Trzęsienie ziemi w CPK. "Zastanawiam się, czy nie złożyć papierów"
Dr Filip Czernicki, prezes spółki Centralny Port Komunikacyjny i Dariusz Kuś, członek zarządu, zostali odwołani. Decyzję z 31 lipca w programie "Tłit" w Wirtualnej Polsce komentował Marcin Horała, który za czasów rządu PiS był pełnomocnikiem ds. CPK. - Zastanawiałem się, czy nie złożyć papierów w postępowaniu na prezesa CPK. Ja nigdy nim nie byłem, żeby była jasność. Pełnomocnik pracuje w rządzie, a nie w spółce, ale jak tak patrzę, to ewidentnie kryteria bym spełnia, żeby strollować nieco ten proces, bo przecież wiadomo, że mnie nie wybiorą. Ale w najbliższym czasie mam ważniejsze zadania - stwierdził Horała. Ocenił, że bałagan kadrowy w spółce to efekt publikacji money.pl na temat braku pieniędzy na inwestycje. - Piotr Malepszak zastąpił Macieja Laska, natomiast nie ma większości zarządu. Patrząc na cały proces, być może uda się do końca kadencji rozpocząć te główne prace budowlane na lotnisku, które według naszego harmonogramu zaczęłyby się w 2024 r. Zatem można powiedzieć, że przez cztery lata zostaną wykonane działania, które powinny zostać podjęte w rok i to najlepiej podsumowuje to, jak to idzie. Donald Tusk szedł w wyborach pod sztandarem likwidacji CPK. To ruch społeczny przymusił go do tego, by tego nie robił, bo będzie za duży koszt polityczny takiego ruchu. Ale z niewolnika nie będzie pracownika. Jak ktoś nie chce i nie umie, to choćby podjął decyzję polityczną, że będzie robił, to to robienie polityczne wygląda tak, jak wygląda - podkreślił gość Wirtualnej Polski.
Reporter i autor rozmów politycznych. Od ponad dekady zajmuje się analizowaniem i opisywaniem polskiej polityki. Relacjonuje wydarzenia z Sejmu i Senatu, odsłaniając ich kulisy. Specjalizuje się w przybliżaniu kulis kampanii wyborczych.