Premier spytany o podatek na firmy paliwowe. "Chybiony pomysł prezydenta"

Jedynym powodem, dla którego prezydent zdecydował się na zablokowanie tej ustawy, jest zaszkodzić rządowi w jego działaniu na rzecz utrzymania możliwie niskich cen paliw - mówi premier Donald Tusk, pytany o skierowanie przez Karola Nawrockiego do TK ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych.

Premier Donald Tusk i prezydent Karol Nawrocki (w kółku)Premier Donald Tusk i prezydent Karol Nawrocki (w kółku)
Źródło zdjęć: © PAP | Leszek Szymański, Paweł Supernak, ZipZapic.com
Jacek Losik

Premier Donald Tusk w środę podczas konferencji prasowej został przez TV Republika zapytany, "jak panu się spina narracja, że wprowadzenie kolejnego podatku obniży ceny paliw na stacjach benzynowych". Dziennikarz dodał, że "jak wiadomo, koncerny nie przełożą tego nowego podatku na siebie, tylko na kierowców".

Sprawa dotyczy ustawy wprowadzającej podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, co wynika z nadzwyczajnego wzrostu cen ropy wskutek wojny na Bliskim Wschodzie. Podobne rozwiązanie było stosowane podczas szoku po rozpoczęciu inwazji Rosji na Ukrainę – zarówno w Polsce pod rządami Zjednoczonej Prawicy i z Danielem Obajtkiem u sterów Orlenu, jak i za granicą.

– Powody, dla których paliwo jest drogie w Polsce i na świecie, są wszystkim znane. Chcę bardzo wyraźnie podkreślić, że w Polsce paliwo, tak jak wtedy, kiedy wprowadziliśmy program CPN, także i dzisiaj jest jednym z najtańszych w Europie. Jesteśmy na piątym miejscu od dołu – zaczął szef rządu.


WIDEO
Niepokojąca prognoza. Tak zestarzeje się Polska


– Od razu zapowiadałem, że musimy zgromadzić środki, właśnie po to, żeby podatnik nie płacił. Że musimy zgromadzić środki finansowe na program CPN, bo to są miliardy złotych. To, co robiliśmy wtedy, kiedy trzymaliśmy pułap cen tak długo, jak to było możliwe, regulując decyzjami rządowymi wysokość maksymalną ceny paliwa na stacjach benzynowych, kosztowało miliardy złotych – stwierdził premier.

– Kiedy wprowadzaliśmy program CPN, mówiliśmy bardzo wyraźnie. Pieniądze na ten program będą pochodziły także z podatku nałożonego na koncerny paliwowe. Jest dokładnie odwrotnie, niż pan sugeruje w pytaniu – zaznaczył Donald Tusk.

– Dlatego chcemy nadzwyczajne zyski firm paliwowych obłożyć tym specjalnym podatkiem, żeby to podatnik nie musiał płacić za utrzymywanie regulowanej ceny paliw. Tak jak powiedziałem, przynajmniej na ten krytyczny moment, kiedy Polacy używają samochodów więcej i częściej, czyli pod koniec wakacji, chcielibyśmy też wprowadzić podobny mechanizm, tak żeby łącznie z regulacją, czyli ustaleniem górnego limitu cen paliw – dodał premier.

Dziennikarz zasugerował, że rząd może "jedną decyzją" doprowadzić do obniżenia cen na Orlenie, ścinając marżę. Premier odpowiedział, że chce, aby paliwo "było na tamie na wszystkich stacjach".

– Dlaczego ja mam działać na szkodę państwowej, polskiej firmy, gdzie mamy jako państwo polskie 50 proc. udziałów i faworyzować tych, którzy są obecnie na naszym rynku? To są kraje arabskie, to są Węgry. No przecież dobrze wiecie, co się stało w ciągu ostatnich lat zarządów PiS-u – powiedział, nawiązując do sprzedaży aktywów Lotosu. – Więc ja chcę ich obłożyć ciężarem, żeby to oni sfinansowali.

Tusk dalej odniósł się do decyzji prezydenta Karola Nawrockiego o skierowaniu projektu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Przypomniał, że pomysł wprowadzenia tego typu podatku nie jest jego, że był – jak wspomnieliśmy – zastosowany wcześniej w Polsce i nikt tego nie kwestionował.

– Pomysł prezydenta, żeby zapytać tego nibytrybunału, czy to jest zgodne z konstytucją, jest pomysłem chybionym. Po pierwsze, podatek musi działać wstecz, bo te zyski powstają. Dopiero wtedy można nałożyć podatek. Powstają w sytuacji kryzysowej. I po drugie, to nie jest nic nowego. Nikt tego nigdy nie kwestionował od strony konstytucyjnej – mówił szef rządu.

– Chcę to jeszcze raz bardzo wyraźnie podkreślić - jedynym powodem, dla którego prezydent zdecydował się na zablokowanie tej ustawy, jest zaszkodzić rządowi w jego działaniu na rzecz utrzymania możliwie niskich cen paliw. Bo mamy 4 miliardy zł, co najmniej 4 miliardy (wpływów do budżetu - red.) do tyłu w tej kwestii. I tyle w temacie – zakończył premier.

Karol Nawrocki odsyła podatek od nadmiarowych zysków do Trybunału

Prezydent Karol Nawrocki nie podpisał ustawy wprowadzającej podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych i w piątek skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Pieniądze zainkasowane w ramach tego podatku miały (około 4 mld zł w założeniach rządu) miały częściowo zrekompensować rządowi zmniejszone wpływy do budżetu, spowodowane zapisami pakietu Ceny Paliw Niżej (obniżką VAT-u i akcyzy na paliwa).

Nowy podatek od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych miałby wynieść 60 proc. podstawy opodatkowania. W ocenie prezydenta zostałby przerzucony na klientów stacji benzynowych. Tymczasem ceny paliw już wyraźnie wzrosły po wygaszeniu rządowego pakietu CPN.

– Rachunek zapłacą wtedy nie tylko kierowcy. Zapłacą rolnicy, transportowcy, małe przedsiębiorstwa i rodziny kupujące żywność, której cena zależy przecież również od kosztów przewozu – mówił Nawrocki w nagraniu w mediach społecznościowych..

Nowy podatek nie obniża cen paliwa. Ma przede wszystkim dostarczyć pieniędzy do budżetu. Nie mogę zaakceptować sytuacji, w której próbę łatania finansów państwa przedstawia się obywatelom jako ochronę ich interesów, podczas gdy skutkiem będzie kolejna fala podwyżek – uzasadnił decyzję o skierowaniu ustawy do TK. – Prawo ma wejść w życie w sierpniu, ale podatek miałby obejmować dochody uzyskiwane już od początku marca. Oznacza to próbę opodatkowania działalności z mocą wsteczną – dodał.

Wybrane dla Ciebie