Wyraźna zmiana tendencji. Takich danych z rynku pracy nie było od lat [ANALIZA]

Zapotrzebowanie na pracowników w Polsce ruszyło w górę. Na koniec II kwartału liczba wakatów była o ponad 3 proc. większa niż przed rokiem. I jest to największa zwyżka tego wskaźnika od czterech lat. Skutkiem ubocznym ożywienia na rynku pracy może być większa presja na wzrost wynagrodzeń, która grozi utrwaleniem inflacji.

Takich danych z rynku pracy nie było od 2022 r.Takich danych z rynku pracy nie było od 2022 r.
Źródło zdjęć: © Adobe Stock | ZipZapic.com
Grzegorz Siemionczyk

W połowie roku nad Wisłą było niespełna 99 tys. nieobsadzonych miejsc pracy, o 3,1 proc. więcej niż rok wcześniej. To pierwszy roczny wzrost tej miary popytu na pracowników od III kwartału 2024 r., a jednocześnie największy od II kwartału 2022 r.

Choć ta zwyżka może wydawać się symboliczna, oznacza wyraźną zmianę tendencji na rynku pracy. W poprzednich kwartałach liczba wakatów malała nawet o kilkanaście procent rok do roku.

Zapotrzebowanie na pracowników w Polsce ruszyło w górę
Zapotrzebowanie na pracowników w Polsce ruszyło w górę © money.pl | Angelika Sętorek

Taki sam obraz malują dane firmy Grant Thornton dotyczące nowych ogłoszeń o pracę publikowanych na 50 największych portalach rekrutacyjnych. W maju liczba takich anonsów zaczęła rosnąć w ujęciu rok do roku po kilkunastu miesiącach spadków. W II kwartale ukazywało się średnio 263,5 tys. nowych ogłoszeń miesięcznie, o niespełna 1 proc. więcej niż rok wcześniej.

W lipcu zwyżka sięgnęła 1,7 proc., a sierpień – jak wstępnie poinformowali nas autorzy badania – był pod tym jeszcze lepszy (oficjalne sierpniowe dane ukażą się we wtorek).


DLA CIEBIE
Morning Run Club by Opel Astra


Przemysł znów szuka pracowników

Dane Grant Thornton mają krótką historię, sięgającą 2019 r. Jak dotąd dobrze jednak współgrały ze statystykami GUS dotyczącymi liczby wakatów, które z kolei publikowane są ze sporym opóźnieniem (wykres powyżej). To pozwala oczekiwać, że widoczne w II kwartale ożywienie popytu na pracowników utrzyma się też w bieżącym kwartale.

Jedną z jego przyczyn jest poprawa koniunktury w przetwórstwie przemysłowym. W tej części sektora przemysłowego na koniec II kwartału GUS odnotował niemal 25 tys. wakatów, o 12,3 proc. więcej niż przed rokiem.

Wolnych miejsc pracy wyraźnie przybyło też w opiece zdrowotnej i pomocy społecznej (10 proc. rok do roku) oraz niektórych sekcjach usługowych. W administrowaniu oraz w działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej liczba wakatów wzrosła o ponad 8 proc. rok do roku.

Rosnące zapotrzebowanie na pracowników już zaczęło się przekładać na poziom zatrudnienia nad Wisłą.

W II kwartale, jak wskazują wstępne wyniki Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności, w Polsce pracowało ponad 17,2 mln osób, o 0,2 proc. (36 tys.) więcej niż rok wcześniej. Biorąc pod uwagę ten sam okres roku, nieco więcej pracujących było w Polsce tylko w latach 2022 i 2023. Ale spadek zatrudnienia od tamtego czasu z nawiązką tłumaczy odpływ pracowników z rolnictwa, gdzie najbardziej uwidaczniają się skutki starzenia się ludności.

Gdyby pominąć sektor rolniczy (wraz z leśnictwem i rybactwem), w II kwartale 2026 r. pracowało w Polsce blisko 16,2 mln osób, więcej niż kiedykolwiek wcześniej w tym samym okresie.

