zboże z ukrainy (strona 13 z 15)

"Zboże techniczne" z Ukrainy. "Nie ma takiego terminu. Ono stało tygodniami na torach. Tam się różne rzeczy działy"
WIDEO

"Zboże techniczne" z Ukrainy. "Nie ma takiego terminu. Ono stało tygodniami na torach. Tam się różne rzeczy działy"

- Polska jest w UE, dlatego musi przestrzegać standardów dotyczących jakości zboża. Ukraina jeszcze w UE nie jest i jej te przepisy nie obowiązują - powiedziała w programie "Newsroom" Monika Piątkowska, prezes Izby Zbożowo-Paszowej. - Zboże jest lepszej i gorszej jakości, to jest jasne. Natomiast po stronie ukraińskiej przez wiele tygodni stały wagony ze zbożem: 600-800 wagonów. Dzień w dzień czekały i tam naprawdę różne rzeczy się działy. Mówiliśmy w naszych branżowych rozmowach, że to zboże w końcu wyjdzie z tych wagonów i przyjdzie do nas. Tam się mógł rozwinąć robak i się rozwinął, różne bakterie i grzyby. W pewnym momencie pojawił się na rynku termin: zboże techniczne. Nie ma takiej kategorii. Nastąpiło otwarcie granicy i te kontrole sanitarne, by udrożnić transporty, wpuściły zboże z Ukrainy. To które przez tyle tygodni stało i czekało w wagonach. Mam poczucie, że ktoś za to powinien odpowiedzieć. Ale nie odejściem, tylko wejściem w problem i wzięciem odpowiedzialności za sytuację, którą spowodował. Nie tylko minister rolnictwa powinien odpowiedzieć. Przecież to jest wicepremier i on odpowiada także pośrednio za bezczynność ministerstwa infrastruktury, spraw zagranicznych, naszych placówek dyplomatycznych i służb sanitarnych. Odpowiedzialnością gabinetu premiera Mateusza Morawieckiego jest posprzątanie tego bałaganu – uważa Piątkowska.
Tak minister negocjował z rolnikami. "Poczuliśmy się oszukani i wykorzystani"
WIDEO

Tak minister negocjował z rolnikami. "Poczuliśmy się oszukani i wykorzystani"

- Po wczorajszych negocjacjach w ministerstwie rolnictwa są podpisane dwa dokumenty - powiedziała w programie "Newsroom" Monika Piątkowska, prezes Izby Zbożowo-Paszowej. – Jeden to zbiór postulatów i działań, które muszą zostać podjęte. Drugi dokument to podsumowanie okrągłego stołu z podpisem ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka. To jest dokument, który powstał po sześciu godzinach negocjacji. To podsumowanie podpisane tylko przez ministra jest niepełne, bo nie ma w nim w ogóle postulatów eksporterów, czyli tych najważniejszych. Stało się to tak, że po sześciu godzinach ministerstwo ogłosiło przerwę techniczną, bo wszyscy byliśmy zmęczeni. Opuściliśmy salę i poszliśmy odebrać telefony, które przed wejściem na obrady zostały nam zabrane. I w tym czasie nagle minister Kowalczyk zwołał konferencję prasową i ogłosił podpisanie porozumienia. Żadnego porozumienia nie było. Po powrocie otrzymaliśmy podsumowanie ministra. Jak się poczuliśmy? Oszukani i wykorzystani. Wtedy zdecydowaliśmy, że zostajemy dopóki strona rządowa nie zrozumie, że wszyscy uczestnicy okrągłego stołu powinni być szanowani. My nie przyszliśmy po to, by dać pretekst rządowi do ogłoszenia porozumienia, którego w chwili zwołania konferencji nie było. Czy dziś mamy gwarancję, że sytuacja w rolnictwie zostanie naprawiona? Niestety nie. My mamy jedną gwarancję: minister usłyszał nasze postulaty i podpisał się pod naszym apelem. Minister może powiedzieć różne rzeczy, ale będzie za to odpowiadał. Sytuacja jest dziś bardzo trudna – przyznała.
Mateusz Ratajczak Mateusz Ratajczak