To nie wszystko. Jak wylicza ekspertka, w przeliczeniu na statystycznego Polaka — wliczając noworodki i osoby, które nie mają żadnych oszczędności — daje to blisko 30 tys. zł na głowę, leżących na rachunkach, które nie pracują.
Drugie 500 mld zł Polacy trzymają na oprocentowanych kontach i lokatach. Problem w tym, że średnie oprocentowanie tych produktów to dziś około 3 proc. — a to za mało, by nadążyć za inflacją. — Człowiek nie ma szansy odrobić nawet inflacji — mówi Iwuć.
8 tys. zł "wyparowało" w pięć lat
Najlepiej skalę problemu pokazuje prosty przykład. — Jak 5 lat temu wpłaciłeś 25 tys. zł na konto bankowe i to sobie leży na nieoprocentowanym koncie, to na dziś równowartość tych pieniędzy to jakieś 17 tys. zł — wylicza ekspertka. Innymi słowy: bez żadnej "straty na papierze", samym bezruchem, z portfela wyparowało 8 tys. zł siły nabywczej. — To jest dramat — podsumowuje Iwuć.
Paradoks polega na tym, że za tym bezruchem stoi najczęściej strach. — Ludzie bardzo często boją się inwestować: nie będę inwestował, bo się boję, bo nie wiem w co — opisuje ekspertka. Tyle że w imię strachu przed krótkoterminową stratą skazują się na stratę długoterminową i pewną, bo inflacja podgryza każde pieniądze.
Co zrobić z gotówką, która nie pracuje
Iwuć podkreśla, że alternatywy nie wymagają wcale wiedzy giełdowej ani apetytu na ryzyko. Dla osób, które chcą bezpiecznie, wskazuje detaliczne obligacje skarbowe indeksowane inflacją. — Nagrywamy ten program w czerwcu 2026 r., oprocentowanie tych obligacji w pierwszym roku to 5,6 proc. — mówi. Co istotne, nie trzeba przy nich spełniać żadnych warunków promocyjnych ani wczytywać się w drobny druk, jak przy promocyjnych lokatach.
Ekspertka przestrzega zresztą przed pułapką promocyjnych lokat. Przywołuje rozmówczynię, która założyła lokatę na atrakcyjne 6 proc. — ale tylko pod warunkiem comiesięcznych przelewów BLIK-iem. Gdy ich zabraknie, oprocentowanie spada do 2 proc. Obligacje detaliczne takich haczyków nie mają.
Dla gotowych na większe wahania ekspertka wymienia drugą klasę aktywów — ETF-y na globalne rynki akcji. Jednym instrumentem inwestuje się wtedy w akcje tysięcy spółek z kilkudziesięciu krajów. — Większe ryzyko, ale i większe potencjalne zarobki — zaznacza.
Dyrektor programowy serwisów premium w Wirtualnej Polsce oraz redaktor naczelny serwisu money.pl. Prowadzi program "Biznes Klasa" (+140 tys. subskrypcji na YT) oraz jest laureatem nagrody Grand Press Economy 2024. Dziennikarstwem ekonomicznym zajmuje się od blisko dwudziestu lat, wcześniej prowadził programy o świecie i gospodarce w TVN24 BiS i w TVN CNBC oraz był szefem serwisu newsroomu Gazeta.pl.