Zasięg bezrobocia zwiększył się tylko na papierze

Z tymi danymi trudno na pierwszy rzut oka pogodzić informacje o rosnącej wciąż liczbie osób bezrobotnych. W świetle BAEL w II kwartale osób, które nie miały pracy, ale jej aktywnie szukały i były gotowe ją podjąć, było nad Wisłą ponad 574 tys., o 72 tys. więcej niż rok wcześniej. To najgorszy wynik dla tego okresu od 2021 r. Liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotne na koniec II kwartału przekraczała zaś 900 tys. i była o przeszło 100 tys. wyższa niż rok wcześniej.

Wakatów jest dziś wprawdzie dużo mniej niż w przeszłości przy do
Wakatów jest dziś wprawdzie dużo mniej niż w przeszłości przy dobrej koniunkturze na rynku pracy, ale mniej jest też potencjalnych kandydatów do pracy © money.pl | Angelika Sętorek

Skokowy wzrost tej drugiej miary bezrobocia był, jak kilkakrotnie w money.pl tłumaczyliśmy, bezpośrednim skutkiem nowej ustawy o rynku pracy i służbach zatrudnienia, obowiązującej od czerwca 2025 r. Nowe przepisy pozwoliły osobom bezrobotnym rejestrować się w miejscu zamieszkania, a nie w miejscu zameldowania. Umożliwiły też uzyskanie statusu osoby bezrobotnej wszystkim rolnikom, a nie tylko tym, którzy posiadają niewielkie gospodarstwa.

Ze względu na to, że ustawa zmieniła też zasady wykreślania bezrobotnych z rejestrów, jej wpływ na liczbę takich osób – w porównaniach rok do roku – będzie widoczny nieco dłużej niż przez rok od momentu, gdy weszła w życie. Będzie jednak systematycznie słabł. W lipcu i sierpniu stopa bezrobocia rejestrowanego była o 0,4 pkt proc. wyższa niż przed rokiem, podczas gdy w poprzednich miesiącach tego roku zwyżki sięgały 0,6–0,8 pkt proc.

Zmiana przepisów nie powinna jednak teoretycznie wpływać na wyniki BAEL. Osoby bezrobotne zgodnie z definicją stosowaną w tym badaniu nie muszą bowiem spełniać żadnych administracyjnych wymogów, takich jak rejestracja w urzędzie pracy. Znaczenie mają tylko udzielone przez nie odpowiedzi na pytania z formularza. W praktyce część z ankietowanych, którzy na mocy nowej ustawy zarejestrowali się jako bezrobotni, mogła udzielić nieco innych odpowiedzi niż wcześniej, gdy w świetle BAEL uchodzili za biernych zawodowo lub pracujących na czarno.

Przykładowo, niektórzy bierni zawodowo mieszkańcy wsi, którzy otrzymali możliwość rejestracji jako bezrobotni, w BAEL muszą zadeklarować, że szukają pracy, przez co wpadają do grupy bezrobotnych, nawet jeśli w urzędzie pracy zarejestrowali się tylko po to, aby zyskać dostęp do ubezpieczenia zdrowotnego.

Rynek pracy wciąga biernych zawodowo

Osobną kwestią jest to, że odbicie zapotrzebowania na pracowników z pewnym opóźnieniem przekłada się na wzrost poziomu aktywności zawodowej. Osoby, które wcześniej były bierne zawodowo – nie miały pracy i jej nie szukały – przesuwają się do grona aktywnych zawodowo. Część z nich od razu zasila szeregi pracujących, część zaś bezrobotnych.

Zmiany popytu na pracowników z opóźnieniem przekładają się na po
Zwyżki popytu na pracowników zwykle skutkują - z pewnym opóźnieniem - wzrostem współczynników aktywności zawodowej Polaków. Część zaktywizowanych osób od razu znajduje pracę, część zaś najpierw powiększa grupę bezrobotnych © money.pl | Angelika Sętorek

W II kwartale współczynnik aktywności zawodowej – czyli udział pracujących lub bezrobotnych w całkowitej populacji – w grupie wieku 20-64 lata sięgnął 81,8 proc., co oznacza zwyżkę o 0,9 pkt proc. rok do roku. W tym samym okresie roku jeszcze nigdy nie był tak wysoki.

