Największy debiut w historii. Nadzieje inwestorów SpaceX lecą w kosmos
Historia SpaceX jest pełna startów, które z zapartym tchem obserwował cały świat. Ten z 13 czerwca 2026 r. był szczególny, ponieważ nie dotyczył lotu rakiety, a debiutu akcji, który wywołał falę komentarzy. Podbój kosmosu i nowe technologie rozpalają emocje, ale analitycy przypominają o biznesowych fundamentach spółki Elona Muska.
Space Exploration Technologies Corporation – bo tak brzmi pełna nazwa spółki SpaceX, która jest obecnie na ustach całego świata – jest już notowana na giełdzie Nasdaq. Była to największa w historii oferta publiczna, w ramach której pozyskano 75 mld dol. Dla porównania dotychczasowy rekord to Saudi Aramco z 2019 r. i 29,4 mld dol.
Cena w cieszącym się ogromnym zainteresowaniem IPO SpaceX wynosiła 135 dol. za akcję, co przekładało się na wycenę całej spółki na poziomie 1,77 biliona dol. Jednak już pierwszego dnia notowań rynek wycenił debiutanta dużo wyżej. W trakcie sesji skala wzrostów sięgała nawet 30,8 proc., jednak ostatecznie akcje SpaceX zakończyły pierwszy dzień zwyżką o 19,2 proc. do poziomu 160,95 dol. za akcję.
Oznacza to, że z wyceną na poziomie 2,1 biliona dol. SpaceX wskoczyła do pierwszej dziesiątki najwięcej wartych spółek giełdowych świata. Kapitalizacja spółki przekracza m.in. giełdową wycenę Tesli, innej spółki z imperium Elona Muska.
Posłuchajcie Muska. Jego wizja przyszłości brzmi jak science fiction
Debiut SpaceX można więc zaliczyć do udanych, choć pod koniec sesji cena akcji nieco spadła, w związku z czym nadchodzące poniedziałkowe otwarcie notowań również będzie pilnie obserwowane przez inwestorów. Już teraz powody do zadowolenia mają zwłaszcza osoby, które posiadały akcje wcześniej. W medialnych komentarzach na pierwszy plan wybija się oczywiście Elon Musk. Dzięki debiutowi SpaceX założyciel spółki został oficjalnie pierwszym bilionerem na świecie.
Warto jednak pamiętać, że dzięki debiutowi solidnie zarobić będą mogli także inne osoby związane ze SpaceX, w tym pracownicy firmy, którzy część wynagrodzenia otrzymywali w formie akcji. Jak poinformował "The New York Times" w oparciu o dane Hill.com, po IPO status milionera osiągnąć mogło nawet ok. 4400 byłych i obecnych pracowników SpaceX. Z kolei do grona miliarderów dołączy m.in. Łukasz Nosek, urodzony w 1975 r. w Tarnowie.
Nie wszystkie akcje SpaceX trafią od razu na rynek. Przy IPO spółki obowiązują tzw. klauzule "lock-up", zobowiązujące akcjonariuszy do utrzymywania akcji przez określony czas. W przypadku Muska okres ten to 366 dni, dla większości innych to 180 dni. Realizowanie zysków przez dotychczasowych akcjonariuszy jednym z czynników ryzyka dla inwestorów, którzy obecnie wchodzą na pokład SpaceX.
Giełdowy optymizm z wąskim marginesem
Debiut SpaceX był biznesowym wydarzeniem numer jeden, które w amerykańskich mediach finansowych przyćmiło wojnę z Iranem czy początek mundialu. W sieci zaroiło się też od komentarzy – w większości pozytywnych, choć nie brakowało też głosów akcentujących przyszłe zagrożenia, o których akcjonariusze SpaceX powinni pamiętać.
"Debiut giełdowy SpaceX przejdzie do historii dzięki oszałamiającej kombinacji czynników – od skali, wyceny i opłat po przydział akcji inwestorom, ustalanie ceny, ryzyko związane z kluczowymi osobami oraz przyspieszone włączenie do indeksu" – napisał ekonomista Mohamed El-Erian.
Indeksy, o których mowa, to Nasdaq100 i Russell 1000, których zarządzający zmienili własne regulacje po to, by szybciej uwzględniać akcje SpaceX. Co ciekawe, reguł nie zmienił najpopularniejszy amerykański indeks S&P 500, na którym oparte są liczne ETF-y, popularne także wśród polskich inwestorów.
"Przy cenie otwarcia SpaceX jest wyceniane na 105-krotność przychodów, jakie wygenerowało w 2025 r. To absurdalny wskaźnik dla każdej firmy, która ma choćby cień konkurencji. Oznacza to ogromną premię za wyobraźnię Muska, przy jednoczesnym ignorowaniu wyzwań stawianych przez fizykę i ekonomię, związanych z realizacją orbitalnych centrów danych czy kolonii na Marsie" – napisali Robert Cyran i Jonathan Guilford w komentarzu dla Reutersa.
Kwestię bardzo optymistycznej wyceny SpaceX podkreśla także Bartosz Szyma, autor obszernej analizy opublikowanej na stronach SII.
W praktyce IPO SpaceX jest zakładem na infrastrukturę następnej dekady, ale z ceną, która już zawiera bardzo dużo dobrych wiadomości z bardzo wąskim marginesem błędu. Dla inwestora z długim horyzontem i wysoką tolerancją ryzyka to unikalna ekspozycja na trzy najdynamiczniejsze segmenty gospodarki. Dla inwestora wrażliwego na wycenę kluczowe pozostaje jedno pytanie, które warto sobie zadać przed decyzjami inwestycyjnymi: nie "czy SpaceX jest świetną firmą", lecz "ile świetności i ile przyszłej dominacji jest już w bieżącej wycenie" – napisał Bartosz Szyma.
