imigranci (strona 3 z 10)

Emocje sięgają już zenitu. Ekonomistka: to głupie i nieodpowiedzialne
WIDEO

Emocje sięgają już zenitu. Ekonomistka: to głupie i nieodpowiedzialne

- Straszenie imigrantami to głupota i wielka nieodpowiedzialność - powiedziała w programie „Newsroom” WP dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW. – To jest wyraz braku świadomości, ile nasza gospodarka mogłaby osiągnąć, gdybyśmy w sposób zaplanowany prowadzili politykę. Przedsiębiorcy od dawna to sygnalizują. Od kwietnia do września potrzebni są przecież pracownicy sezonowi. Ale z punktu widzenia państwa potrzebna jest mądra, dobra, rozsądna polityka migracyjna. Nie ma potrzeby grać emocjami. To straszenie przyjazdem obcokrajowców, którzy narobią Polsce kłopotów, jest niepotrzebne. ZUS podaje informacje o liczbie zatrudnionych legalnie pracowników zza granicy w Polsce. To jest już ponad 1,2 mln pracowników. 70 proc. z tego stanowią Ukraińcy, ale mamy także Gruzinów, Pakistańczyków. Widzimy ich na ulicach, zwłaszcza dużych miast, i przecież nic złego się nie dzieje. Rządzący zamiast uspokajać i tłumaczyć, że wszystko jest pod kontrolą, że nic strasznego się nie dzieje, to nakręcają emocje. Pod Płockiem powstało miasteczko Orlenu, gdzie zostanie sprowadzony tysiące pracowników m.in. z Azji i dostaję sygnały, że tamtejsza społeczność boi się tego, co się wydarzy. Są zaniepokojeni. To jest zadanie dla władz lokalnych, Orlenu, by te emocje wyciszać, pokazywać korzyści, jakie płyną z zatrudnienia tych ludzi. Być może w szkołach powinny pojawić się na godzinach wychowawczych zajęcia dotyczące kultury krajów, z których ci pracownicy pochodzą. To podsycanie, a właściwie kreowanie tej negatywnej atmosfery, może się źle skończyć – uważa gość Wirtualnej Polski.
Łukasz Kijek Łukasz Kijek
Praca dla cudzoziemców. Ma być szybciej i łatwiej. "Jaskółka pięknej przyszłości"
WIDEO

Praca dla cudzoziemców. Ma być szybciej i łatwiej. "Jaskółka pięknej przyszłości"

Rząd pracuje nad uproszczeniem procedur legalizacji pobytu cudzoziemców w Polsce i przyspieszeniem wydawania pozwoleń na pracę. - Od kilku lat mówimy, że głównym problemem nie jest dostępność pracowników z zagranicy, ale przede wszystkim procesy administracyjne, na co narzekali sami imigranci. Proszę sobie wyobrazić, że są miejscowości, gdzie na wydanie pozwolenia czeka się miesiąc, dwa, ale są też takie, gdzie czeka się sześć, a nawet dwanaście miesięcy. Wynika to ze stylu zarządzania administracją - powiedział w programie "Money. To się liczy" Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service. - Musi być jeden standard traktowania obcokrajowców. To sprawi, że będą wiedzieli, czego się mogą spodziewać i ile będą czekali na wydanie decyzji. To przede wszystkim rozwiąże problemy, przyspieszy i podniesie poziom traktowania tych cudzoziemców, którzy już u nas są. Jednak model imigracyjny, głównie z Ukrainy, to model wahadła. Ludzie pracują 4-6 miesięcy, wracają do kraju, wydają pieniądze i wracają do Polski. To nie jest dobry model, bo widzimy transfer gotówki z Polski za granicę, to odpływ gotówki. Jeżeli osoby mają tutaj karty pobytu, kupują mieszkania, wydają pieniądze to odprowadzają tu daniny, płacą VAT. Więc dużo bardziej korzystne jest dla nas, by te osoby się tu przeprowadzały, ściągały rodziny i żyły w Polsce. Ta zapowiedź zmian to jaskółka pięknej przyszłości - dodał.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak
Paweł Orlikowski Paweł Orlikowski