Rekordowy poziom 79,2 proc. osiągnął także współczynnik zatrudnienia, co potwierdza, że zwyżka liczby bezrobotnych była konsekwencją tego, że osób chętnych do pracy przybywało szybciej niż dostępnych miejsc pracy.

O tym, że poprawa koniunktury na rynku pracy nie uszła uwadze Polaków świadczyć może to, że od kilku miesięcy słabną ich obawy przed utratą zatrudnienia. W sierpniowym badaniu nastrojów konsumenckich różnica między odsetkiem respondentów, którzy spodziewali się wzrostu poziomu bezrobocia w horyzoncie 12 miesięcy, a odsetkiem respondentów oczekujących spadku poziomu bezrobocia, zmalała do 22,2 pkt proc. Mniejsza była poprzednio w grudniu.

Obawy przed utratą pracy zaczęły w ostatnich miesiącach słabnąć
Obawy przed utratą pracy zaczęły w ostatnich miesiącach słabnąć © money.pl | Angelika Sętorek

Tym razem rząd nie dołoży do pieca

Starzenie się ludności Polski i kurczenie się populacji osób w tzw. wieku produkcyjnym ograniczają przestrzeń do wzrostu zatrudnienia. To zaś oznacza, że dalszy wzrost zapotrzebowania na pracowników może skutkować przede wszystkim poprawą ich pozycji negocjacyjnej i przyspieszeniem wzrostu wynagrodzeń, a nie dużo większą liczbą pracujących.

To zjawisko już zaczyna się uwidaczniać. W czerwcu i w lipcu zwyżki przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw (obejmuje podmioty z co najmniej 10 pracownikami) przebiły oczekiwania większości ekonomistów. W drugim z tych miesięcy płace wzrosły o 6,8 proc. rok do roku, najbardziej od grudnia. Te niespodzianki przełożyły się na prognozy części analityków.

Przykładowo, ekonomiści z banku Pekao jeszcze wiosną spodziewali się, że w drugiej połowie tego roku przeciętne wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw będą rosły średnio w tempie 5,2 proc. rok do roku. Dziś oczekują wyniku powyżej 6 proc.

Jeśli w tych warunkach inflacja mocniej przyspieszy, na przykład w wyniku eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie i dalszego wzrostu cen ropy naftowej, może dojść do sprzężenia zwrotnego między inflacją a podwyżkami wynagrodzeń. Jak dotąd w tym roku siła nabywcza przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw rosła w tempie 3,3 proc. rocznie, co oznaczało powrót w okolice długoterminowej normy po dwóch znacznie bardziej udanych z perspektywy pracowników latach.

Skok inflacji do 4 a nawet 5 proc. rocznie, z którym trzeba się w najbliższych kwartałach liczyć, stłumiłby realny wzrost wynagrodzeń jeszcze bardziej. Na ciasnym rynku pracy pracownikom łatwiej wynegocjować podwyżki płac, które temu zapobiegną. Dołożyłoby się to jednak do presji inflacyjnej, szczególnie w usługach, tak jak działo się w latach 2023–2025.

Póki co nie jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz. W czwartek na konferencji prasowej po wrześniowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej przewodniczący tego gremium Adam Glapiński oceniał, że w przyszłym roku wzrost gospodarczy nad Wisłą zwolni wraz z wygasaniem boomu inwestycyjnego, co powinno zapobiec presji na wzrost płac i utrwaleniu się inflacji.

Prezes NBP podkreślał wprawdzie, że w 2027 r., roku wyborczym, rząd może mieć pokusę, aby złamać dyscyplinę płacową. Ale kluczowe decyzje polityczne, które mogą oddziaływać na dynamikę wynagrodzeń w przyszłym roku, już zapadły. Zarówno płaca minimalna, jak i wynagrodzenia w sferze budżetowej wzrosnąć mają o 3 proc. Będzie to więc raczej tłumiło presję płacową w innych sferach gospodarki niż ją podsycało.

Wybrane dla Ciebie