ceny (strona 24 z 92)

Takiej drożyzny dawno nie było. "Znam ludzi, którzy sobie folgują. Ostatnie wakacje, święta na bogato, bo jeszcze nas stać"
WIDEO

Takiej drożyzny dawno nie było. "Znam ludzi, którzy sobie folgują. Ostatnie wakacje, święta na bogato, bo jeszcze nas stać"

- W kwestii drożyzny i podwyżek na święta czegoś takiego faktycznie dawno nie było. Nasze wynagrodzenia nie nadążają za inflacją. I to dotyczy już nie tylko jakiejś niewielkiej grupy osób z najniższymi pensjami, ale całego społeczeństwa - powiedział w programie "Newsroom" WP Maciej Samcik, założyciel bloga subiektywnieofinansach.pl. – Mówimy o wzrostach cen o 20-30 proc., niektóre produkty podrożały dwukrotnie. To jest coś, czego nie pamiętamy w naszym dorosłym życiu. Jak przez mgłę wspominam hiperinflację, gdy zmieniał się ustrój w Polsce. Polacy deklarują, że wydadzą na święta o 1 proc. więcej niż zwykle, czyli od 1000 do 1500 zł. To by oznaczało, że do wydatków podchodzimy rozsądnie i nie zamierzamy świąt pokrywać z oszczędności, a co gorsza z pożyczek. Ale ja mam wątpliwości, czy te deklaracje się potwierdzą. Do świąt jest podejście nabożne, to nie jest czas, gdy chcemy myśleć o oszczędnościach. Ale jeśli ktoś na co dzień myśli o racjonalizowaniu wydatków, to te święta go nie zabiją, bo mówimy o 300-400 zł więcej. Ale znam ludzi, którzy sobie nieźle pofolgowali. Najpierw były ostatnie wakacje przed kryzysem i trzeba było poszaleć, teraz mamy święta i jeszcze nas stać, to też możemy sobie na więcej pozwolić, potem będzie sylwester huczny, a potem przyjdzie styczeń. Ja nie chcę straszyć i psuć humorów, ale początek roku zawsze oznacza podwyżki cen regulowanych. I to będzie boleć. Warto mieć na to założoną jakąś rezerwę.
Patrycjusz Wyżga Patrycjusz Wyżga
Adam Glapiński z notesem zdziwiony na zakupach. "Dopiero teraz? To był słaby pomysł"
WIDEO

Adam Glapiński z notesem zdziwiony na zakupach. "Dopiero teraz? To był słaby pomysł"

W czwartek podczas konferencji prasowej po decyzji Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych prezes Adam Glapiński odniósł się do wzrostu cen, który według niego nie jest tak wysoki, jak podają "media z niepolskim kapitałem". Szef NBP stwierdził: "wziąłem notes, długopis, poszedłem do najbliższych sklepów i się bardzo zdziwiłem". - Ja nie wiem, czy pan prezes ma kontakt z rzeczywistością, ale te słowa pokazują, że jego pomysły nie są najlepsze - powiedział w programie "Newsroom" WP prof. Artur Nowak-Far ze Szkoły Głównej Handlowej.– On powinien przejść się do sklepu dużo wcześniej, rok temu. Wówczas widziałby wzrost cen rok do roku, zwłaszcza w tym koszyku produktów podstawowych. Bo tu te podwyżki są znacznie wyższe niż wskazuje inflacja, to jest więcej niż 17-18 proc. To był słaby pomysł z jego strony. Pewnie poszedł po raz pierwszy. Takie deklaracje to rodzaj PR-u i to nie jest nic złego. Trzeba powiedzieć, że tym razem prezes NBP wykazał się większą umiejętnością komunikowania się ze społeczeństwem. To, że powiedział o tym pójściu do sklepu, nie jest niczym złym. Poprzednie wystąpienia oceniam jako absolutnie fatalne dla niego samego i reprezentowanej przez niego instytucji. Był bardzo źle przygotowany. Dziś to nadal nie jest standard światowy komunikowania się szefa banku centralnego z obywatelami. Robi pogadanki i ja tego naprawdę nie rozumiem.
Agnieszka Kopacz-Domańska Agnieszka Kopacz-Domańska