"Ktoś za to zapłaci". Eksperci o obietnicy premiera ws. cen paliw w Polsce
Premier zapowiedział, że Orlen "użyje dostępnych narzędzi", aby wzrost cen paliw nie był dotkliwy. Eksperci uważają jednak, że sztuczne ich zaniżanie nie wchodzi w grę. – Ktoś za to zawsze zapłaci – ostrzega Rafał Zywert, analityk z firmy Reflex. Adam Sikorski, prezes Unimotu, podkreśla, że "ceny nie mogą być oderwane od sytuacji na rynkach".
Średnia cena diesla po weekendzie podskoczyła o 41 gr na litrze, a litr benzyny 95 o 25 gr. Atak USA i Izraela na Iran, a także późniejsze działania odwetowe w całym regionie, zatrzęsły rynkiem ropy i paliw. Eksperci rynku paliw przewidują, że ceny paliw w Polsce zmierzają w stronę 7 zł za litr.
– Orlen użyje narzędzi dostępnych dla niego, też narzędzi - powiedziałbym - finansowych, na przykład związanych z marżą, tak, aby ewentualne skoki cen ropy na giełdach światowych nie odbiły się w sposób masywny i bardzo dokuczliwy na cenach paliwa w Polsce – zapowiedział premier Donald Tusk przed wtorkowym posiedzeniem rządu.
Benzyna E5 vs. E10 - bez panikowania oraz propagandy
"Tak czy inaczej, ktoś za to zapłaci"
Ta wypowiedź premiera szybko odbiła się na akcjach paliwowego giganta. Z jednej strony, taka interwencja to dobra wiadomość dla kierowców, którzy nie chcą, by tankowanie auta uderzyło ich po kieszeni. Z drugiej strony, eksperci ostrzegają, że ręczne sterowanie cenami kończy się źle.
– Ktoś za to zawsze zapłaci. Albo będzie to Orlen, albo kierowcy, albo i Orlen i sektor prywatny stacji paliw. Już dziś stacje franczyzowe Orlenu kupują od niego paliwo po 6,65 zł za litr w hurcie, więc sprzedają po 6,99 zł. Ale to samo paliwo 2 km dalej na stacji własnej Orlenu może być sprzedawane nawet po 6,39 zł – mówi money.pl Rafał Zywert, ekspert rynku paliw z firmy Reflex.
– Najlepszym rozwiązaniem jest pozwolić mechanizmom wolnorynkowym działać. Jakiekolwiek "grzebanie" przy nich z reguły rodzi problemy. Obserwowaliśmy to przed wyborami w 2023 r. Koszty były wysokie i zapłacił za to w głównej mierze Orlen – dodaje Rafał Zywert. Chodzi o mechanizm tzw. cudu na Orlenie.
Po zmianie władzy Orlen oszacował, że za rządów Daniela Obajtka narażono spółkę na 3,5 mld zł strat, zaniżając ceny paliw na stacjach przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi. Przypomnijmy, latem 2023 r. jako pierwsi informowaliśmy, że na "anomalię" w cenach paliw w Polsce zwrócili uwagę analitycy banku Goldman Sachs.
Podczas gdy w Czechach, na Słowacji i na Węgrzech ceny paliw latem rosły wraz ze zwyżką notowań ropy naftowej, to w Polsce ceny spadały. Sytuacja ta doprowadziła do tego, że kwitła turystyka paliwowa w Polsce. Nasi sąsiedzi chętniej tankowali u nas. Na efekty długo nie trzeba było czekać. Internet zalały zdjęcia kartek z informacją o "awarii" dystrybutorów na stacjach Orlenu w różnych częściach kraju.
Prezes Unimotu odczytuje słowa premiera inaczej
Adam Sikorski, prezes Grupy Unimot, nie uważa, by słowa szefa rządu były zapowiedzią ręcznego zaniżania cen na stacjach Orlenu.
– Odczytuję wypowiedź pana premiera jako apel do firm paliwowych, by zachowywały się odpowiedzialnie. Nie wyobrażam sobie, aby któryś z graczy na rynku zaczął dziś agresywnie spekulować cenami paliw, by zarabiać na tym całym zamieszaniu. Z drugiej strony, pamiętamy mechanizm węgierski i tzw. cud przy dystrybutorach. Nie sądzę jednak, aby to miało pójść w tym kierunku – stwierdza w rozmowie z money.pl.
Jego zdaniem jakakolwiek próba sztucznego zaniżania cen wbrew temu, co dzieje się dziś na światowych rynkach surowcowych i paliw gotowych, nie wchodzi w grę
– Biznes nie może pozwolić sobie, aby ceny były oderwane od sytuacji na rynkach w regionie i na świecie. Operatorzy stacji paliw mogą wypłaszczyć swoje marże, choć one dzisiaj i tak są niskie, rzędu 40 gr na litrze. Państwo ma mechanizmy, z których może skorzystać. To na przykład obniżenie podatku VAT na paliwa albo zwolnienie z obowiązku dodawania biokomponentów. Najważniejsze jest, aby rynek paliw pozostał stabilny – podkreśla Adam Sikorski w rozmowie z nami.
Według prezesa Unimotu rząd mógłby sięgnąć po właśnie takie narzędzia, jak czasowa obniżka podatku VAT na paliwa. Przypomnijmy, że stosowanie 8-proc. zamiast 23-proc. stawki VAT na paliwa było od 1 lutego 2022 r. elementem tarczy antyinflacyjnej w czasie pandemii COVID, utrzymanym po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Zwykła stawka została przywrócona od 1 stycznia 2023 r.
– Czysto teoretycznie załóżmy, że cena paliwa rośnie z 6 do 8 zł za litr. To oznacza, że z tytułu podatku VAT do budżetu państwa trafi o 40 gr na litrze więcej. Obniżenie stawki VAT pozwoliłoby na to, by do kasy państwa trafiło dokładnie tyle samo podatku, co przy poziomie 6 zł za litr. Jeśli państwo zrezygnuje z wyższych wpływów, a operatorzy trochę wypłaszczą jeszcze swoje marże, jest szansa na zamortyzowanie szoku cenowego. Jednak dziś sytuacja nie jest jeszcze na tyle krytyczna, by interwencja państwa była konieczna – ocenia prezes Unimotu.
Orlen odpowiada
O komentarz do wypowiedzi premiera redakcja money.pl zwróciła się także do Orlenu. Firma zapewniła, że "dąży do zapewnienia klientom najniższych możliwych cen paliw".
"Są one teraz jednymi z najniższych w Unii Europejskiej - czytamy w przesłanym do nas stanowisku. "Jednak Orlen nie funkcjonuje na rynku paliw samodzielnie - w 2025 roku 38 proc. zużywanego w naszym kraju oleju napędowego i 25 proc. benzyn pochodziło z importu, z rafinerii poza Polską. Dlatego poziom cen na krajowych stacjach kształtowany jest zarówno przez lokalnych producentów, jak również importerów sprowadzających paliwo zza granicy" - podkreśla Orlen w przesłanej nam odpowiedzi.
Już w poniedziałek spółka zapewniała, że "na bieżąco monitoruje sytuację geopolityczną na Bliskim Wschodzie oraz jej potencjalne konsekwencje dla globalnych rynków surowców energetycznych".
Marcin Walków, dziennikarz i wydawca money.pl