Blask złota w cieniu niepewności. Dlaczego kruszec przestał drożeć?
Metale szlachetne tanieją, choć trwający konflikt na Bliskim Wschodzie powinien wspierać aktywa uważane za bezpieczne przystanie. W rozmowie z serwisem money.pl rynkowe zawirowania i gwałtowne spadki cen kruszców tłumaczy Ole Hansen, dyrektor do spraw strategii surowców w Saxo Banku. Dlaczego inwestorzy upłynniają swoje portfele?
Ostatnie dni przyniosły wyraźną wyprzedaż metali szlachetnych, które wpisały się w szerszy trend spadkowy obejmujący również rynki akcji oraz obligacji skarbowych. Złoto i srebro, które historycznie pełniły funkcję tarczy ochronnej dla kapitału w czasach głębokich kryzysów, tracą na wartości.
Cena złota oscyluje obecnie wokół poziomu 4,6 tys. dol. za uncję. To znacznie poniżej styczniowego szczytu, który sięgał 5,2 tys. dol. W przypadku kontraktów terminowych przecena okazała się jeszcze głębsza. To również kolejna fala wyprzedaży w krótkim czasie. Warto przypomnieć, że już w ostatni piątek stycznia rynek metali szlachetnych przeszedł przez mocną przecenę, która sprowadzała inwestorów na ziemię po wcześniejszych historycznych szczytach. Obecna sytuacja pokazuje, że zmienność na tym rynku pozostaje bardzo wysoka.
Warunkowość nie tylko przez SAFE. USA też mają wymagania
Złoto nadal ma trudności z odzyskaniem impetu, a po przebiciu pięćdziesięciodniowej średniej kroczącej, która ostatnio wynosiła około 4978 dolarów, rośnie ryzyko głębszej korekty. Mimo że napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie zwykle wspierają wyceny kruszcu, tym razem pojawił się szereg czynników równoważących – komentuje w rozmowie z money.pl Ole Hansen, główny strateg surowcowy Saxo Banku.
Tłem dla obecnych zawirowań jest wchodząca w trzeci tydzień wojna amerykańsko-irańska. Konflikt ten błyskawicznie stał się głównym katalizatorem obaw o potężny szok energetyczny na skalę globalną. Sytuację drastycznie zaostrzyły niedawne ataki na kluczową infrastrukturę naftową i gazową na terytorium Iranu oraz Kataru. Perspektywa gwałtownego i trwałego wzrostu cen surowców energetycznych rodzi uzasadnione obawy o ponowny wybuch globalnej inflacji, co bezpośrednio determinuje decyzje najważniejszych instytucji monetarnych na świecie.
– Wpływ wojny na rynki energii spowodował wzrost oczekiwań inflacyjnych w momencie, gdy banki centralne i tak podchodziły ostrożnie do kwestii łagodzenia polityki pieniężnej – zwraca uwagę Ole Hansen.
Gwałtowny wzrost cen ropy naftowej i produktów rafinowanych, zwłaszcza oleju napędowego, zmniejszył prawdopodobieństwo obniżek stóp procentowych w najbliższym czasie, a w niektórych przypadkach skłonił rynek do wyceny opartej na perspektywie utrzymania wyższych stóp procentowych przez dłuższy czas – podkreśla ekspert Saxo Banku.
Reakcje instytucji finansowych zdają się potwierdzać tę diagnozę. Amerykańska Rezerwa Federalna utrzymała w środę stopy procentowe na niezmienionym poziomie, wprost wskazując w komunikacie na wysoce niepewne skutki gospodarcze trwającego na Bliskim Wschodzie konfliktu zbrojnego. Podobną ścieżkę analityczną obrał Bank Japonii, wyraźnie zaznaczając, że ryzyko inflacyjne jest obecnie skierowane zdecydowanie ku górze. Z kolei Szwajcarski Bank Narodowy zasygnalizował rosnącą gotowość do bezpośrednich interwencji na rynku walutowym w miarę przedłużania się działań militarnych.
– Wsparło to wzrost realnych stóp zwrotu, co stanowi istotny czynnik hamujący dla aktywów nieprzynoszących dochodu, takich jak złoto – zaznacza Ole Hansen.
Znaczenie ma sama natura obecnego szoku. Jest to przede wszystkim szok inflacyjny spowodowany podażą (konflikt na Bliskim Wschodzie to mniej surowców energetycznych - przyp. red.), a nie popytem. Banki centralne mają ograniczone możliwości przeciwdziałania takiej inflacji bez ryzyka dalszych szkód gospodarczych, jednak rynki i tak reagują, podwyższając oczekiwania dotyczące stóp procentowych. To połączenie, czyli trwająca inflacja i ograniczone możliwości reakcji polityki pieniężnej, tworzy w perspektywie krótkoterminowej niepewne tło dla złota – komentuje ekspert.
Konkurencja bezpiecznych przystani i potrzeba płynności
Kolejnym potężnym czynnikiem ciążącym na notowaniach metali szlachetnych jest zachowanie amerykańskiej waluty. W obliczu globalnej paniki kapitał nie płynie wyłącznie w stronę fizycznych kruszców, ale szuka schronienia w najbardziej płynnych aktywach świata.
– Dolar amerykański umocnił się. W obecnej sytuacji napięcia geopolityczne w połączeniu z rosnącymi cenami energii sprzyjają napływowi kapitału do aktywów denominowanych w amerykańskiej walucie – wskazuje Ole Hansen. – Powoduje to powstanie konkurencji, w której tradycyjna rola złota jest częściowo osłabiona przez silniejszego dolara – konstatuje analityk.
Tę samą zależność rynkową dostrzegają inni uczestnicy rynku, którzy obserwują ucieczkę kapitału od surowców. – Silny dolar tradycyjnie wywiera presję na notowania kruszców, ponieważ sprawia, że złoto staje się droższe i mniej atrakcyjne dla inwestorów posługujących się innymi walutami – zauważa w swoim komentarzu Dan Coatsworth, analityk rynkowy w AJ Bell.
Wyprzedaż funduszy i akcji spółek wydobywczych
Rynkowa panika błyskawicznie przeniosła się na instrumenty powiązane z metalami. Fundusze ETF oparte na fizycznym kruszcu oraz akcje globalnych spółek wydobywczych zanotowały dwucyfrowe spadki. Wyprzedaż dotknęła gigantów branży zarówno na parkietach amerykańskich, jak i europejskich. Wyjaśnienia tego zjawiska należy szukać w mechanice rynków finansowych i strukturze współczesnych portfeli inwestycyjnych.
W ciągu ostatnich kilku lat złoto było jednym z najbardziej dochodowych i popularnych instrumentów inwestycyjnych, wspieranym przez zakupy banków centralnych, zabezpieczenia geopolityczne oraz obawy o dewaluację waluty. Niedawne przebicie kluczowych poziomów technicznych wywołało sprzedaż napędzaną dynamiką rynku, podczas gdy ogólny nastrój unikania ryzyka skłonił inwestorów do redukcji zyskownych pozycji w celu zwiększenia płynności – diagnozuje sytuację ekspert.
Zjawisko to, znane na rynkach jako pokrywanie wezwań do uzupełnienia depozytów zabezpieczających, zmusza fundusze do sprzedaży aktywów, które do tej pory przynosiły zyski, aby pokryć straty na innych, bardziej ryzykownych instrumentach. Zmienił się również profil samego posiadacza złota.
– Inwestorzy finansowi, a nie fundamentalni, są marginalnymi nabywcami złota i widzimy, jak ogólnie zmniejszają ryzyko – ocenia w swoim komentarzu Iain Barnes z firmy Netwealth. Innymi słowy: widać, że to głównie krótkoterminowi gracze finansowi, a nie długoterminowi inwestorzy, kupujący złoto z myślą o jego realnej wartości, wycofują się i ograniczają ryzyko.
Pojawia się również niezwykle istotny, choć często pomijany w analizach makroekonomicznych, aspekt czysto logistyczny trwającego konfliktu. Wojna na Bliskim Wschodzie paraliżuje globalne łańcuchy dostaw, co bezpośrednio uderza w rynek fizycznego kruszcu.
– Zamknięcie przestrzeni powietrznej i szlaków żeglugowych sprawia, że fizyczny transport złota staje się niezwykle kosztowny lub wręcz niemożliwy – tłumaczy w swoim komentarzu Paul Surguy, dyrektor zarządzający w Kingswood Group.
Przemysłowa natura srebra ciągnie je w dół
O ile spadki na rynku złota są dotkliwe, o tyle sytuacja na rynku srebra przypomina prawdziwy krach. Cena tego metalu na rynku spotowym (czyli do kupienia tu i teraz) zanurkowała niemal o jedną dziesiątą, a kontrakty terminowe straciły jeszcze więcej. Srebro, choć zaliczane do metali szlachetnych, charakteryzuje się zupełnie inną specyfiką popytu.
Srebro odnotowało bardziej gwałtowną korektę. Oprócz podążania za spadkiem cen złota, jest ono bardziej wrażliwe na oczekiwania dotyczące wzrostu gospodarczego ze względu na swoje zastosowanie przemysłowe – wyjaśnia Ole Hansen w rozmowie z money.pl.
– Obawy, że wyższe koszty energii będą miały negatywny wpływ na globalną aktywność gospodarczą, wywierają dodatkową presję, podczas gdy jego większa zmienność i dźwignia finansowa w pozycjonowaniu spekulacyjnym wzmacniają spadki podczas korekt – dodaje ekspert Saxo Banku.
Czas zmienności na rynku metali szlachetnych
Obecne turbulencje na rynku metali szlachetnych wpisują się w szerszy kontekst zmienności, która charakteryzuje ten segment od dłuższego czasu. Warto przypomnieć, że miniony rok był dla metali szlachetnych okresem historycznych wręcz wzrostów. Złoto podrożało w tym czasie o kilkadziesiąt procent, a srebro zanotowało spektakularny, ponad stuprocentowy rajd. Początek bieżącego roku przyniósł historyczne rekordy, kiedy cena uncji złota przebiła psychologiczną barierę pięciu tysięcy dolarów, kusząc inwestorów wizją niekończących się zysków.
Jednak już pod koniec stycznia rynek doświadczył pierwszej fali gorączkowej wyprzedaży, kiedy to metale szlachetne i przemysłowe przeszły przez tydzień dramatycznych notowań, wywołanych obawami o inflację za oceanem. W ciągu zaledwie doby ceny gwałtownie spadły, co zmusiło wielu inwestorów do przewartościowania swoich pozycji.
Krótko mówiąc, brak wzrostu cen złota pomimo napięć geopolitycznych odzwierciedla tymczasową dominację czynników makroekonomicznych i technicznych, czyli wyższych realnych stóp procentowych, silniejszego dolara i korekty pozycji, nad jego tradycyjną rolą bezpiecznej przystani – podsumowuje Ole Hansen.
Robert Kędzierski, dziennikarz money.pl