Istnieje alternatywa dla SAFE. Ale nie spodoba się Polakom [ANALIZA]
Wzrost wydatków na obronność do 5 proc. PKB będzie miał charakter trwały. To oznacza, że rok w rok będą one przekraczały 200 mld zł. Popularna teoria ekonomiczna podpowiada, że trwałe wydatki należy finansować z trwałych źródeł, czyli z podatków. Część ekonomistów uważa, że to dobra sposobność, aby zasypać luki w polskim systemie podatkowym.
Artykuł jest częścią 18. edycji projektu #RingEkonomiczny money.pl. To format dyskusji na ważne, ale kontrowersyjne tematy społeczne i ekonomiczne. Tym razem debatujemy o tym, jak finansować inwestycje Polski w obronność, w tym o budzącej polityczne spory pożyczce z unijnego programu SAFE. Równolegle z niniejszym tekstem publikujemy opinię Piotra Soroczyńskiego, głównego ekonomisty Krajowej Izby Gospodarczej oraz rozmowę z Kamilem Sobolewskim, głównym ekonomistą Pracodawców RP. Tydzień temu opublikowaliśmy dwugłos Pawła Wojciechowskiego, prezesa Instytutu Finansów Publicznych, i dr. Jana Czarzastego, ekonomisty ze Szkoły Głównej Handlowej.
Tydzień temu pisaliśmy, że zdecydowana większość (88 proc.) spośród 42 ankietowanych przez money.pl ekonomistów zgadza się z tym, że "pożyczka z unijnego programu SAFE to lepsza opcja finansowania wydatków zbrojeniowych Polski niż emisje krajowych obligacji". To jednak nie oznacza, że ekonomiści nie widzą dla tego kredytu alternatywy.
W tej samej sondzie, która była wprowadzeniem do 18. edycji "Ringu ekonomicznego" money.pl, zapytaliśmy uczestników o to, czy optymalną formą finansowania polskich wydatków zbrojeniowych byłoby wprowadzenie specjalnego podatku bądź podwyższenie któregoś z już istniejących obciążeń. Twierdząco odpowiedziało 57 proc. ankietowanych, przecząco zaś 36 proc.
Wyniki naszej sondy uwypuklają dylemat, przed którym stoi prezydent Karol Nawrocki w związku z przyjętą w piątek przez Sejm ustawą, która pozwoli Polsce skorzystać z programu SAFE (Security Action for Europe). Jeden z doradców głowy państwa, były europoseł Jacek Saryusz-Wolski, jest do tej pożyczki nastawiony bardzo krytycznie. Jednocześnie prezydent jeszcze w trakcie ubiegłorocznej kampanii wyborczej złożył twardą deklarację, że nie zgodzi się na wprowadzenie nowych podatków lub podwyżki tych już istniejących. W grudniu skłoniło go to do weta wobec ustawy podnoszącej akcyzę na alkohol oraz opłatę cukrową.
Gdyby prezydent Nawrocki zablokował kredyt na 44 mld euro z SAFE (co w praktyce może być trudne, bo – jak mówi pełnomocniczka rządu ds. programu SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka – możliwe jest wdrożenie go w okrojonej wersji bez zgody prezydenta) oraz konsekwentnie sprzeciwiał się wszelkim podwyżkom podatków, rząd musiałby finansować zbrojenia w drodze emisji obligacji (skarbowych bądź przez BGK na rzecz Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych) lub ograniczania innych wydatków. Emisje obligacji, w ocenie większości ekonomistów, są rozwiązaniem droższym niż kredyt z UE. A o polityczną zgodę na cięcia wydatków byłoby również trudno.
- Wobec dylematu, czy podwyższać podatki czy raczej obniżać wydatki, lepiej jest pójść pierwszą z tych dróg, choć w gruncie rzeczy jest to wybór "mniejszego zła". Nie neguję potrzeby racjonalizacji wydatków publicznych, ale w naszych realiach trzeba się liczyć z tym, że wydatki byłyby cięte w sposób, który przyspieszyłby i pogłębił chroniczny kryzys usług publicznych – uważa dr Jan Czarzasty ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, którego opinię opublikowaliśmy w ramach "Ringu ekonomicznego" tydzień temu.
