Niemiecka motoryzacja złamie tabu? Chińczycy u bram

Niemiecki przemysł motoryzacyjny, przez dziesięciolecia uchodzący za absolutny wzór i fundament europejskiej gospodarki, znajduje się na dziejowym zakręcie. Koncerny, które niegdyś z dumą i pewną dozą arogancji patrzyły na globalną konkurencję, dziś muszą mierzyć się z brutalną rzeczywistością ekonomiczną. Według doniesień niemieckich mediów rozważana jest nawet produkcja chińskich aut w fabrykach za Odrą.

Co dalej z niemieckim przemysłem?Co dalej z niemieckim przemysłem?
Źródło zdjęć: © East News | AFP, Associated Press, EAST NEWS, EVAN VUCCI, Ebrahim Noroozi, Ipon, SIPA, Stefan Boness
Robert Kędzierski

Kryzys w branży, napędzany transformacją energetyczną, spadkiem popytu i rosnącą presją konkurencji z Azji, zmusza zarządy firm w Wolfsburgu (Volkswagen) czy Stuttgarcie (Mercedes-Benz) do weryfikacji dogmatów, które jeszcze kilka lat temu wydawały się nienaruszalne - stwierdził we wtorkowym komentarzu dziennikarz "Süddeutsche Zeitung" Thomas Fromm. Jak dodał, puste hale fabryczne, generujące potężne koszty stałe, stają się ciężarem, który trzeba zrzucić. Nawet jeśli oznacza to wejście w branżę militarną lub oddanie kluczy do fabryk największym rynkowym rywalom z Azji.

Zbrojeniówka na ratunek motoryzacji

Fromm ocenia, że symbolicznym momentem dla całej niemieckiej gospodarki może być lato 2027 r. To właśnie wtedy w zakładach Volkswagena w Osnabrück ostatecznie wygaszona zostanie produkcja samochodów. Pytanie o przyszłość tego potężnego kompleksu przemysłowego otwiera zupełnie nowy rozdział w historii europejskiego biznesu. Zamiast kolejnych modeli aut osobowych, z taśm montażowych mogą zacząć zjeżdżać pojazdy wojskowe.

Zarządy firm motoryzacyjnych, które historycznie odcinały się od przemysłu obronnego, argumentując, że ich misją jest dostarczanie mobilności i radości z jazdy w czasach pokoju, zmieniają narrację. W ubiegłym tygodniu dyrektor generalny Mercedesa, Ola Källenius, cytowany przez "Süddeutsche Zeitung", otwarcie opowiedział się za możliwością wejścia w sektor zbrojeniowy. Warunek jest jeden – zaangażowanie to musi być, jak ujął to szef koncernu ze Stuttgartu, sensowne ekonomicznie. Wizja, w której zakłady firmy, zamiast luksusowych limuzyn klasy S, produkują sprzęt dla armii, przestała należeć do sfery science fiction.

"Niestety słabo". Tak ocenia sprzedawców w Polsce

Jak ocenia Thomas Fromm, z ekonomicznego punktu widzenia ten sojusz ma głębokie uzasadnienie. Niemieccy producenci samochodów cierpią na chroniczną nadwyżkę mocy produkcyjnych. W czasach prosperity budowano kolejne, coraz większe hale fabryczne, które dziś, przy kurczącym się rynku zbytu, świecą pustkami i ciągną w dół wskaźniki rentowności. "Z drugiej strony barykady znajduje się europejski przemysł zbrojeniowy. W obliczu geopolitycznej konieczności remilitaryzacji kontynentu, producenci broni zmagają się z klęską urodzaju. Mają portfele pełne gigantycznych zamówień rządowych, ale brakuje im infrastruktury przemysłowej, by je zrealizować" - czytamy w publikacji.

Według jej autora przejęcie gotowych, wysoce zautomatyzowanych zakładów motoryzacyjnych przez podmioty takie jak niemiecko-francuski producent czołgów KNDS czy izraelski koncern zbrojeniowy Rafael wydaje się wręcz naturalnym ruchem rynkowym.

Chiński smok u bram europejskich fabryk

Drugim, równie potężnym tabu, które upada na naszych oczach, jest kwestia relacji z chińskim kapitałem. Przez dekady w niemieckich centralach obowiązywała niepisana, ale żelazna zasada: europejskie koncerny mogą tworzyć w Chinach spółki joint venture z lokalnymi partnerami, by budować auta na tamtejszy rynek, ale nigdy nie wpuszczą azjatyckich konkurentów do swoich europejskich twierdz - zwraca uwagę Fromm.

"Dziś ta doktryna legła w gruzach. Znakomitym przykładem jest marka Opel, która w samym środku rynkowego kryzysu zdecydowała się na ścisłą współpracę ze swoim chińskim rywalem, firmą Leapmotor. Celem tego sojuszu jest wspólne wprowadzenie na rynek w pełni elektrycznego SUV-a. To, co jeszcze niedawno uznano by za biznesową kapitulację, dziś nazywa się optymalizacją kosztów i pragmatyzmem" - wskazuje autor materiału. Podkreślmy, że pojazd będzie produkowany w Hiszpanii.

Fromm dodaje, że sytuacja staje się jeszcze bardziej napięta w kontekście samego Volkswagena. Zarządzający chińskim koncernem Xpeng nie ukrywają swoich ambicji dotyczących Starego Kontynentu. Elvis Cheng, dyrektor zarządzający Xpeng na Europę Północno-Wschodnią, podczas ubiegłotygodniowej konferencji branżowej poinformował o wstępnych rozmowach dotyczących przejęcia jednego z zakładów VW. Chińczycy otwarcie sondują możliwość przejęcia zakładów VW, nawet jeśli, jak przyznają, niektóre europejskie fabryki są już nieco przestarzałe.

Polityczna presja i nerwowe dementi

Słowa przedstawiciela Xpeng wywołały trzęsienie ziemi w Niemczech, zmuszając najwyższe kierownictwo Volkswagena do natychmiastowej reakcji. Podczas środowego zgromadzenia rady zakładowej w Wolfsburgu dyrektor generalny VW, Oliver Blume, kategorycznie zaprzeczył rewelacjom płynącym z Azji. Szef koncernu przyznał otwarcie, że firma posiada nadmierne moce produkcyjne zarówno w Niemczech, jak i w całej Europie, jednak stanowczo odciął się od wizji oddania fabryk Chińczykom.

Wykraczające poza to spekulacje i dyskutowane w otoczeniu podejścia nie są dla nas tematem: obecnie nie ma żadnych przemyśleń ani rozmów z chińskimi producentami – powiedział Blume, odnosząc się do plotek o sprzedaży niemieckich zakładów. Jednocześnie szef Volkswagena oficjalnie potwierdził, że trwają zaawansowane negocjacje z firmami z sektora obronnego w sprawie przyszłości wspomnianej fabryki w Osnabrück.

Sytuację komplikuje fakt, że do gry włączyli się politycy, którzy w obliczu groźby masowych zwolnień zaczynają panikować. Rządy krajowe Dolnej Saksonii i Saksonii, zaniepokojone widmem upadku regionalnych rynków pracy, same zaczęły sugerować chińskich producentów samochodów jako potencjalnych partnerów dla borykającego się z problemami Volkswagena. Premier Dolnej Saksonii, Olaf Lies, wprost dopuszcza możliwość produkcji chińskich samochodów w niemieckich zakładach VW. Dla lokalnych władz priorytetem jest utrzymanie miejsc pracy i wpływów z podatków.

Wybrane dla Ciebie