Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Agnieszka Zielińska
|
aktualizacja

Gorąco na rynku najmu. Chętnych jest więcej niż dostępnych ofert

Podziel się:

Rynek najmu ogarnęło szaleństwo. Zaczyna brakować ofert, a stawki czynszów poszybowały w górę. Chętnych na wynajem jest tak dużo, że właściciele mieszkań zaczynają urządzać castingi, aby wybrać pożądanego najemcę. W dodatku, aby je wynająć, trzeba spełnić warunki podobne jak w banku, włącznie ze sprawdzeniem wiarygodności finansowej. Sytuację komplikuje fakt, że wciąż obowiązuje zakaz eksmisji, co powoduje, że część właścicieli mieszkań wstrzymuje się z wynajmem.

Gorąco na rynku najmu. Chętnych jest więcej niż dostępnych ofert
Pomimo braku mieszkań na rynku, podaż nowych lokali szybko nie wzrośnie (WP, Agata Wołoszyn)

Wybuch wojny w Ukrainie i napływ uchodźców wygenerował niespotykany dotąd wzrost zainteresowania najmem mieszkań. Okazało się jednak, że dostępnych lokali jest dziś znacznie mniej niż chętnych.

Z najnowszych danych banku PKO BP wynika, że najmocniej, bo o ponad 70 proc., oferta mieszkań na wynajem zmniejszyła się we Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku i Lublinie. W Warszawie spadła o ponad połowę.

Sytuacja ta jest bezprecedensowa i znacząco odbiega od obserwowanych sezonowo wahań dostępności mieszkań na wynajem – napisali w raporcie analitycy banku.

W efekcie do dostępnych ofert zaczęły ustawiać się kolejki. Z kolei właściciele zaczęli urządzać coś w rodzaju castingów.

W ostatnim czasie poszukiwałem mieszkania. Z uwagi na chwilowe zamieszanie w moim życiu musiałem wynająć mieszkanie, na razie na kilka miesięcy. W praktyce okazało się to trudne, bo na rynku jest niewiele ofert. Gdy znalazłem odpowiednią, miałem wrażenie, że uczestniczę w castingu. Właściciel poinformował mnie, że ma wielu chętnych – opowiada money.pl pan Tomasz.

Nasz rozmówca starał się spełnić wszystkie żądania właściciela, w tym m.in. na dostarczenie oświadczenia w formie aktu notarialnego, gdzie dobrowolnie poddaje się egzekucji i na wskazanie innego mieszkania, w którym będzie mógł zamieszkać w sytuacji, gdyby musiał opuścić lokal z powodu np. niepłacenia czynszu. Jednak ostatecznie i tak kto inny go ubiegł.

Zainteresował się więc mieszkaniami na wynajem oferowanymi przez prywatne fundusze na rynku PRS.

Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo

Zobacz także: Ceny mieszkań wzrosną. "Nikt jeszcze nie wie o ile"

– I tym razem okazało się, że praktycznie wszystko jest wynajęte, ale zwolniło się jedno mieszkanie. W tym wypadku poczułem się z kolei jak w banku. Staranie się o status najemcy przypomina niemalże ubieganie się o kredyt. Niezbędne okazało się zaświadczenie o moich zarobkach i sprawdzenie mnie w BIK – mówi nasz rozmówca.

Okazuje się, że w ramach wstępnej procedury badany jest tzw. standing finansowy, co jest jednym z wymogów wynajęcia mieszkania.

Niestety większość lokali dostępnych w ofercie PRS jest już wynajęte. - Na początku firma zakładaliśmy, że pula mieszkań, która trafi do oferty, zostanie wynajęta w ciągu sześciu miesięcy. Dziś okazuje się, że ten okres trwał dwa razy krócej - komentuje Emil Górecki z firmy Echo Investment.

Obecnie spółka Resi4Rent należąca do Echo Investment ma ponad 2,3 tys. gotowych i wynajmowanych lokali w abonamencie, a w budowie i przygotowaniu jest blisko 6 tys. lokali. Docelowo do 2025 roku spółka będzie miała co najmniej 10 tys. lokali w sześciu największych polskich miastach — w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Gdańsku i Poznaniu.

Tymczasem jak wynika z danych firmy JLL, w ramach działających obecnie projektów PRS oferowanych jest łącznie 6,1 tys. mieszkań, a w budowie znajduje się 24,6 tys. lokali.

To jednak kropla w morzu potrzeb. Eksperci PKO BP w swojej najnowszej analizie spodziewają się, że w związku z wojną w Ukrainie część uchodźców zostanie w Polsce na dłużej. To — ich zdaniem — w perspektywie kilku lat wygeneruje dodatkowe zapotrzebowanie na ok. 230 tys. mieszkań.

Młodzi ludzie są zmuszeni, aby wynajmować

Mariusz Kurzac, dyrektor zarządzający w firmie Cenatorium, uważa, że rynek najmu zaczął się dynamicznie zmieniać od ubiegłorocznych wakacji.

