Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Marcin Walków
Marcin Walków
|
aktualizacja

LOT liczył na 8 mln pasażerów, ale ma kolejny problem. "Będziemy utrzymywać te trasy, które się da"

Podziel się:

Przed wybuchem wojny w Ukrainie mieliśmy nadzieję, że przewieziemy blisko 8 mln pasażerów w tym roku. Dziś nie jesteśmy w stanie stwierdzić, o ile trzeba te prognozy obniżyć - powiedział Rafał Milczarski, prezes Polskich Linii Lotniczych LOT. Dodał, że przez spowodowany agresją Rosji na Ukrainę kryzys narodowy przewoźnik musiał skasować niemal co dziesiąte połączenie.

LOT liczył na 8 mln pasażerów, ale ma kolejny problem. "Będziemy utrzymywać te trasy, które się da"
Rafał Milczarski, prezes Polskich Linii Lotniczych LOT (East News, Jacek Dominski/REPORTER)

Wojna w Ukrainie trwa od 24 lutego 2022 r. Przestrzeń powietrzna Ukrainy została zamknięta dla cywilnego ruchu lotniczego. Wskutek wcześniejszych sankcji europejskie linie lotnicze nie realizują lotów do, z i nad Białorusią. Teraz sankcje te objęły także Federację Rosyjską i spotkały się z reakcją w postaci zamknięcia rosyjskiego nieba dla linii lotniczych z Unii Europejskiej.

Musieliśmy skasować około 9 proc. naszych połączeń i zmienić przebieg tras. Rejsy na Daleki Wschód trwają od czterech do sześciu godzin dłużej. Nigdy nie przypuszczałem, że lot z Warszawy do Tokio będzie trwał ponad 14 godzin, a tak jest obecnie - powiedział Milczarski.

Dotychczas LOT, podobnie jak inni przewoźnicy z Europy, korzystał z tzw. Polar Routes, czyli najkrótszych tras na Daleki Wschód, prowadzących nad Syberią. Teraz musi omijać terytorium Federacji Rosyjskiej, lecąc m.in. nad Bułgarią, Turcją, Iranem, Afganistanem.

- Jeśli lot w obie strony przedłuża się o 4,5 godziny, 6 godzin, to wszystko się zaburza. Wcześniej byliśmy w stanie zrealizować lot do Tokio i z powrotem w ciągu 24 godzin, dziś już nie mieścimy się w jednej dobie. To wpływa na rotacje samolotów także na innych trasach - dodał Milczarski.

To właśnie połączenia dalekiego zasięgu są najbardziej zyskowne dla przewoźników sieciowych, takich jak LOT, którzy dowożą pasażerów na krótszych trasach do swojego hubu, a z niego większymi samolotami oferują loty transkontynentalne.

Czy w takim razie będą cięcia w siatce połączeń na Daleki Wschód?

Jedziemy wszyscy na tym samym wózku. W naturalny sposób odbywa się dostosowanie cen i warunków operacyjnych do okoliczności. Tak długo jak będzie popyt, będziemy utrzymywać te trasy, które się da - odpowiedział Rafał Milczarski.

Dalsza część artykułu znajduje się pod materiałem wideo

Zobacz także: Antonow An-225 w Rzeszowie. Nagranie z lądowania największego samolot świata

LOT liczy na pasażerów czarterów

W 2021 r. Polskie Linie Lotnicze LOT przewiozły ponad 4 mln pasażerów, rok wcześniej około 3 mln pasażerów. W 2019 r. narodowy przewoźnik przewiózł rekordową liczbę 10 mln pasażerów. Na początku 2022 r. LOT spodziewał się odbicia do 8 mln pasażerów na koniec roku. Wskutek wojny w Ukrainie koszty operacyjne spółki wzrosły o około 4 proc.

- Zamierzamy to przetrwać. Jesteśmy silni i zdeterminowani - zapewnił Milczarski.

W tym roku Polskie Linie Lotnicze LOT liczą na pasażerów czarterowych, czyli podróżujących na trasach wakacyjnych z biurami podróży.

Z niezrozumiałych dla mnie przyczyn LOT wycofał się z rynku czarterowego na początku ubiegłej dekady. Wróciliśmy na ten rynek i na nim pozostaniemy. W tym roku zaoferujemy około 700-800 tys. miejsc na połączeniach czarterowych, czyli trzykrotnie więcej niż w 2019 r. i dwukrotnie więcej niż w 2020 r. - dodał Milczarski podczas konferencji prasowej w Rijece w Chorwacji.

Znowu będzie potrzebna pomoc publiczna?

Zapytany o kondycję i wyniki finansowe prezes LOT-u odpowiedział, że te dane zostaną upublicznione dopiero po audycie sprawozdania finansowego za 2021 r. W pandemicznym 2020 r. strata netto Polskich Linii Lotniczych LOT wyniosła ponad 1 mld zł wobec 68,9 mln zł zysku rok wcześniej. Przewoźnik otrzymał też pomoc publiczną w wysokości blisko 3 mld zł. Czy w związku z kolejnym kryzysem wyciągnie rękę po więcej?

- Cały czas prowadzimy rozważania na ten temat, nie podjęliśmy decyzji. Mamy duży szacunek do środków publicznych i staramy się robić wszystko, by z pomocy publicznej nie korzystać i ją maksymalnie ograniczyć. Czy to będzie możliwe, dopiero się okaże - odpowiedział Milczarski dziennikarzom.

Marcin Walków, dziennikarz money.pl

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Źródło:
money.pl