Niemiecki biznes wraca do Rosji? Po raz pierwszy od 2022 pojawi się na forum Putina
Po latach dystansowania się od reżimu Władimira Putina niemieccy przedsiębiorcy oficjalnie wracają na Forum Ekonomiczne w Petersburgu. Decyzja budzi kontrowersje i rodzi pytania o to, czy zachodnia gospodarka po cichu szykuje się na powrót do interesów z Moskwą. Władze w Berlinie stanowczo odcinają się od uczestników tego wyjazdu.
Międzynarodowe Forum Ekonomiczne w Petersburgu, nazywane niegdyś rosyjskim Davos, przez lata było obowiązkowym punktem w kalendarzu zachodnich prezesów i polityków. Sytuacja uległa drastycznej zmianie po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, kiedy to zachodni kapitał zaczął masowo opuszczać terytorium Federacji Rosyjskiej. Teraz jednak, jak donoszą niemieckie media, reprezentanci tamtejszego biznesu po raz pierwszy od wybuchu wojny oficjalnie wezmą udział w wydarzeniu, którego gospodarzem jest Władimir Putin.
Lektura niemieckiej prasy pozwala wysnuć wniosek, że powrót części przedsiębiorców nad Newę nie jest przypadkiem, lecz chłodną kalkulacją. Menedżerowie zza naszej zachodniej granicy z niepokojem obserwują, jak próżnię po europejskich markach błyskawicznie wypełnia kapitał z Azji.
Należy przy tym od razu postawić wyraźną granicę między działaniami części biznesu a polityką państwa. Rząd Friedricha Merza, a wcześniej Olafa Scholza, w pełni popiera reżim sankcyjny i twardo odcina się od prób normalizacji stosunków z Kremlem. Wyjazd do Petersburga to inicjatywa prywatnych firm oraz polityków skrajnej prawicy, z którymi koalicja rządząca nie utrzymuje relacji.
Ochrona majątku i strach przed chińską dominacją
Głównym argumentem podnoszonym przez zwolenników utrzymywania relacji gospodarczych z Moskwą jest konieczność zabezpieczenia potężnych inwestycji, które przez dekady były pompowane w rosyjską gospodarkę. Z perspektywy części niemieckich zarządów całkowite odcięcie się od tego rynku oznacza bezpowrotną utratę wypracowanej pozycji.
Wojna wykańcza gospodarkę? Tak kończyły potęgi w Europie
Chcemy, podobnie jak inne duże kraje zachodnie, utrzymać gospodarczy most z Rosją, chociażby z myślą o momencie po zawieszeniu broni, a także chronić ponad sto miliardów niemieckich aktywów w tym kraju – tłumaczy w rozmowie z agencją DPA Matthias Schepp, przewodniczący Niemiecko-Rosyjskiej Izby Handlu Zagranicznego, zrzeszającej niemieckie firmy w Rosji.
Chiński kapitał przejmuje rosyjski rynek
Szef izby zwraca uwagę na twarde dane makroekonomiczne, które spędzają sen z powiek europejskim analitykom. Tylko w pierwszym kwartale bieżącego roku inwestorzy z Chin założyli w Rosji 1400 nowych firm. To wyraźny sygnał, że izolacja gospodarcza Moskwy ze strony Zachodu jest rekompensowana zwrotem ku wschodnim partnerom. Jednocześnie ekspansja Chin w Europie kosztowała już niemiecki rynek pracy 400 tys. etatów.
Zachód nie powinien na stałe oddawać Rosji, jej ogromnego rynku i surowców Azji – przekonuje Matthias Schepp, uzasadniając obecność Niemców na petersburskim forum.
Warto zauważyć, że niemiecki biznes nie jest na tym polu osamotniony. Już w ubiegłym roku w formacie dialogu biznesowego w Petersburgu uczestniczyli przedstawiciele kapitału amerykańskiego oraz francuskiego. Francuska obecność na rosyjskim rynku od początku wojny budzi zresztą ogromne kontrowersje, wystarczy przypomnieć rodzinę Mulliez, zarządzającą potężnymi sieciami handlowymi (Auchan, Leroy Merlin czy Decathlon), która przez długi czas nie zamierzała rezygnować z tamtejszych zysków.
W tegorocznym programie forum widnieją nazwiska konkretnych niemieckich menedżerów. W dialogu biznesowym uczestniczy Stefan Dürr, potężny producent mleka działający w Rosji w ramach grupy EkoNiva, a także Thomas Bruch, wieloletni menedżer Globus Holding. Sieć Globus jest doskonałym przykładem zakorzenienia niemieckiego biznesu na Wschodzie. Według szacunków izby handlowej, całkowity obrót tej grupy w zeszłym roku wyniósł tam około 20 miliardów euro. W Rosji wciąż aktywnie działa około 1600 niemieckich firm.
O co toczy się gra?
Kamil Szczepański, analityk Rynków Finansowych XTB, w rozmowie z money.pl stwierdza, że na pewno nie należy nazywać takich zachowań "sprytnymi".
W państwach autorytarnych takich jak Rosja, gospodarka jest jedynie kolejnym instrumentem prowadzenia polityki zagranicznej. Zachodnie spółki wchodzące z nią we współpracę są narzędziem i zasobem, a nie partnerem: wywłaszczenia, szpiegostwo czy szantaż to podstawowe elementy życia gospodarczego w Rosji – ocenia.
