Sieć rosyjskich wpływów w Europie. "Traktują te aktywa jako zamrożony przyczółek"
Po ponad czterech latach wojny przeciwko Ukrainie i 20 pakietach sankcji gospodarczych nałożonych na Rosję przez Unię Europejską wciąż w Europie funkcjonują firmy z rosyjskim kapitałem. To kluczowe rafinerie, zakłady chemiczne, czy elektrownie. - Rosjanie liczą na to, że Europa jeszcze wróci do współpracy - ocenia dr Szymon Kardaś.
Mimo trwającej przez ponad cztery lata agresji Rosji na Ukrainę i szerokich sankcji gospodarczych, jakie w związku z inwazją Zachód nałożył na Federację Rosyjską, w tym także prób rugowania rosyjskich wpływów w gospodarkach europejskich, wciąż nie brakuje firm z istotnym udziałem kapitału rosyjskiego prowadzących działalność w Unii Europejskiej.
Jak oszacowała agencja Moody's, liczba rosyjskich firm lub firm prowadzących działalność z istotnym udziałem kapitału rosyjskiego w Unii Europejskiej w 2026 r. wyniosła około 50 tys. Dotyczy to firm, które są co najmniej w 40 proc. własnością rosyjskich osób lub rosyjskich podmiotów, zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio.
Komisja Europejska nałożyła w sumie 20 pakietów sankcyjnych, za sprawą których ograniczono część rosyjskich aktywów, ale sankcje nie usunęły rosyjskiego kapitału z UE. Paradoksalnie, liczba firm z rosyjskim akcjonariatem w ostatnim czasie wzrosła.
Rosja uderzy w NATO? To różni kraje bałtyckie od Polski
Według analizy AML Intelligence największy wzrost miał miejsce od 2025 r. Jeśli jeszcze w styczniu w UE funkcjonowało 46 tys. takich firm, to już w czerwcu 2025 r. było ich 47 732. Na początku tego roku liczba sięgała już 49 085. To oznacza, że tylko od czerwca 2025 do stycznia 2026 przybyło 1353 firmy z rosyjskim udziałem.
Dla porównania, Moody's szacuje, że po inwazji na Ukrainę w 2022 r. w UE działało co najmniej 31 tys. firm kontrolowanych lub posiadanych przez Rosjan.
- To nie oznacza, że sankcje nie działają. To znaczy, że Rosja adaptuje się do nakładanych ograniczeń. Skumulowany efekt sankcji jest widoczny zarówno w kondycji rosyjskiej gospodarki, jak i szeregu działań podjętych jednak w UE wobec firm z rosyjskim kapitałem - zaznacza w rozmowie z money.pl dr Szymon Kardaś, analityk think tanku European Council on Foreign Relations.
Głównie energetyka, ale nie tylko
Najwięcej firm z rosyjskim akcjonariatem znajduje się w Bułgarii - dominują firmy działające na rynku nieruchomości i w Czechach - głównie firmy handlowe. Jak pisaliśmy w analizie money.pl, w połowie 2025 r. było ich: 13 346 w Bułgarii, 11 369 w Czechach, 3554 w Niemczech, 3058 na Łotwie i 2944 na Cyprze. W Polsce wskazywano na 865 takich firm.
W Polsce najgłośniejszy przykład dotyczy giganta branży chemicznej. 19,82 proc. akcji Grupy Azoty od lat pozostaje powiązanych z podmiotami należącymi do rosyjskiego biznesmena Wiaczesława Mosze Kantora. Istotne jest jednak to, że po rozpoczęciu wojny w Ukrainie aktywa te zostały objęte krajowymi sankcjami i zamrożone. Sama spółka Grupa Azoty zaznacza w komunikacie, że Kantor nie sprawuje i nigdy nie sprawował kontroli nad spółką, m.in. ze względu na brak wystarczająco dużego pakietu akcji.
Pakiet Wiaczesława Kantora w Azotach od lat stanowi problem dla kolejnych rządów. W 2012 r. należący do oligarchy Acron wywołał w Polsce alarm, gdy podjął próbę wrogiego przejęcia spółki - o czym niedawno mówił prezes Azotów Marcin Celejewski.
Podobny problem z rosyjskim akcjonariatem od lat mają Niemcy. Tu na pierwszy plan wysuwa się przykład rafinerii PCK Schwedt, która zaopatruje w paliwa Berlin, północno-zachodnie landy oraz berlińskie lotnisko. W tej kluczowej rafinerii 54 proc. akcji posiada rosyjski Rosnieft poprzez spółki zależne w Niemczech.
Faktem jest, że znajdują się pod niemieckim zarządem powierniczym. Po inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r. władze w Berlinie objęły powiernictwem niemiecki oddział Rosnieftu w zakładach w Schwedt, a w 2026 r. Niemcy przedłużyły ten nadzór bezterminowo. Pozostałe 37,5 proc. akcji obecnie należy do Shella. Włoski koncern Eni posiada 8,33 proc. udziałów.