Tak podpowiada "złota reguła"
Głównym argumentem na rzecz podwyżki podatków wobec wzrostu nakładów na obronność jest tzw. "złota reguła" finansów publicznych, która mówi, że trwałe wydatki należy finansować z trwałych źródeł. Patrząc z tej perspektywy, wydatki o charakterze inwestycyjnym – takie jak zakup sprzętu wojskowego – finansować można kredytem. Ale na wydatki powtarzalne, na przykład na utrzymanie tego sprzętu lub wynagrodzenia żołnierzy, lepiej mieć powtarzalne dochody.
Nawet jeśli zwiększenie zdolności zbrojnych wiąże się z wysokimi wydatkami jednorazowymi, to pociąga za sobą również proporcjonalnie wyższe koszty bieżące. Ich finansowanie powinno opierać się na możliwie stałych źródłach, takich jak podatki – ocenia dr Mateusz Dadej, główny ekonomista firmy ubezpieczeniowej Coface.
- Zwiększone wydatki na obronność cieszą się w Polsce ponadpartyjnym konsensusem i szeroką akceptacją społeczną, dlatego ich finansowanie podwyżkami podatków również jest uzasadnione politycznie – dodaje.
- Wzrost wydatków na obronność z niecałych 100 mld zł rocznie przed 2022 r. do ponad 200 mld zł obecnie to dopiero początek. I wydaje się, że jako społeczeństwo w zdecydowanej większości te wydatki akceptujemy pomni twierdzenia, że kto nie chce płacić na własną armię, ostatecznie będzie płacił jeszcze więcej, ale na cudzą – zgadza się w artykule dla money.pl Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej.
Podatki celowe tylko w razie kryzysu
W praktyce poparcie ekonomistów dla podwyżek podatków, aby choćby częściowo ograniczyć potrzeby pożyczkowe związane z rosnącymi wydatkami na obronność, jest nawet większe niż wskazują wyniki naszej sondy. Wskazują na to komentarze niektórych jej uczestników. Wśród ekonomistów, którzy do naszej tezy mieli ambiwalentny stosunek (7 proc.), są tacy, którzy widzą potrzebę zwiększenia wpływów podatkowych, ale uważają, że jest to niewykonalne w obecnych uwarunkowaniach politycznych.
- Estonia wprowadziła specjalne podatki "wojenne". Od połowy 2025 r. stawka VAT wzrosła tam o 2 pkt. proc., a na 2026 r. planowane były podobne podwyżki stawek PIT i CIT (ostatecznie nie weszły w życie, ale podwyższone zostały inne podatki, np. akcyza na alkohol i energię – red.). W Polsce też jest przestrzeń do takich zmian w podatkach, ale nie widzę woli politycznej, ani w parlamencie, ani u prezydenta, aby je wprowadzić – mówi prof. Katarzyna Szarzec z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.
Inni uczestnicy naszej sondy sprzeciwili się propozycji podwyższenia podatków w celu sfinansowania zbrojeń, ponieważ nie podoba im się koncepcja podatków celowych. - Program modernizacji Sił Zbrojnych RP stanowi element wydatków na obronę narodową, a więc część wydatków publicznych finansowanych z ogólnych dochodów budżetu państwa. Co do zasady nie wymaga on odrębnego źródła finansowania w postaci specjalnego podatku – mówi dr hab. Grzegorz Wałęga, profesor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.
- Wprowadzenie podatku celowego mogłoby być rozważane wyłącznie w nadzwyczajnych okolicznościach, takich jak bezpośrednie zagrożenie bezpieczeństwa państwa lub konflikt zbrojny. W warunkach standardowego funkcjonowania finansów publicznych tworzenie podatków przypisanych do konkretnych kategorii wydatków nie jest rozwiązaniem optymalnym, ponieważ ogranicza elastyczność zarządzania budżetem oraz utrudnia reagowanie na zmieniające się potrzeby fiskalne i gospodarcze – tłumaczy. Z tym zastrzeżeniem, jak podkreśla, działania prowadzące do zwiększenia dochodów podatkowych są w obecnych warunkach uzasadnione.