– Jednak po wybuchu wojny w Ukrainie stawki najmu zaczęły rosnąć w tempie geometrycznym. Z grupy ponad 2,3 mln uciekinierów w większości miast wynajęły się praktycznie wszystkie wolne mieszkania. Wolny zasób mieszkań do wynajmu szacowny na ok. 50 tys. spadł praktycznie do zera. Stąd, jeśli coś jest wolnego, to znika w krótkim okresie – informuje.

Ekspert dodaje, że jednocześnie wzrost stóp procentowych spowodował spadek wiarygodności kredytowej o blisko 40 proc. głównie w grupie młodych osób. Znaczna część z nich jest więc zmuszona wynajmować, co daje dodatkowy impuls do rozwoju tego rynku.

Dlatego wzrost stawek najmu w większych miastach w Polsce wzrósł do 20 do 35 proc. i dalej rośnie. Wcześniej, jeśli jakaś lokalizacja miała stopę zwrotu ok. 5-6 proc., to dziś wynosi już 7-8 proc. rocznie. A za chwilę może zbliżyć się do 9-10 proc., czyli blisko obecnej stopy inflacji — komentuje Mariusz Kurzac.

Właściciele mieszkań są ostrożni

Z kolei zdaniem Tomasza Błeszyńskiego, eksperta rynku nieruchomości, obecnie rzeczywiście trudniej jest wynająć mieszkanie, ale niekoniecznie dlatego, że nie ma dostępnych lokali.

– Obecnie wielu właścicieli wstrzymuje się z wynajmem lub "wybiera" sobie najemcę. Ogromny popyt na najem mieszkań spowodował jednocześnie wzrost obaw o bezpieczeństwo najmu. Właściciele zaczynają być ostrożni. Podnoszą kaucję, czemu się nie dziwię – mówi.

Na ten problem zwrócił również uwagę Tomasz Narkun, analityk rynku nieruchomości, który napisał na Twitterze: "Normalne to nie jest. Już ponad 2 lata obowiązuje w Polsce zakaz eksmisji lokatorów. W okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego COVID-19 nie wykonuje się tytułów wykonawczych nakazujących opróżnienie lokalu mieszkalnego. Nie zostało to jeszcze odwołane" – napisał.

Taniej na rynku najmu już nie będzie

Zapytaliśmy więc Marka Grzelaka, rzecznika prasowego Krajowej Rady Komorniczej, czy potwierdza, że zakaz eksmisji nadal obowiązuje.

– Przepisy pandemiczne rzeczywiście wprowadziły regulacje dotyczące zakazu eksmisji z lokali mieszkalnych. Tymczasem w ostatnim czasie zniesiono praktycznie wszystkie ograniczenia dotyczące pandemii, ale o odwieszeniu zakazu eksmisji ktoś najwyraźniej zapomniał – wyjaśnia.

Jego zdaniem mamy więc w tym wypadku do czynienia z klasyczną "niedźwiedzią" przysługą, bo wcale nie chodzi o to, aby te eksmisje wykonywać, ale aby zapewnić właścicielom mieszkań prawo i możliwość przeprowadzenia eksmisji w sytuacji, gdy mają do czynienia z nieuczciwym najemcą.

– W efekcie rynek najmu to także odczuł. Z powodu tego, że nie zostało to zmienione wiele osób, które dysponuje lokalami i mogłyby je wynająć, wstrzymuje się z decyzją – uważa rzecznik Krajowej Rady Komorniczej.

Według niego państwo powinno dać gwarancję właścicielom, aby w sytuacji, gdy mają do czynienia z nieuczciwym najemcą, mieli prawo do orzeczenia sądowego, a w dalszej kolejności jego wykonania, czyli eksmisji.

Dlatego Krajowa Rada Komornicza zabiega o to, aby zakaz eksmisji znieść. Zwłaszcza że przepisy pandemiczne mówią, że jeszcze 90 dni po pandemii nie można wykonać eksmisji. Nakaz powinien być więc zniesiony, bo obecnie nie zapewniamy właścicielom nieruchomości odpowiednich praw, w sytuacji, gdy zdecydują się na najem swojego mieszkania — mówi nasz rozmówca.

Niestety, pomimo braku dostępnych mieszkań na rynku, ich podaż szybko nie wzrośnie. - Trwający od kilku lat boom na rynku nieruchomości powoli się kończy, a obecnie deweloperzy mają trudności z inwestycjami, m.in. dlatego, że w budownictwie zaczyna brakować rąk do pracy, bo część obywateli Ukrainy pracujących w tym sektorze wróciła do swojego kraju. Sprawdzianem dla rynku najmu będzie z kolei sierpień i wrzesień, gdy nowi studenci będą szukać stancji. Nie ma co jednak liczyć na to, że będzie taniej - podsumowuje Tomasz Błeszyński.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl