- 3 lipca Sejm przyjął ustawę o Osobistych Kontach Inwestycyjnych. Teraz czeka ona na podpis prezydenta Karola Nawrockiego.
- OKI mają wejść w życie 1 stycznia 2027 r.
- Aktywa inwestycyjne denominowane w złotych (np. akcje i jednostki funduszy inwestycyjnych) mają być zwolnione z tzw. podatku Belki do kwoty 100 tys. zł.
- - Cieszy nas ponadpartyjne porozumienie ws. Osobistych Kont Inwestycyjnych. Cały rynek przygotowuje się już na start OKI, choć nasze potrzeby są znacznie większe - ocenia w rozmowie z money.pl Tomasz Bardziłowski.
- Jak mówi prezes GPW, warszawska giełda nie jest "płytka", ale jest zbyt mała w stosunku do polskiej gospodarki. Kapitalizacja wszystkich spółek sięga 27 proc. PKB, podczas gdy unijna średnia to 60 proc.
- - Uważam, że polskie regulacje dotyczące ankiet MiFID dla początkujących inwestorów są zbyt restrykcyjne. Moim zdaniem należy tu rozważyć zmianę - twierdzi szef warszawskiej giełdy.
Tomasz Setta, money.pl: Sejm przytłaczającą większością głosów uchwalił ustawę o Osobistych Kontach Inwestycyjnych (OKI). To daje jakąś nadzieję, że rozwiązania poprze też prezydent Karol Nawrocki?
Tomasz Bardziłowski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie: Osobiste Konta Inwestycyjne to na pewno przełomowe rozwiązanie dla polskiego rynku kapitałowego i warszawskiej giełdy. Dzięki OKI inwestorzy będą mogli po pierwsze inwestować do 100 tys. złotych bez podatku od zysków kapitałowych, z niewielkim podatkiem powyżej tej kwoty, a po drugie: zniknie nierównowaga podatkowa, którą mamy dziś w zderzeniu z rynkiem nieruchomości. Te różnice w opodatkowaniu zostaną w znacznym stopniu wyrównane, przez co spodziewamy się większego napływu kapitału. Liczymy na start OKI na początku przyszłego roku. Cały rynek się na to przygotowuje.
Jak rozumiem cieszy pana ta ponadpartyjna zgoda?
Tak. To zresztą pokazuje, że konsultacje publiczne w sprawie OKI - w których również braliśmy udział - zostały przeprowadzone w bardzo otwarty sposób. Być może pomogło też to, że OKI to rozwiązanie wzorowane na szwedzkich kontach inwestycyjnych (ISK). To przykład wskazywany od lat przez międzynarodowych ekspertów jako najlepszy mechanizm.
Prezes ujawnia ściemę. Za to samo płacisz więcej
Pytanie, czy OKI rzeczywiście będą dla GPW tym, czym ISK były i są dla szwedzkiego rynku kapitałowego? Z wielu badań wynika też, że Polacy nie oszczędzają z myślą o budowaniu kapitału, tylko głównie po to, by mieć pieniądze na "czarną godzinę".
Oszczędności Polaków rosną, nasza zamożność też. Pod względem PKB na głowę w parytecie siły nabywczej dościgamy już bogate kraje: Japonię, Hiszpanię. Widać wyraźnie, że Polacy coraz częściej myślą o inwestycjach, które mogą im dać wyższą stopę zwrotu niż to, co oferują instrumenty pozbawione ryzyka. Jeszcze do niedawna na lokacie bankowej czy dzięki obligacjom oszczędnościowym można było zyskać nawet 6 proc. w skali roku. Teraz mamy niską inflację, banki oferują na kontach 3 proc.
W tym kontekście rynek kapitałowy, ze zwrotami w dłuższym terminie na poziomie 7 proc. rocznie, może być konkurencyjny, nie mówiąc już o ostatnich dwóch latach, gdzie nasze indeksy podwoiły się. Zeszły rok był dla nas najlepszy w tym stuleciu. Uważam, że Polacy powinni zacząć myśleć o dywersyfikacji swoich oszczędności poza lokaty i nieruchomości, a rynek kapitałowy powinien być dla nich naturalnym kierunkiem.
Tyle że w polskich warunkach stopa zwrotu wcale nie musi być tak ważna dla tych osób, dla których budowanie kapitału nie jest priorytetem. Bez dodatkowej edukacji samo wprowadzenie OKI może niewiele zmienić.
My również jako GPW zlecamy przeprowadzenie własnych badań poświęconych umiejętnościom inwestorskim. Z jednej strony, rzeczywiście, widać konieczność lepszej edukacji, ale z drugiej strony mamy też sygnały, że na rynku kapitałowym coraz częściej inwestują młodzi ludzie. Co ciekawe, badania te pokazują, że jedną z ich głównych motywacji jest oszczędzanie z myślą o przyszłej emeryturze.
