Maseczki i dystans. Mandaty się sypią, ale chorych przybywa

Choć policja i sanepid sprawdzają wypełnianie obostrzeń covidowych i wlepiają kary, w autobusach, restauracjach czy sklepach widać, że nie wszyscy się nimi przejmują. Prawnicy mówią, że ich zdaniem powinno się zmienić wysokość kar. Jakie powinny być?

kontrolaPolicja kontroluje maseczki w tramwaju
Źródło zdjęć: © Policja
Katarzyna Izdebska-Białka

Część Polaków nie dostosowuje się do obostrzeń wprowadzonych na czas pandemii koronawirusa. Widać to w sklepach, zwłaszcza w małych, gdzie ludzie „wpadają na chwilkę” bez zakrytego nosa i ust czy w autobusach, gdzie o dystansie w godzinach, w których dojeżdża się do pracy i z pracy, przestano pamiętać.

Nie jest tak, że nie ma kontroli. Są. I są kary. Do 500 zł od służb mundurowych i do 30 tys. zł od sanepidu.

- Wystawiliśmy 16 tys. mandatów i ponad 6 tys. wniosków o ukaranie do sądu – powiedział Mariusz Ciarka, rzecznik komendanta głównego policji w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. Z kolei służby sanitarne nałożyły kary w wysokości 22 mln zł.

Materiał zrealizowany dla PGNiG z Forum Ekonomicznego w Karpaczu

Stefan Jacyno z Kancelarii Prawnej Wardyński i Wspólnicy uważa, że kary powinny być dotkliwe, ale „nie z sufitu”. Jego zdaniem powinno być to 1 tys.-2 tys. zł.

- Być może zostaną, podobnie jak w innych państwach, podniesione mandaty za brak maseczek - mówił jeszcze w lipcu rzecznik Ministerstwa Zdrowia, o czym pisaliśmy w money.pl. Bo choć obowiązek istnieje, to większość Polaków na co dzień zdaje się o nim nie pamiętać.

„Rzeczpospolita” zauważa też, że owszem, straż miejska nakłada kary za brak maseczek, ale sądy je uchylają. Unia Metropolii Polskich apeluje do rządu o przygotowanie precyzyjnych przepisów.

Wybrane dla Ciebie