Ceny ropy odbijają się od ważnej granicy. Kolejne groźby Trumpa przeszkadzają spadkom
Ceny ropy naftowej osiągnęły poziomy najniższe od dwóch tygodni. Możliwe, że notowania kluczowych surowców utrzymałyby spadki, gdyby nie kolejna wypowiedź amerykańskiego prezydenta. Donald Trump ponownie zagroził bowiem Teheranowi "konsekwencjami". Eksperci kreślą scenariusze, wedle których fizyczne braki stają się coraz bardziej realne.
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump skierował w niedzielę ostre słowa do władz Iranu. W komunikacie w mediach społecznościowych polityk napisał, że dla tego kraju "zegar tyka" i wezwał do szybkiego działania. Zaraz po tym oświadczeniu rynki finansowe zareagowały spadkami wartości kontraktów na amerykańskie indeksy giełdowe oraz jednoczesnym wzrostem cen surowców.
Ropa Brent wybiła się ponad poziom 110 dolarów za baryłkę. Z kolei odmiana WTI kosztuje blisko 103 dolarów, co przeszkodziło w utrzymaniu się trendu spadkowego, który pozwoliłby utrzymać ceny surowców na poziomie najniższym od dwóch tygodni. Wykresy cen obu surowców charakteryzuje zresztą ogromna zmienność. Inwestorzy nerwowo reagują na każdy nowy nagłówek prasowy z rejonu konfliktu. W ciągu zaledwie trzech miesięcy amerykańska ropa podrożała o ponad połowę. Warto przypomnieć, że przed wybuchem konfliktu w Iranie eksperci mieli nadzieję, że ceny surowca zdołają ustabilizować się w przedziale 65-70 dolarów za baryłkę.
Bez odblokowania cieśniny ceny nie spadną
Wojna z udziałem Iranu trwa już jedenasty tydzień. Konflikt ten całkowicie odmienił sytuację na rynku energetycznym. Przed wybuchem walk analitycy obawiali się nadmiaru surowca. Obecnie głównym problemem są fizyczne braki w dostawach, ponieważ blokada Cieśniny Ormuz wciąż trwa. Ricardo Evangelista, starszy analityk w firmie ActivTrades, zauważa, że ta sytuacja eliminuje z rynku około jedną piątą globalnej produkcji ropy i gazu.
Międzynarodowa Agencja Energetyczna informuje, że od początku wojny światowe zapasy surowca skurczyły się o blisko ćwierć miliarda baryłek. Przedstawicielka firmy Vontobel, Kerstin Hottner, dodaje, że w niektórych państwach azjatyckich już teraz brakuje paliwa. Europa na razie unika tego problemu dzięki temu, że rządy zadecydowały o użyciu rezerw strategicznych.
Trzy scenariusze dla rynku paliw
Eksperci portalu Morningstar widzą trzy możliwe warianty dalszego rozwoju sytuacji. Pierwsza opcja to kryzys pod ścisłą kontrolą. W tym wariancie dyplomaci nadal prowadzą rozmowy, a cena baryłki oscyluje w przedziale od 100 do 120 dolarów. Drugi wariant zakłada eskalację konfliktu i ataki na infrastrukturę energetyczną. Wówczas, według analityków, ceny z łatwością przekroczą 125 dolarów. Trzecia droga to rozejm i powrót statków na szlaki handlowe.
Maurizio Mazziero, analityk rynków towarowych, uważa, że taki ruch zepchnie ceny poniżej 90 dolarów za baryłkę. Mimo to eksperci banku Goldman Sachs ostrzegają, że powrót do pełnej płynności dostaw zajmie wiele miesięcy, nawet jeśli pokój zapanuje natychmiast.
Wpływ na globalną inflację
Widmo przedłużającego się kryzysu naftowego budzi uzasadniony niepokój na światowych rynkach już od kilkunastu tygodni. Pod koniec lutego analitycy głośno ostrzegali, że ewentualne zaognienie konfliktu wokół Iranu może potężnie wstrząsnąć globalnym rynkiem paliw, biorąc pod uwagę strategiczną pozycję tego kraju w światowym wydobyciu. Dziś te obawy materializują się na naszych oczach, a przedłużająca się blokada szlaków handlowych staje się głównym motorem napędowym globalnej inflacji.
Gwałtowne wzrosty notowań zmuszają czołowe instytucje finansowe do bicia na alarm. Szef banku JPMorgan wprost ostrzegał rynki, że kolejne etapy wojny z udziałem Iranu grożą potężnym szokiem cenowym i wyjątkowo uporczywym utrzymywaniem się wysokich kosztów życia w wielu gospodarkach. Najnowsze dane makroekonomiczne zaledwie potwierdzają te prognozy – napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie skutecznie windują ceny surowców, co już teraz przekłada się na zauważalny powrót presji inflacyjnej w Europie.