Płacić powinien ten, kto najwięcej zyskuje
Gdzie szukać tych dodatkowych dochodów podatkowych? Ankietowani przez money.pl ekonomiści mają różne propozycje. Cytowany już Piotr Soroczyński uważa, że wobec bardzo dużych potrzeb pożyczkowych państwa, w grę nie wchodzi zmiana jednego tylko obciążenia. Według niego rozważyć należy dodatek do stawek PIT i CIT, który zwiększałby się wraz z dochodem podatników, a także progresywny podatek majątkowy (po szczegóły tej propozycji odsyłamy do opinii ekonomisty).
Uwaga, że podwyżki podatków, które miałyby finansować wydatki na obronność, nie powinny jednakowo obciążać wszystkich obywateli i podmiotów w Polsce – czyli powinny być progresywne – pojawia się wśród ekonomistów często.
- Zgadzam się z tym, że najlepszą formą finansowania polskich wydatków zbrojeniowych są podatki, ale pod warunkiem, że nie byłyby to podatki powszechne. Moim zdaniem sensowne byłoby wprowadzenie podatku majątkowego (bo osoby o największym majątku ponoszą największe materialne ryzyko w razie wojny) lub zwiększenie opodatkowania korporacji – mówi dr Iwo Augustyński z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.
- Podatek związany z finansowaniem zbrojeń może mieć kilka zalet, pod warunkiem odpowiedniej konstrukcji. Po pierwsze, ze względu na to, że zakupy uzbrojenia realizowane są w dużej mierze za granicą, podatek powinien obciążać import - najlepiej dóbr nie podstawowych. Można to osiągnąć na dwa sposoby - albo podwyższyć VAT na wybrane dobra luksusowe (ewentualnie cła), albo zwiększyć opodatkowanie dochodów osób najbogatszych, które charakteryzują się największym udziałem konsumpcji dobrowolnej i luksusowej – przekonuje dr Michał Możdżeń ze Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, członek Polskiej Sieci Ekonomii.
Po drugie, zbrojenia mają charakter odstraszający, stanowią więc ubezpieczenie dla lokalnego majątku i kapitału produkcyjnego. Dlatego wydaje się rozważnym przynajmniej czasowe wprowadzenie jakiejś formy podatku majątkowego i podwyższenie CIT – dodaje dr Możdżeń.
Dr Możdżeń, podobnie jak część ankietowanych przez nas ekonomistów podkreśla, że do polskiego systemu podatkowego należałoby wprowadzić większą progresję niezależnie od bieżącej sytuacji budżetowej i dyskusji o kosztach zbrojeń. Ale rząd może wykorzystać szeroką akceptację dla większych wydatków na obronność, aby takie zmiany przeforsować. Dr Paweł Doligalski, wykładowca Uniwersytetu w Bristolu, wskazuje na przykład, że jest to dobra sposobność, aby zniwelować preferencyjne (w stosunku do dochodów z pracy najemnej) opodatkowanie wysokich dochodów osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, a także wprowadzić podatek katastralny.
Co na to przeciwnicy podwyżek podatków? Część z nich obawia się, że wpłynęłoby to negatywnie na wzrost wydatków konsumpcyjnych i w efekcie spowolniło wzrost gospodarczy, z czasem będzie ograniczał ciężar zadłużenia (relatywnie do PKB). Dr Radosław Piwowarski z Uniwersytetu Łódzkiego podkreśla z kolei, że finansowanie wydatków zbrojeniowych podwyżkami podatków nie spełnia zasady sprawiedliwości międzypokoleniowej.
- Wzrost zadłużenie oznacza wyższe podatki dla przyszłych pokoleń. Ale zwiększenie bezpieczeństwa jest inwestycją w przyszłość, a więc korzyścią przede wszystkim dla młodszych pokoleń. Te pokolenia powinny więc, z punktu widzenia sprawiedliwości międzypokoleniowej, płacić więcej. Skoro pożyczki spełniają ten warunek, nie ma aktualnie potrzeby szukać rozwiązań podatkowych – tłumaczy ekonomista.
Grzegorz Siemionczyk, główny analityk money.pl