Podkreśla przy tym, że nie należy też traktować ewentualnej niemiecko-rosyjskiej współpracy jako egoizmu. – Integracja gospodarcza Niemiec z Rosją okazała się dla Niemiec jednoznacznie niekorzystna. Próby jakiejkolwiek normalizacji stosunków gospodarczych z Rosją to nie egoizm, a sabotaż. Gdyby Europa mogła faktycznie wyciągnąć korzyści ze współpracy z Rosją, to Kreml nigdy by na nią nie pozwolił – wskazuje analityk.
Wskazuje, że przed podjęciem decyzji europejskie elity powinny pamiętać o dzielących nas różnicach. – Rosja jest państwem gospodarczo ułomnym i nie jest równorzędnym partnerem dla Europy. Wpływ gospodarczy, jakim Rosja cieszy się w Europie, jest wynikiem korupcji oraz operacji wywiadowczych, a nie procesów rynkowych – zaznacza Kamil Szczepański.
Polska oburzona postawą zachodnich sąsiadów
Informacje o obecności zachodnich firm na petersburskim forum wywołują zrozumiałe oburzenie w Polsce, która od pierwszych dni inwazji apeluje o maksymalne zacieśnienie sankcji. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że dylematy związane z rezygnacją z rosyjskiego rynku nie omijają również polskich przedsiębiorców. Po wybuchu wojny w Rosji pozostała pochodząca z Krakowa firma Canpack, która prowadziła tam dwie fabryki opakowań. Pod koniec 2025 rosyjskie władze na mocy dekretu Putina przejęły zasoby tej polskiej firmy oraz duńskiego producenta materiałów izolacyjnych Rockwool.
Sankcje bolą, ale biznes chce zostać
Prawdziwy obraz relacji wyłania się z najnowszych badań nastrojów wśród samych przedsiębiorców. Niemiecko-Rosyjska Izba Handlu Zagranicznego zrzesza obecnie 750 członków. Z nowej ankiety, w której wzięło udział 265 menedżerów (reprezentujących firmy wciąż obecne w Rosji), wynika, że niemal wszystkie z nich planują tam pozostać.
Najbardziej uderzające są jednak odpowiedzi dotyczące przyszłości relacji energetycznych, które przez dekady były fundamentem niemieckiego modelu gospodarczego. Zapytani o to, czy Niemcy powinny powrócić do kupowania rosyjskiej ropy i gazu, ankietowani – w przeciwieństwie do niemieckiego rządu, który nie planuje takiego kroku – w większości (65 proc.) odpowiadają twierdząco, przy czym największa grupa uważa, że powinno to nastąpić tak szybko, jak to możliwe. Pozostali zwolennicy powrotu do importu surowców stawiają jeden warunek: zakończenie wojny w Ukrainie.
Złote czasy handlu między Berlinem a Moskwą to już jednak historia. Jeszcze w roku poprzedzającym wybuch pełnoskalowej wojny wolumen wymiany handlowej wynosił blisko 60 miliardów euro, czyniąc Niemcy największym europejskim partnerem Rosji. Historyczny szczyt przypadł na pierwszą połowę ubiegłej dekady, kiedy to obroty sięgały 80 miliardów euro. Dziś, w wyniku embarga i ograniczeń finansowych, wartość ta stopniała do poziomu poniżej 10 miliardów.
Polityczny wymiar wizyty i polskie oburzenie
Obecność obywateli Niemiec na forum to jednak nie tylko kwestia biznesu, ale i zjawisk na obrzeżach sceny politycznej. Szczególne kontrowersje budzi przyjazd polityków prawicowej, antysystemowej partii AfD. To ugrupowanie od początku wojny prezentuje skrajnie prorosyjskie stanowisko, a jego politycy regularnie odwiedzają Rosję, powielając propagandę Kremla.
Jak informują media, do Petersburga wyruszyli m.in. szef saksońskich struktur AfD Jörg Urban, posłowie do Bundestagu Markus Frohnmaier i Steffen Kotré, a także europoseł Petr Bystron. Ten ostatni w 2024 w związku z oskarżeniami o przyjmowanie łapówek od Rosji stracił immunitet posła do Bundestagu.
– Niemcy potrzebują polityki, która ponownie skupi się na bezpieczeństwie dostaw, konkurencyjności i interesach własnych obywateli – oznajmił mediom Frohnmaier, zastrzegając jednocześnie, że jego wizyta nie oznacza aprobaty dla wojny w Ukrainie. Europoseł Bystron zaznaczył z kolei, że władze partii wiedziały o wyjeździe.
Obok biznesmenów i polityków AfD na agendzie wydarzenia (w panelach dotyczących kultury jako budowniczego mostów w kryzysie) pojawili się również inni goście z Niemiec. Wymienia się dyrygenta Justusa Frantza, berlińskiego wydawcę Holgera Friedricha oraz dziennikarza i filmowca Huberta Seipela. Ten ostatni to postać szczególnie kontrowersyjna – jeszcze przed wojną miał przyjmować pieniądze od podmiotów powiązanych z rosyjskimi oligarchami w zamian za pisanie książek ocieplających wizerunek Putina.