Rosneft Deutschland (oraz RN Refining & Marketing) ma jednak udziały także w innych rafineriach. MiRo Karlsruhe Rosnieft wciąż utrzymał 24 proc. udziałów, a w zakładach Bayernoil Vohburg/Neustadt blisko 29 proc.
Podobnych przykładów jest więcej. W Niderlandach zakłady Zeeland Refinery w swojej strukturze właścicielskiej mają 45-procentowy udział rosyjskiego Lukoilu. TotalEnergies przejął pełną kontrolę operacyjną nad rafinerią, ale - według Reutersa - nie przejął udziałów Lukoilu.
Jak pisaliśmy w money.pl, rosyjskie firmy naftowe posiadają udziały w co najmniej 10 rafineriach w Europie. Część z nich została objęta restrykcjami po tym, jak 22 października USA nałożyły sankcje na największe rosyjskie koncerny naftowe Rosnieft i Łukoil oraz ich 34 spółki zależne.
Rumunia przyjęła przepisy pozwalające przejąć kontrolę nad aktywami firm objętych międzynarodowymi sankcjami. W praktyce status jest mieszany: działalność może być czasowo kontynuowana dzięki zgodom/wyjątkom, ale państwo ma narzędzia do ustanowienia specjalnego zarządu. Mowa tu o rafineriach Petrotel-Lukoil, Lukoil Romania, w tym sieci stacji i prawach do działalności offshore.
Władze bułgarskie wprowadziły zewnętrznego administratora do zakładów Lukoil Neftochim Burgas i Lukoil Bulgaria. Od listopada 2025 r. uprawnienia zarządcze zostały przeniesione na zewnętrznego zarządcę, a Lukoil deklarował kroki w kierunku sprzedaży aktywów
W Belgii, Francji, Danii czy we Włoszech działa rosyjska grupa NLMK powiązana z rosyjskim oligarchą Władimirem Lisinem. Sam Lisin nie został objęty sankcjami UE, więc aktywa nie są de facto zamrożone. Dodatkowo UE utrzymała czasowe wyjątki dla importu rosyjskich półproduktów stalowych.
W Austrii zarejestrowana jest spółka budowlana STRABAG SE. Również w niej udziały mają Rosjanie. Ich pakiet jest powiązany z Olegiem Deripaską za pośrednictwem spółek Rasperia. Akcje powiązane z Rasperią zostały zamrożone, a prawa z nich wynikające — w tym głosowanie — zawieszone. W marcu 2024 r. Deripaska poinformował austriacki koncern o sprzedaży kontrolowanej przez niego spółki.
Najbardziej kontrowersyjnym elementem współpracy państwa europejskiego z Moskwą jest układ węgiersko-rosyjski przy budowanej przez Rosjan elektrowni atomowej PAKS II. Będzie ona pierwszym obiektem jądrowym, który Rosatom zbuduje w Unii Europejskiej. Sama inwestycja według doniesień Onetu miała być od 2015 r. objęta nadzorem rosyjskich służb FSB pod kryptonimem "Awesta".
Zamrożony przyczółek
Jak wyjaśnia w rozmowie z money.pl dr Kardaś, zamrożenie aktywów, zarząd komisaryczny to wybiegi prawne, które stosują europejskie państwa, aby nie zastosować wobec rosyjskich aktywów nacjonalizacji.
- Wynika to głównie z obawy, że strona rosyjska może dochodzić swoich praw w związku z tą nacjonalizacją, a wówczas przegrany proces może skutkować wypłatą wielomilionowych kar. Wówczas do Rosji popłynęłyby kolejne środki na finansowanie działań wojennych czy zbrojeń - tłumaczy.
Podkreśla jednak, że nie widać szczególnej determinacji państw, by rugować rosyjski kapitał. - Wskazują na to kolejne wyłączenia spod sankcji dla poszczególnych firm. Przykład już dają same USA, które również odwlekają zakaz zawierania umów ws. sprzedaży aktywów Lukoil International, który posiada stacje w Ameryce - zaznacza analityk.
Jego zdaniem Rosja, jeśli nie znajdzie się pod ścianą, sama nie będzie dążyć do sprzedaży ich aktywów w europejskich firmach, nawet jeśli pozostają one zamrożone, albo pod zarządem komisarycznym i nie przynoszą zysków.
- Rosjanie liczą na to, że część krajów europejskich wróci do współpracy. Traktują jako zamrożony przyczółek. W tej logice sami nie będą chcieli się pozbywać tych aktywów. Szczególnie teraz, kilka lat od początku wojny. Chyba że nie będą mieli wyjścia albo zostaną wyrzuceni - podsumowuje dr Kardaś.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl