest potrzebny" - podkreślił Brown, nawiązując do blokady cieśniny Ormuz zarówno przez Iran, jak i USA.
I dodał, że decyzja ZEA o wycofaniu się z OPEC+ "niczego nie zmienia w tej kwestii".
Z wypowiedzi tych i innych komentatorów wynika więc wprost, że exodus Emiratów z OPEC i OPEC+ nie wpłynie na ceny paliw, dopóki szlak przez cieśninę Ormuz nie jest dostępny. A prawdopodobnie szybko się to nie zmieni.
"The Wall Street Journal" donosi w środę, że Trump polecił swoim współpracownikom przygotowanie się na długotrwałą blokadę cieśniny Ormuz przez amerykańską marynarkę wojenną. Dodajmy, że obecnie Iran otwiera przesmyk jedynie dla tych, którzy wniosą odpowiednią opłatę. Waszyngton stara się natomiast blokować irańskie porty, aby uderzyć w gospodarkę pod rządami ajatollahów i zmusić ich do ustępstw.
Czy OPEC jeszcze ma sens?
Decyzja Abu Zabi o wyjściu z karteli naftowych potęguje pytanie, czy OPEC ma jeszcze sens. Postawił je Iran, członek organizacji, gdy zaatakował infrastrukturę do wydobycia i eksportu ropy innych państw członkowskich.
- Członkostwo Iranu w OPEC nie jest aż tak problematyczne, jakby się mogło wydawać - przekonuje jednak w rozmowie z money.pl Marcin Krzyżanowski, ekspert ds. Bliskiego Wschodu z Warsaw Institute, były dyplomata w Kabulu i orientalista. - Natomiast wyjście z kartelu Zjednoczonych Emiratów Arabskich jest dla organizacji bardzo poważnym problemem, który być może na dłuższą metę zagrozi jego istnieniu - dodaje.
Ekspert zaznacza, że decyzja Abu Zabi to "bardzo poważny cios" w politykę Rijadu, czyli obecnie głównej siły w OPEC. Krzyżanowski zauważa, że ZEA zarówno w czasie obecnej wojny, jak i przed nią "wielokrotnie wchodziły na kurs kolizyjny z Arabią Saudyjską", chociażby w przypadku kształtowania polityki cenowej kartelu, polityki obydwu państw w Jemenie oraz w obszarze Rogu Afryki i basenu Morza Czerwonego.
- Nie dalej jak dwa miesiące temu siły saudyjskie bombardowały sojuszników, czy też proxy Zjednoczonych Emiratów Arabskich w Jemenie. I moim zdaniem w przyszłości będziemy mieli do czynienia z pogłębieniem się tego rozdźwięku między Rijadem a Abu Zabi. Do tego należy dodać kwestie coraz bliższych relacji z Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, z Izraelem, co też Saudyjczykom nie jest do końca w smak - mówi Krzyżanowski.
Więc niewykluczone, że w najbliższym czasie politykę państw Półwyspu Arabskiego i Bliskiego Wschodu będzie kształtował nie konflikt z Iranem, a konflikt saudyjsko-emiracki - prognozuje orientalista.
Krzyżanowski przy tym ocenia, że OPEC już jakiś czas temu przestało spełniać swoje podstawowe zadanie, czyli zapewniać kontrolę cen członkom kartelu. Wskazuje m.in. na sankcje nałożone na Iran, które de facto uniemożliwiały mu pełne członkostwo w OPEC i coraz więcej konfliktów w zakresie polityki cenowej między Arabią Saudyjską i Emiratami, a także między Saudyjczykami a Rosją, która jest członkiem OPEC+.
- I te sprzeczne interesy poszczególnych członków kartelu sprawiały, że zaczął on trzeszczeć w szwach i być może decyzja Emiratu o wyjściu z niego będzie początkiem końca albo co najmniej początkiem bardzo głębokiej transformacji tegoż - ocenia ekspert.
Sukces Trumpa
Brytyjski "Independent" przypomniał, że to nie jest pierwsze odejście z OPEC. Angola opuściła organizację na początku 2024 r. po sporze o limity, wcześniej zrobiły to Ekwador w 2020 r. i Katar w 2019 r. Tym razem stawka ma być jednak większa, bo ZEA przez lata inwestowały w zwiększenie swoich możliwości wydobywczych, do tego coraz wyraźniej sprzeciwiały się narzucanym limitom wydobycia.
Reuters ocenił, że wyjście ZEA z OPEC to "duże zwycięstwo prezydenta USA Donalda Trumpa", jak ocenił Reuters, przypominając, że amerykański przywódca w przeszłości oskarżał organizację o "oszukiwanie reszty świata przez zawyżanie cen ropy".
Z kolei katarska stacja Al-Dżazira widzi w decyzji Abu Zabi przejaw rosnącego kryzysu wiarygodności kartelu. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę grupa miała być postrzegana w Waszyngtonie jako mechanizm utrzymujący dyscyplinę cenową, która sprzyja rosyjskim wpływom z eksportu ropy.
Stacja przypomniała w swoim materiale, że administracja Donalda Trumpa wiązała amerykańskie wsparcie wojskowe w Zatoce z poziomem cen surowca. W takim ujęciu większa swoboda produkcyjna ZEA staje się także ważnym sygnałem wysłanym do Stanów Zjednoczonych.
Al-Dżazira dodała, że Emiraty próbują w ten sposób kupić sobie strategiczną przychylność Waszyngtonu dostawami ropy w chwili, gdy dotychczasowy system regionalnych sojuszy słabnie. Po bezpośrednich atakach Iranu na terytorium i żeglugę emiracką oraz przy otwartej konfrontacji z Arabią Saudyjską USA mają być już dla Abu Zabi nie preferowanym partnerem, lecz koniecznością.
"Independent" podkreślił w swoim tekście, że OPEC nie ma już takiej siły jak w 1973 r., gdy próbował użyć "broni naftowej" przeciw państwom wspierającym Izrael. Dziś kartel kontroluje ok. 25 proc. światowej podaży, podczas gdy wtedy była to ponad połowa. Mimo to, jak przypomniał dziennik, organizacja wciąż ma znaczenie, zwłaszcza że od 2016 r. działa szerszy sojusz OPEC+, obejmujący 59 proc. światowej produkcji, w tym Rosję.
"Spodziewamy się, że wzrost podaży ropy spoza OPEC w ciągu najbliższych dwóch lat pomoże zrównoważyć rynek i ograniczy wszelkie znaczące wzrosty cen ropy" - stwierdziła cytowana przez "The Independent" amerykańska Energy Information Administration.
Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową, jak brzmi po polsku pełna nazwa kartelu, istnieje od 1960 r. ZEA dołączyły siedem lat później. Jej celem jest kontrola podaży surowca, by utrzymywać jego cenę na satysfakcjonującym poziomie dla państw członkowskich.
Jacek Losik, dziennikarz money.pl