ZEA wychodzą z OPEC. Eksperci oceniają skutki. Co teraz z cenami ropy?
Zjednoczone Emiraty Arabskie poinformowały o opuszczeniu organizacji OPEC oraz formatu OPEC+. - Decyzja ZEA może oznaczać większą zmienność cen - ocenia Sebastian A. Roy, ekspert z Banku Pekao. - Porozumienie OPEC+ przez długi czas zmuszało kraj do utrzymywania wydobycia wyraźnie poniżej możliwości technicznych - wskazuje z kolei Daniel Kostecki z CMC Markets.
Decyzja władz w Abu Zabi zapadła w wyjątkowo trudnym momencie dla rynków. Światowa gospodarka mierzy się obecnie z historycznym szokiem energetycznym, który wywołał konflikt zbrojny z udziałem Iranu. To ogromna zmiana rynkowej optyki w porównaniu z sytuacją z początku marca, kiedy oczekiwano zgodnego, wyprzedzającego zwiększenia produkcji przez państwa zrzeszone w kartelu w celu ustabilizowania cen. Obecnie sytuacja na Bliskim Wschodzie mocno zdestabilizowała globalny handel surowcami.
Ekspert o reakcji rynków
O rynkowe konsekwencje tego ruchu zapytaliśmy specjalistę. W rozmowie z money.pl sytuację analizuje Sebastian A. Roy, ekspert z Departamentu Analiz Makroekonomicznych.
Ile gwiazdy płacą za wywiad? Prezes UOKiK ujawnia i zapowiada kontrole
Modus operandi OPEC polegał na kontroli podaży w celu oddziaływania na ceny ropy naftowej i umożliwiania państwom-eksporterom osiągania dodatkowych zysków. Wyjście ZEA z OPEC będzie się więc wiązało jednocześnie z osłabieniem pozycji przetargowej organizacji i z prawdopodobnymi próbami zwiększenia eksportu ropy przez ZEA – wskazuje dla money.pl.
Ekspert zwraca uwagę na natychmiastową reakcję giełd towarowych. – W perspektywie ultrakrótkiej (intraday) na rynku ropy Brent doszło do korekty o 2 dolary na baryłkę. Rynki wyceniły informację o wyjściu ZEA z OPEC jako pozytywny sygnał, potencjalnie oddziałujący w stronę zwiększenia podaży i obniżki cen – dodaje analityk.
W dłuższym horyzoncie czasowym sytuacja może przynieść rynkom nowe wyzwania. – W perspektywie średniookresowej decyzja ZEA może oznaczać większą zmienność cen na rynku, gdyż OPEC straci część zdolności do łagodzenia szoków rynkowych. Obecnie Arabia Saudyjska będzie jedynym członkiem OPEC z istotniejszymi wolnymi mocami produkcyjnymi – tłumaczy ekspert.
Pytany o rynek walutowy i szerszy kontekst geopolityczny, specjalista tonuje nastroje. – Reakcja rynków FX (rynki całodobowej wymiany walut przez instytucje - przyp. red.) pozostaje umiarkowana. Pamiętajmy, że – nawet poza OPEC – ZEA pozostaną eksporterem ropy. Warto też odnotować, że napięcia między ZEA a Arabią Saudyjską dotyczące polityki wydobywczej trwają już dłuższy czas – podsumowuje Sebastian A. Roy.
Zdaniem Daniela Kosteckiego, głównego analityka rynkowego w polskim oddziale CMC Markets, wyjście Zjednoczonych Emiratów Arabskich z OPEC i OPEC+ wygląda przede wszystkim na próbę odzyskania swobody wydobycia po latach napięć wokół limitów produkcji. – W tle widać też szerszy spór o wpływy w Zatoce, rosnące ambicje Abu Zabi po rozbudowie mocy wydobywczych oraz zmęczenie modelem, w którym państwo inwestuje miliardy dolarów w nowe moce, a potem nie może ich w pełni wykorzystać – stwierdza w komentarzu dla money.pl.
Najważniejszy powód wydaje się czysto ekonomiczny. ZEA od lat zwiększają moce wydobywcze poprzez Abu Dhabi National Oil Company i chcą dojść do poziomu 5 mln baryłek dziennie do 2027 r. Problem polega na tym, że porozumienie OPEC+ przez długi czas zmuszało kraj do utrzymywania wydobycia wyraźnie poniżej możliwości technicznych. Reuters i S&P Global już wcześniej wskazywały, że właśnie ZEA należą do tych producentów, którym najbardziej ciąży przymus trzymania dużej rezerwy mocy poza rynkiem – wskazuje ekspert.
Jednocześnie zauważa, że ZEA od lat naciskały na wyższy limit wydobycia, argumentując, że ich realne możliwości są większe niż to, co uznaje grupa. W czerwcu 2024 r. udało się wywalczyć podwyższenie limitu, ale najwyraźniej nie rozwiązało to problemu na trwałe. Trzeci element, na który wskazuje ekspert CMC Markets, to polityka regionalna. – Dzisiejsze doniesienia Reutersa, AP i The National pokazują, że decyzja zapadła bez konsultacji z Arabią Saudyjską. To może wskazywać, że sprawa nie dotyczy już wyłącznie technicznych limitów wydobycia, ale także rosnącej samodzielności Emiratów wobec Rijadu – podkreśla.