SpaceX to nie tylko rakiety
W tym kontekście należy zauważyć, że biznes SpaceX to nie tylko wysyłanie rakiet w kosmos. W ramach spółki równolegle funkcjonują trzy główne segmenty działalności. Pierwszym są wspomniane loty kosmiczne, drugim satelitarna łączność Starlink, a trzecim niedawno włączony pod skrzydła SpaceX segment AI.
Rozwój sztucznej inteligencji to dziedzina zarówno obiecująca, jak i bardzo kapitałochłonna, w której na dodatek istnieje potężna konkurencja (m.in. OpenAI i Google). Balansu między rozwojem kosmicznego biznesu a "przepalaniem pieniędzy" na AI inwestorzy będą wypatrywać w raportach kwartalnych SpaceX. Pierwszy z nich ma pojawić się na przełomie lipca i sierpnia.
Pieniądze to nie wszystko?
Na debiut giełdowy SpaceX można spojrzeć także z szerszej perspektywy. Przede wszystkim to kolejny dowód na powiązania między giełdą a realną gospodarką. Inwestorzy wyłożyli 75 mld dolarów na realny biznes, który ma przesuwać granice rozwoju technologicznego ludzkości. Popyt na akcje SpaceX był czterokrotnie większy od faktycznie zrealizowanego, co stanowi pozytywny sygnał nie tylko dla tej spółki, ale i całego sektora nowych technologii, który charakteryzuje się wysokim poziomem ryzyka inwestycyjnego.
Trudno też zupełnie pominąć aspekt pozafinansowy związany z posiadaniem akcji SpaceX. Od teraz każdy, kto ma wolnych ok. 200 dol. może zostać akcjonariuszem spółki i np. obserwować starty kolejnych rakiet nie z pozycji entuzjasty kosmosu, ale współwłaściciela biznesu.
– Niepopularna opinia: nie sądzę, żeby większość osób inwestujących w akcje SpaceX podczas IPO przejmowała się tym, czy zarobią na akcjach pieniądze. Myślę, że wielu traktuje to jako swój wkład lub darowiznę; chcą po prostu być częścią tej historii. Oczywiście woleliby zarobić, ale to nie jest główny powód – napisał jeszcze przed debiutem SpaceX Meb Faber, inwestor i autor popularnego podcastu.
W tym miejscu trzeba wspomnieć też o uprzywilejowaniu akcji należących do Elona Muska. Kontrowersyjny bilioner posiada 42 proc. akcji SpaceX, jednak dysponuje 85 proc. głosów na walnym zgromadzeniu. Oznacza to, że Musk zapewne jeszcze długo zachowa kontrolę nad SpaceX, a reszta akcjonariuszy będzie mogła czerpać ekonomiczne korzyści, ale nie wpłynie na zarządzanie spółką.
Kosmiczne nadzieje i fundamenty
Na koniec warto dodać, że debiut SpaceX traktowany był jako moment próby dla obecnego na wielu rynkach trendu popularności spółek z sektora kosmicznego. Zjawisko to nie omija Polski. Sztandarowym przykładem jest Creotech Instruments, producent platformy mikrosatelitarnej HyperSat. Spółka debiutowała na NewConnect pod koniec 2021 r. przy cenie emisyjnej 61 zł, a dziś jej papiery – notowane są już na rynku głównym GPW – kosztują blisko 900 zł. Co więcej, po drodze Creotech wydzielił spółkę Creotech Quantum, a dotychczasowi akcjonariusze otrzymali akcje nowej spółki. Tylko od początku 2026 r. Creotech zyskał 175 proc., choć warto wspomnieć, że inwestorzy, którzy kupili akcje po ponad 1000 zł, pozostają obecnie na stracie.
Drugi przykład kosmicznej hossy na GPW stanowi Scanway. Wrocławska spółka w marcu przeniosła się z NewConnect na duży parkiet, rosnąc od początku roku o blisko 100 proc. W drodze są także debiuty spółek z sektora kosmicznego, w tym Liftero i Thorium Space. Oczywiście polskie spółki nie są gigantami pokroju SpaceX, jednak inwestorzy wierzą, że podbój kosmosu – obok AI czy robotyki – będzie jedną z branż, na których zarobić będzie można najwięcej.
Nawet jeżeli prognozy te się nie spełnią w stu procentach, to do sektora nowych technologii napłyną miliardy dolarów, które pomogą finansować badania i rozwój. To rodzaj ryzyka, który niechętnie podejmują banki, a który jednocześnie trudno wtłoczyć w ramy finansowania przez państwowe dotacje. Inwestorzy wierzą w spółki kosmiczne na podobnej zasadzie jak kiedyś w spółki kolejowe, komputerowe czy internetowe. Jeżeli po drodze dojdzie do bańki inwestycyjnej – a istnieją głosy, według których już teraz mamy z nią do czynienia – to nie będzie to ani pierwszy, ani ostatni tego typu przypadek.
Benjamin Graham, jeden z nauczycieli Warrena Buffetta, mawiał, że "na krótką metę rynek działa jak maszyna do głosowania, ale na dłuższą metę jest jak maszyna do ważenia". Innymi słowy, o ile dziś ceną akcji SpaceX i innych spółek kosmicznych mogą rządzić nastroje i nadzieje inwestorów, o tyle w horyzoncie lat i dekad górę wezmą biznesowe fundamenty.
Michał Żuławiński, Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych