Paliwa drożeją, rząd reaguje. To nie rozwiązuje problemu [OPINIA]
Rządowy pakiet "Ceny Paliw Niżej" ma obniżyć ceny na stacjach i ograniczyć nadmiarowe zyski branży paliwowej. To odpowiedź na wzrost cen ropy po zakłóceniach dostaw, ale też punkt wyjścia do szerszej dyskusji o uniezależnieniu Polski od paliw kopalnych i rozwoju elektromobilności – pisze Michał Hetmański w opinii dla money.pl
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Rządowy pakiet "Ceny Paliw Niżej", przyjęty ekspresowo przez parlament i podpisany przez prezydenta, zasługuje na poparcie. Czy wyciągnęliśmy lekcję z poprzedniego kryzysu? Nieskoordynowane mrożenie cen sprzed kilku lat nadmiernie obciążyło budżet i nie zapobiegło wysokim zyskom importerów paliw kopalnych. To sektor, który na takich kryzysach zarabia. Potrzebny jest jednak także most do gospodarki, w której Polska nie jest zakładnikiem cieśniny Ormuz.
Kiedy diesel kosztuje rekordowe 8,69 zł za litr, a benzyna zbliża się do siedmiu złotych, trudno nie szukać alternatywy. W aucie elektrycznym koszt przejechania dystansu odpowiadającego "litrowi" paliwa z domowego gniazda to dziś ok. 3 zł (w zależności od taryfy). Polska ma w tym wyścigu niezłą pozycję startową – pod Wrocławiem działa jedna z największych w Unii Europejskiej fabryk baterii litowo-jonowych LG Energy Solution o mocy do 115 GWh, a sektor bateryjny odpowiada za blisko 2 proc. naszego eksportu. To nie jest ideologia – to biznes.
"Mamy szansę na przełom". Polacy chcą usprawnić diagnozowanie chorób serca
Ropa drożeje, rząd reaguje
Przypomnijmy fakty. Pod koniec lutego doszło do eskalacji napięć na linii USA–Izrael–Iran, której efektem było czasowe zakłócenie transportu przez cieśninę Ormuz – kluczowy szlak dla globalnych dostaw ropy. Międzynarodowa Agencja Energetyczna określiła tę sytuację jako jedno z największych zakłóceń dostaw na rynku ropy. Cena baryłki Brent wzrosła z ok. 70 do ponad 110 dolarów w ciągu trzech tygodni. Polacy widzą to przy dystrybutorze – a firmy paliwowe korzystają na wyższych marżach.
W tej sytuacji rząd sięgnął po trzy narzędzia: obniżkę VAT z 23 do 8 proc., redukcję akcyzy do unijnego minimum oraz mechanizm ceny maksymalnej. Łącznie oznacza to spadek cen o szacowane ok. 1,20 zł na litrze, czyli – dla przeciętnego kierowcy tankującego dwa–trzy razy w miesiącu – od 100 do 200 zł oszczędności.
Ale prawdziwą odwagą jest czwarty element: prewencyjny podatek od nadmiarowych zysków branży paliwowej. Prewencyjny – bo nie czeka, aż firmy zgromadzą miliardowe nadwyżki kosztem konsumentów, lecz działa wyprzedzająco.
I tu nasuwa się lekcja z 2022 roku. W trakcie poprzedniego kryzysu energetycznego rząd wskazywał na wysokie marże w sektorze energii, a zamrożenie cen przyszło z opóźnieniem – gdy zyski były już znaczące. Skala nadmiarowych zysków była szacowana na ponad 13 mld zł. Obecne podejście zakłada reakcję wcześniej – zanim koncerny przyzwyczają się do wojennych marż. To potencjalnie tańsze dla budżetu i bardziej odczuwalne dla obywateli.
Spór o reakcję na kryzys
Nie wszyscy się z tym zgadzają. Główny ekonomista Pracodawców RP Kamil Sobolewski porównał pakiet do dawania ryby zamiast wędki – zamiast krótkoterminowych obniżek lepsze byłyby inwestycje w transport publiczny, pracę zdalną czy wymianę aut. To argument, który brzmi rozsądnie, ale pomija skalę bieżącego problemu. Gdy ceny paliw rosną gwałtownie, reakcja musi być natychmiastowa.
Warto przy tym pamiętać, że Pracodawcy RP zrzeszają przedsiębiorstwa z różnych sektorów, w tym energetycznego. Postulat ograniczania konsumpcji, zamiast regulacji marż może być więc odbierany jako korzystny dla części branży. Jednocześnie trudno oczekiwać, że program wymiany aut wpłynie na ceny paliw jeszcze w tym kwartale.
W jednym Sobolewski ma jednak rację: długoterminowo Polska musi zmniejszyć zależność od ropy. I tu wracamy do elektryfikacji. Chiny – największy importer ropy z Bliskiego Wschodu – przechodzą obecne turbulencje łagodniej niż kilka lat temu. Auta elektryczne stanowią tam już ok. 50 proc. nowej sprzedaży, co ograniczyło zużycie ropy w skali roku. Pekin łączy różne źródła energii i konsekwentnie elektryfikuje transport – przede wszystkim z powodów bezpieczeństwa gospodarczego.
Polska nie jest Chinami, ale ma swoje atuty: przemysł bateryjny, rozwijającą się infrastrukturę ładowania i relatywnie korzystny koszt użytkowania aut elektrycznych względem paliw kopalnych.
Pakiet CPN to tarcza antyinflacyjna na dziś. Inwestycje w elektromobilność – na jutro. Obie są potrzebne, ale tylko ta druga może sprawić, że kolejny kryzys na rynku ropy nie uderzy nas tak mocno po kieszeni.
Michał Hetmański – ekonomista, prezes think tanku Fundacji Instrat, Visiting Senior Fellow na London School of Economics.