W krótkim terminie wpływ na realną podaż może być ograniczony, bo wojna z Iranem i napięcia w Cieśninie Ormuz nadal utrudniają logistykę eksportu z regionu. ZEA same podkreślają, że ewentualne dodatkowe baryłki będą trafiały na rynek stopniowo i w sposób wyważony. To może oznaczać, że sam komunikat ma dziś większe znaczenie polityczne niż podażowe. W średnim terminie konsekwencje mogą być już znacznie większe. Jeśli ZEA odzyskają pełną swobodę wydobycia, mogą próbować szybciej monetyzować rozbudowane moce produkcyjne. To zwiększa ryzyko presji na spadek cen ropy, zwłaszcza jeśli napięcia wojenne osłabną i wróci większa przepustowość eksportowa przez Ormuz – wskazuje Daniel Kostecki.
To jednak nie wszystko. W ocenie eksperta wyjście jednego z kluczowych producentów Zatoki osłabia wiarygodność całego mechanizmu koordynacji podaży. – Jeżeli inni producenci uznają, że większą wartość ma elastyczność krajowa niż dyscyplina grupowa, rynek może zacząć dyskontować słabszą zdolność kartelu do bronienia cen w przyszłości – pisze w komentarzu.
Po blisko 60 latach członkostwa, Abu Zabi oficjalnie stawia na pełną suwerenność energetyczną, co de facto kończy erę bezwzględnej dominacji kartelu nad podażą ropy naftowej. Oficjalne stanowisko Ministerstwa Energii ZEA nie pozostawia złudzeń: priorytetem stał się interes narodowy oraz konieczność uelastycznienia polityki produkcyjnej, która do tej pory była ograniczana przez sztywne i często nieadekwatne do potencjału Emiratów kwoty wydobywcze - zwraca z kolei uwagę Dominik Baldowski, analityk rynkowy Finax.
Co z cenami ropy? "Plany zwiększenia wydobycia z obecnych 4 mln do 5 mln baryłek dziennie do 2027 r. oznaczają, że na rynek trafi znacząca, dodatkowa podaż. W perspektywie długoterminowej, jak słusznie już zauważają analitycy rynkowi, m.in. z UBS, odejście tak kluczowego gracza drastycznie osłabia zdolność OPEC do obrony wysokich cen ropy w okresach globalnego spowolnienia gospodarczego. "Parasol ochronny" kartelu staje się dziurawy, a mechanizm "OPEC Put" – czyli interwencyjne cięcia produkcji w celu ratowania cen – traci swoją dotychczasową skuteczność" - pisze Baldowski dla money.pl.
Rozłam w kartelu
Arabia Saudyjska pełni rolę nieformalnego lidera kartelu. Rijad dysponuje ogromnymi rezerwami mocy produkcyjnych. Taka sytuacja pozwala Saudyjczykom stabilizować lub stymulować globalne ceny surowca. Decyzje tego państwa o cięciach lub zwiększaniu produkcji nadają ton całej polityce energetycznej grupy. Wpływają one bezpośrednio na nastroje inwestorów na giełdach od Nowego Jorku po Tokio.
Zjednoczone Emiraty Arabskie stanowiły dotychczas drugi kluczowy filar organizacji. Władze tego kraju od dawna pompują kapitał w rozbudowę własnej infrastruktury naftowej. Dodatkowo twardo negocjowały zwiększenie swoich limitów wydobycia. Agencja Reutera podkreśla, że wśród głównych powodów rozłamu znajdują się plany ZEA. Kraj ten chce wdrożyć nowe moce produkcyjne i dostosować swój system do obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Eskalacja napięć geopolitycznych
Sytuacja wewnątrz kartelu stawała się zresztą coraz bardziej napięta na przestrzeni ostatnich miesięcy, głównie za sprawą eskalacji zbrojnej. Kiedy rynki zaczęły realnie wyceniać ryzyko zablokowania strategicznej cieśniny Ormuz, stało się jasne, że dotychczasowa, sztywna polityka wydobywcza będzie musiała ulec weryfikacji. Znaczna część surowca z powodu obaw logistycznych i nakładanych sankcji zaczęła po prostu zalegać w tankowcach na morzu.
Ten zator uderzył rykoszetem w gospodarki państw regionu. Dobitnie pokazały to wydarzenia z marca, gdy okazało się, że z powodu blokady korytarzy eksportowych Kuwejtowi oraz częściowo samym Emiratom zaczyna brakować miejsca w magazynach. W takich uwarunkowaniach geopolitycznych dla decydentów w Abu Zabi fundamentalne stało się pytanie o to, jak długofalowo zachowają się ceny paliw i ropy po ataku na Iran. Wyjście ze struktur OPEC to w tym kontekście pragmatyczna próba odzyskania całkowitej niezależności w zarządzaniu własnym przemysłem naftowym w czasach potężnej niepewności.
Anwar Gargash, doradca prezydenta ZEA do spraw dyplomacji, zabrał głos w tej sprawie podczas Gulf Influencers Forum. Zaznaczył on, że kraje regionu wspierały się logistycznie, ale ich pozycja polityczna i militarna okazała się słaba. Rozstanie z polityką Rijadu niesie ryzyko wstrząsów. Choć w ujęciu krótkoterminowym analitycy odnotowali korekty spadkowe, to we wtorkowe popołudnie ropa Crude WTI kosztowała niemal 100 dolarów za baryłkę, a ropa Brent przekroczyła poziom 104 dolarów.