"Elektryki" zyskają na popularności? "Mówię to jako prezes firmy naftowej"
- Myślę, że ten kryzys doprowadzi do tego, że w perspektywie średnio- i długoterminowej ropa i gaz stracą. Bo one straciły bardzo mocno reputacyjnie, w postaci takiej, że wiemy już dziś, przerobiliśmy to w ciągu ostatnich czterech tygodni, jak te surowce są narażone na sytuację geopolityczną. Nie można tego porównać z wydobyciem węgla, gdzie dostawy są bardziej rozproszone, bo mamy Kolumbię, RPA, w Polsce wcale niemało produkujemy, mamy Australię i wiele innych krajów. A jednak ropa i Zatoka Perska i cieśnina Ormuz okazała się mocnym tematem - mówił w "Biznes Klasie" Adam Sikorski, prezes zarządu Unimot S.A.
Do rozmowy doszło jeszcze przed piątkowym odblokowaniem cieśniny przez Iran. - Nie mówię o ładowaniu publicznym, natomiast dzisiaj samochód elektryczny, który możemy ładować z własnej instalacji domowej czy garażowej, wychodzi ciekawie. To jest naprawdę tanie w stosunku do 7-8 zł za litr benzyny. Oczywiście samochód elektryczny jest dalej droższy w zakupie. Ale jest przykład gazu LPG: 25 lat temu nikt go nie promował, bo ekonomia go sama promowała. I teraz wydaje się, że ta sytuacja spowodowała, że samochody elektryczne nie będą potrzebowały żadnego wsparcia - dodał Sikorski.
- Zakładam, że prawdopodobieństwo tego, że nie będzie prądu w gniazdku, jest przy tej sytuacji na światowym rynku naftowym mniejsze, szczególnie przy polskim miksie energetycznym, niż tego, że może nam zabraknąć paliwa na stacjach. Największym wygranym obecnej sytuacji są samochody elektryczne, a mówię to jako prezes cały czas firmy naftowej - ocenił.