Mamy świadomość, że Polacy większość swoich aktywów finansowych trzymają w bankach; według różnych szacunków to nawet 50 proc. We wspomnianej Szwecji to tylko 15 proc., podczas gdy unijna średnia to ok. 30 proc.
Gdyby Polacy trzymali na kontach bankowych tyle, co średnio wszyscy Europejczycy, to mielibyśmy różnicę w postaci ok. 600 mld złotych. Jeśli część z tych pieniędzy trafi na rynek kapitałowy, to będzie to korzystne nie tylko dla samych oszczędzających, którzy mogliby efektywniej pomnażać swoje środki, ale również dla spółek giełdowych, zyskujących dostęp do dodatkowego kapitału na rozwój.
Za pośrednictwem OKI będzie można inwestować w różne aktywa, także zagraniczne, ale tylko te skierowane na polski rynek będą korzystać z preferencji podatkowych. Prawdę mówiąc to brzmi trochę jak przyznanie się do winy: polska giełda jest płytka, nie ma wielu atutów, wobec czego niejako "wymusimy" ten strumień pieniędzy odpowiednimi przepisami.
Zacznę od tego, że OKI nie wyklucza inwestycji zagranicznych. Na osobistym koncie będzie można mieć aktywa międzynarodowe, choć rzeczywiście będą one obłożone podatkiem od aktywów. W pierwszym roku obowiązywania OKI stawka takiego podatku będzie wynosiła 0,85 proc., a w kolejnych latach będzie to iloczyn stopy NBP i 19 proc., czyli w praktyce okolice 0,6-0,7 proc. Natomiast pełne zwolnienie z podatku będzie dotyczyć polskich aktywów, ale to chyba naturalne i zrozumiałe.
Z rozmów z brokerami wiemy, że niekiedy większość środków z IKE czy IKZE (Indywidualne Konta Emerytalne i Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego - przyp. red.) jest inwestowana za granicą, głównie w USA. Pytanie, czy zabezpieczone jest ryzyko walutowe i jak ma na tym korzystać polska gospodarka? A chcę podkreślić, że w ostatnim czasie nasze indeksy wcale nie radziły sobie gorzej od amerykańskich. Było dokładnie odwrotnie: przez ostatnie dwa lata - ale również w tym roku - nasza giełda jest lepsza od nowojorskiej.
Odpowiadając wprost na pana pytanie: nie zgodzę się, że nasza giełda jest "płytka". W relacji do naszej kapitalizacji jesteśmy jedną z najbardziej płynnych giełd w Europie. Ale z pewnością GPW jest zbyt mała w stosunku do potrzeb naszej gospodarki. Dziś Polska korzysta ze środków unijnych, w tym z Krajowego Planu Odbudowy. Teraz silnikiem napędzającym gospodarkę będzie program SAFE, ale w długim terminie musimy zastanowić się, co będzie nowym motorem wzrostu. Potrzeb nie brakuje: poziom inwestycji w polskiej gospodarce jest bardzo niski, wydajemy też za mało na badania i rozwój, czyli na innowacje. Rynek kapitałowy może te potrzeby sfinansować, ale musi być większy.
Kapitalizacja polskich spółek krajowych sięga dziś 27 proc. PKB. Unijna średnia to 60 proc., a w krajach takich jak Szwecja - blisko 200 proc. Gdybyśmy chcieli w Polsce "dobić" w ciągu najbliższych kilku lat co najmniej do poziomu 50 proc., to potrzebujemy w sumie ok. 250 mld złotych krajowego kapitału, czyli dodatkowych 50 mld złotych rocznie. Tymczasem szacunki Ministerstwa Finansów pokazują, że OKI dadzą nam zastrzyk "tylko" w postaci 5 mld zł rocznie. To oznacza, że wciąż mamy wiele do zrobienia, jeśli chcemy, żeby polski rynek efektywnie finansował naszą gospodarkę.
To diagnoza, a co rozwiązaniami? Jak pokonać te bariery?
Najważniejsza jest dalsza mobilizacja krajowego kapitału. O podaż dobrych spółek już się mniej martwię. W tym obszarze duże nadzieje wiążę z programem Innovate Poland, który pozwoli pokonać wspomniane bariery i zwiększy liczbę debiutów na GPW, zwłaszcza jeśli chodzi o firmy technologiczne. Ekosystem venture capital i private equity w Polsce jest już rozwinięty, choć nadal potrzebuje dużego wsparcia, które może zapewnić właśnie Innovate Poland.
Krótkookresowo zwracamy też uwagę na inne obszary, gdzie - moim zdaniem - można zrobić więcej. W szczególności myślę o funduszach inwestycyjnych TFI. Napływy do TFI w zeszłym roku wyniosły 50 mld złotych, z czego na giełdę "netto" nie wpłynęło prawie nic. Oczywiście, cały czas mamy do czynienia z wysokimi zwrotami na obligacjach, ale te wzrosty są coraz niższe.
Kolejna sprawa to pytanie, na ile instrumenty w postaci akcji można dystrybuować w sieciach bankowych. Tu przeszkodą jest obecna konstrukcja ankiet MiFID (ankiety, w których banki i domy maklerskie badają wiedzę inwestorów - przyp. red.). Osobiście uważam, że w implementacji tego unijnego prawa poszliśmy w Polsce za daleko i regulacje te są zbyt restrykcyjne.
Podam przykład: w większości takich ankiet jest pytanie o doświadczenie inwestycyjne. Jeśli ktoś nie ma takiego doświadczenia, bo nigdy w życiu nie kupił żadnej akcji, to nie można mu zaoferować produktów akcyjnych. Pojawia się też pytanie dotyczące tzw. absorpcji straty, czyli czy ktoś zgadza się z tym, że na inwestycji może stracić. Jeśli ktoś wybierze całkowicie naturalną odpowiedź "nie", wtedy można mu zaoferować tylko instrumenty pozbawione ryzyka.
Sądzę, że przy odpowiedniej świadomości ryzyka ci inwestorzy mogliby przeznaczać część swoich portfeli na tego typu instrumenty, podobnie jak pozwalają na to regulacje w innych europejskich krajach. To oczywiście wiąże się z większym ryzykiem, ale daje też szanse na wyższą stopę zwrotu. Ryzyko może być też odpowiednio zdywersyfikowane, np. przez inwestowanie na długi okres albo w odpowiednie produkty.
Takie produkty, które są pod kątem ryzyka lepiej zdywersyfikowane i mogłyby "wprowadzać" początkujących inwestorów na rynek, to tzw. ETF-y (fundusze inwestycyjne, które z reguły odzwierciedlają zachowanie całego indeksu giełdowego - red.). One są zresztą osią naszej strategii. Dzisiaj mamy już ponad 40 ETF-ów, a pod koniec roku chcemy zbliżyć się do 50.
Sądzi pan, że można złagodzić te regulacje bez szkody dla początkujących inwestorów?
Moim zdaniem polskie rozwiązania są bardziej wymagające od tego, czego oczekuje Unia Europejska i myślę, że należy tu rozważyć zmianę.
A nie jest problemem to, że polską giełdę wciąż postrzega się przez pryzmat spółek z udziałem Skarbu Państwa?
To już trochę się zmienia. Zresztą, w ciągu ostatnich dwóch lat spółki z udziałem Skarbu Państwa podwoiły swoją kapitalizację. W rezultacie ktoś, kto miał je w swoim portfelu, mógł zarobić więcej niż ktoś, kto miał ekspozycję tylko na główny indeks. To pokazuje, że dobrze zarządzane spółki - także te z udziałem Skarbu Państwa - mogą wykorzystywać swój potencjał i działać efektywnie, dając inwestorom szansę na zysk.
Poza OKI Sejm przegłosował jeszcze jedną ważną ustawę. Chodzi o unijną dyrektywę "Women on Boards", która ma zwiększyć równowagę płci we władzach spółek giełdowych. Dziś niektóre państwowe spółki mają z tym problem.
To długo oczekiwane przepisy i cieszę się, że zostały w końcu przegłosowane. Osobiście uważam, że spółki giełdowe powinny być przygotowane na przeprowadzenie odpowiednich zmian w swoich władzach. My, jako Giełda Papierów Wartościowych, spełniamy te kryteria.
Rzeczywiście, sprawdziłem. Łączny udział kobiet w zarządzie i radzie nadzorczej GPW to 33 proc. - tak, jak wymaga tego dyrektywa.
Tak, i to przekłada się na wyższą jakość zarządzania. Z myślą o tym, w 2025 r. uruchomiliśmy program GPW FutureBridge, którego celem jest wzmacnianie przywództwa kobiet na rynku kapitałowym. W inicjatywę zaangażowały się Orlen, PKO BP, PZU, KGHM, PGE czy Tauron. Współpracujemy też z trzema uczelniami biznesowymi: Szkołą Główną Handlową w Warszawie, Akademią Leona Koźmińskiego i Szkołą Biznesu Politechniki Warszawskiej.
Program spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem i we wrześniu ruszamy z kolejną edycją. Jeśli również zakończy się sukcesem, być może z czasem rozszerzymy ten program także na pozostałe spółki obecne na warszawskiej giełdzie.