Trump chce haraczu w postaci Grenlandii. Ale UE ma w rękach "handlową bazookę"
Donald Trump marzy o przejęciu Grenlandii. To nie podoba się Europejczykom, więc amerykański przywódca zapowiedział nałożenie 10-proc. ceł na wybrane państwa UE. W odwecie Unia może użyć stworzonej na wypadek ekspansji Chin handlowej "bazooki". Co zakłada ten mechanizm?
- Czerwona linia została przekroczona. Ciągle jesteśmy świadkami nowych prowokacji, ciągle doświadczamy nowych antagonizmów, do których dąży prezydent Trump. My, Europejczycy, musimy jasno powiedzieć, że granica została osiągnięta - tak chęć aneksji Grenlandii przez USA skomentował niemiecki minister finansów Lars Klingbeil, cytowany przez agencję Bloomberg.
Niemcy są na cenzurowanym w Białym Domu razem z Danią, Norwegią, Szwecją, Francją, Holandią, Finlandią i Wielką Brytanią. Te europejskie kraje zdecydowały się w ostatnich dniach wysłać na Grenlandię grupy rozpoznawcze składające się łącznie z 37 żołnierzy, w tym 15 z Niemiec. Żołnierze Bundeswehry opuścili wyspę po dwóch dniach.
Zwiększona obecność europejskich wojsk na Grenlandii nie spodobała się Donaldowi Trumpowi. W odwecie zapowiedział nałożenie 10-proc. ceł na wyżej wymienione kraje, a jeśli sprawa wyspy nie zostanie rozwiązana do czerwca po myśli Białego Domu, to cła wzrosną do 25 proc.
Zatrudnia 10 tys. osób. Mówi, jak rozwiązać problem umów
"Groźby celne podważają stosunki transatlantyckie i niosą ryzyko niebezpiecznej spirali spadkowej. Nadal będziemy stać zjednoczeni i skoordynowani w naszej odpowiedzi. Jesteśmy zaangażowani w utrzymanie naszej suwerenności" - tak grupa ośmiu wymienionych wyżej państw we wspólnym oświadczeniu skomentowała zamiary prezydenta USA.
UE odpali "bazookę"?
Dalej chce pójść Emmanuel Macron, który proponuje użycie unijnej handlowej "bazooki", czyli instrumentu antyprzymusowego ACI (Anti-Coercion Instrument - przyp. red.). Wszedł on w życie 27 grudnia 2023 r. i zakłada ochronę UE i jej państw członkowskich przed wymuszeniem ekonomicznym ze strony państw trzecich. W tym kontekście USA, grożąc nałożeniem ceł, chcą wymusić zgodę na przejęcie kontroli nad Grenlandią będącą autonomicznym terytorium Danii.
Gdy opracowywano ten instrument, to zakładano, że może zostać użyty przeciwko Chinom. Pekin wywierał naciski gospodarcze na Litwę za bliższe relacje z Tajwanem. UE oceniła, że nie może pozwolić Chinom na osiągnięcie celów politycznych poprzez gospodarcze naciski. Nikt nie spodziewał się, że ACI mógłby zostać wykorzystany po raz pierwszy przeciwko USA - zauważa Szymon Zaręba z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Celem ACI jest powstrzymanie stosowania przymusu i - w razie potrzeby - zareagowanie na niego. Stąd określenie "handlowa bazooka". Elementem obrony w ramach tego instrumentu może być szykowany przez Brukselę pakiet ceł o wartości 93 mld euro.
Wachlarz opcji jest szeroki. To może być wielki pakiet ceł odwetowych, mogą to być ograniczenia płatności, nałożenie licencji eksportowych i importowych. W dyskusjach pojawia się też kwestia ograniczenia praw do własności intelektualnej. Nie brakuje głosów, żeby zablokować przekazywanie danych osobowych za ocean, co uderzyłoby przede wszystkim w big techy - twierdzi Zaręba.
Ponadto UE mogłaby ograniczyć amerykańskim firmom dostęp do kontraktów i zamówień publicznych w Europie.
To znacznie poważniejszy cios niż zwykłe bicie niszowych amerykańskich firm, takich jak Harley-Davidson, z wyższymi cłami importowymi - twierdzi Bloomberg.
Zaręba wskazuje, że nie sposób obecnie ocenić powagi konsekwencji użycia "bazooki" wobec amerykańskich firm. Podkreśla, że ograniczenie płatności między USA a UE jest teoretycznie możliwe, ale miałoby "bardzo poważne konsekwencje ze względu na zbyt duże powiązania pomiędzy rynkami kapitałowymi".
- UE ma świadomość, że blokowanie transferów finansowych między dwoma podmiotami mogłoby poważnie uderzyć także w interesy Europejczyków. W ostatnim czasie popularne stało się inwestowanie w amerykańskie spółki - zaznacza ekspert PISM. - Użycie instrumentu ACI to miecz obosieczny. Dlatego część krajów będzie przeciwna jego wykorzystaniu. Na tej wojnie handlowej stracą jedni i drudzy - kontynuuje.
Będą liczyć "szable"
Zanim dojdzie do użycia "bazooki", Komisja Europejska musi przeprowadzić śledztwo trwające zazwyczaj około czterech miesięcy. Kierując się jego wynikami, KE zaproponuje państwom członkowskim przyjęcie stanowiska, zgodnie z którym doszło do wymuszenia ekonomicznego.
Następnie, żeby uzyskać zgodę na wyciągnięcie "bazooki", potrzebna jest większość kwalifikowana, czyli poparcie minimum 55 proc. państw członkowskich reprezentujących co najmniej 65 proc. ludności UE. W dalszym kroku Unia rozmawia z państwem trzecim, w jaki sposób rozwiązać spór przy pomocy negocjacji, mediacji czy arbitrażu. Fiasko rozmów może zmusić KE do odpalenia "bazooki". Cały proces może trwać miesiącami.
Zaręba zwraca uwagę, że ACI zakłada też kompensacje wobec państw, którym zostaną wyrządzone szkody przez państwo trzecie w związku z zastosowaniem środków przymusu. Nie wiadomo, czy odszkodowanie byłoby skuteczne, ile czasu potrzeba na zwrot środków i przede wszystkim, jak miałby działać ten mechanizm. Czy powstałby specjalny fundusz zasilany przez np. wyższe podatki nałożone na amerykańskie firmy?
- W mediach pojawiają się głosy, żeby zamrozić amerykańskie aktywa w UE, chociażby te ulokowane w Europie przez Fed, w celu dywersyfikacji rezerw walutowych. Jednak takie wykorzystanie środków nie udało się nawet w kontekście Rosji. A Trump uznałby, że jest to krok wrogi wobec USA - tłumaczy Zaręba.
I dodaje: - To wysoki poziom spekulacji, ale UE mogłaby nawet wykorzystać odsetki od tych aktywów. Teoretycznie jest to możliwe, chociaż w praktyce nie wierzę, że Bruksela zdecyduje się na taki krok.
Działanie Trumpa może pogrzebać porozumienie osiągnięte w lipcu 2025 r. Wówczas szefowa KE Ursula von der Leyen oraz prezydent USA podpisali porozumienie handlowe zakładające, że cła na import towarów z UE sięgną 15 proc. W odpowiedzi Wspólnota nie wprowadzi dodatkowych opłat na amerykański eksport.
- To porozumienie określano jako mniej korzystne dla UE z lekkim uprzywilejowaniem USA. Bruksela wykazała jednak dobrą wolę, żeby dostosować się do oczekiwań Waszyngtonu. To była jednak dżentelmeńska umowa, która przestanie teraz obowiązywać - twierdzi Zaręba.
Wkurzona Europa i list Trumpa
- To kolejny raz, gdy amerykański prezydent stosuje środki przymusu, więc cierpliwość się skończyła. Najbardziej skandalicznym elementem gróźb Trumpa jest podważanie integralności terytorialnej danego państwa. Dania po prostu chce chronić swoje terytorium - uważa Zaręba.
Dla Europy spór o Grenlandię wykracza poza zagadnienie prawno-gospodarcze. To kwestia dalszego funkcjonowania UE oraz NATO, fundamentów położonych pod obecnie istniejący porządek międzynarodowy, który Trump raz za razem próbuje burzyć. Aneksja Grenlandii przy dezaprobacie organizacji międzynarodowych oraz samych Grenlandczyków może doprowadzić do wzrostu antynatowskich i antyunijnych nastrojów.
Z pęknięcia w UE cieszy się Kiriłł Dmitrijew - bliski współpracownik Władimira Putina oraz wysłannik rosyjskiego przywódcy ws. negocjacji o zakończeniu wojny z Ukrainą. "Szybka kapitulacja, zgodnie z przewidywaniami" - napisał Dmitrijew na portalu X w kontekście szybkiego ustąpienia UE pod presją USA w konflikcie dotyczącym prób aneksji Grenlandii. Rosyjska propaganda już pisze o "konflikcie" na Zachodzie.
Bloomberg opublikował list, który Trump miał wysłać do norweskiego premiera Jonasa Gahra Støre. Amerykanin miał napisać w nim, że Norwegia nie przyznała mu Pokojowej Nagrody Nobla "za powstrzymanie ośmiu wojen", więc Trump "nie czuje już obowiązku myślenia wyłącznie o pokoju". Ponadto Trump zakwestionował nie tylko kwestię tego, czy Dania jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo Grenlandii, ale również to, czy w ogóle ma do niej prawo.
Trump regularnie podbija stawkę. Ktoś powie, że handluje jak biznesmen, ale to wygląda jak haracz, bo grożąc siłą chce przejąć całą wyspę. Niestety robi to prezydent USA, czyli państwa, które dotychczas łączyły z Europą bardzo bliskie relacje. Skutkiem tych nacisków może być przyspieszenie kroków, by uzyskać europejską niezależność wojskową od USA w ramach NATO lub niezależnie od niego. Rozumiem te postulaty, biorąc pod uwagę szantaż z Waszyngtonu - mówi Zaręba.
Analityk PISM zastanawia się, jak zachowają się Chiny.
- Chiny mogą szukać zbliżenia z UE, tak jak próbują go z innymi państwami. Kanada już zapowiedziała z nimi partnerstwo jako pewną alternatywę dla USA. Nie jest wykluczone, że Pekin będzie szukał porozumienia z UE w sprawie redukcji ceł i innych ograniczeń wprowadzonych w ostatnich latach, np. na samochody elektryczne - podsumowuje Zaręba.
Felietonista Bloomberga Lionel Laurent ocenia, że "jeśli status sojusznika Ameryki oznacza podporządkowanie się handlowe i technologiczne, a nie hojne wsparcie w stylu zimnej wojny, to lepiej będzie się od niego uwolnić".
Francuski dziennikarz pisze też o "arogancji i niepotrzebnej agresji Trumpa" względem Grenlandii. I zauważa, że Kanada zbliżyła się do Chin, chociaż to z USA dzieli granicę. "W dzisiejszym Białym Domu rzeczywistość wyprzedziła fikcję. Europejskie myszy muszą szybko odnaleźć w sobie wewnętrzne tygrysy" - podsumowuje.
Piotr Bera, dziennikarz money.pl