"Nóż w plecy Trumpa". Ruszyła walka o władzę w Białym Domu

Piotr Bera
J.D. Vance i Marco Rubio stoczą walkę o władzę po Donaldzie TrumpieJ.D. Vance i Marco Rubio stoczą walkę o władzę po Donaldzie Trumpie
Źródło zdjęć: © Anadolu via Getty Images, Getty Images | Costas Baltas, Evan Vucci Pool, Finn Gomez • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

J.D. Vance ogłosił, że republikanie przegrali wybory połówkowe z powodu wojny w Iranie, co jest "wbiciem noża w plecy" Donalda Trumpa. W Białym Domu szuka się winnych klęski, a jednocześnie ruszyła batalia o prezydenturę w 2028 roku.

"Wojna jest powodem, dla którego przegraliśmy. Sam prezydent powiedział to wczoraj wieczorem. Każda uczciwa dyskusja o tym, co powinniśmy zrobić dalej, musi zacząć się właśnie od tego" – oznajmił tuż po wyborach połówkowych J.D. Vance.

Wiceprezydent we wpisie na portalu X zaznaczył, że wyborcy zagłosowaliby na Partię Republikańską, gdyby ta zakończyła wojnę z Iranem, zajęła się kosztami życia i inflacją oraz postawiła Amerykę na pierwszym miejscu. Vance wspomniał też o zmianie stosunków z Izraelem. Wpis wywołał lawinę komentarzy. Ropa zaczęła gwałtownie tanieć – Vance zwiększył nadzieje rynków na zakończenie wojny z Iranem.

– Wpis Vance'a jest zastanawiający i mam po nim więcej pytań niż odpowiedzi. Wygląda to jak wbicie Trumpowi noża w plecy, ponieważ jest to przeciwstawienie się jego polityce. Wbrew temu, co napisał Vance, Trump nie powiedział wprost, że wojna z Iranem doprowadziła do porażki. Wręcz podkreślał, że rozpocząłby ją jeszcze raz, bo był to słuszny krok. Dlatego wpis Vance'a jest tak kontrowersyjny – ocenia Jakub Graca z Instytutu Nowej Europy.


WIDEO
Wójt-rekordzista. Rządzi prawie 30 lat. Oto, co mówią o nim mieszkańcy

Vance zaczął niebezpieczną dla siebie grę. Jeśli sam Trump uzna, że wiceprezydent wbija mu "nóż w plecy", to nie namaści go na swojego następcę.

W Waszyngtonie rozpoczęła się "blame game", czyli szukanie winnych. Głównym kandydatem do "wycięcia" jest sekretarz wojny Pete Hegseth.

Po porażce w wyborach środka kadencji w 2006 r. George W. Bush jr. zwolnił sekretarza obrony Donalda Rumsfelda. Można doszukać się tu analogii. Miałoby to sens, ponieważ od początku było wiadomo, że Hegsethowi brakuje wiedzy i doświadczenia na to stanowisko – twierdzi Graca.

Bitwa o pozłacany Biały Dom Trumpa

Czystki w Białym Domu są nieuniknione. Tak samo jak walka o schedę po Trumpie. I przy jak najmniejszym jego udziale, bo obecność prezydenta stała się balastem. Według najnowszego sondażu opublikowanego przez media w USA aż 62 proc. Amerykanów głosujących we wtorkowych wyborach połówkowych źle ocenia prezydenturę Trumpa.

– Vance zaczyna tworzyć dla siebie miejsce w Partii Republikańskiej. Następcą Trumpa będzie albo on, albo Marco Rubio – obaj będą ubiegać się o nominację. W przypadku Vance'a ciąży mu to, że od początku był typowany na następcę, a jego działania mające przynieść pokój w Iranie okazały się fiaskiem. Marco Rubio również nie był zwolennikiem interwencji w Iranie, a jest doświadczonym i skutecznym politykiem, który może przyciągnąć głosy Latynosów i innych wyborców, nie tylko tradycyjny republikański elektorat, czyli białą klasę średnią – mówi dr Michał Kuź, amerykanista z Uniwersytetu Vizja.

I dodaje: – Właściwie ktokolwiek będzie ubiegał się o nominację, musi już na tym etapie dystansować się od Trumpa, który jest coraz mniej popularny nawet wśród wyborców republikańskich.

Sondaże tym razem się nie myliły. Amerykańską scenę polityczną rzeczywiście zalało niebieskie tsunami. Wyborcy pokazali republikanom czerwoną kartkę, gdyż mają dość drożyzny w sklepach oraz bardzo wysokich cen paliw, które wystrzeliły po ataku na Iran.

Trump przed wyborami przekonywał, że to wina Wołodymyra Zełenskiego, bo Ukraina atakuje rosyjskie rafinerie, ale Amerykanie w te słowa nie uwierzyli. Przeciętny Joe z "pasa rdzy" ma dość nabijania kieszeni miliarderom jak Elon Musk. Trump dwa lata temu obiecywał zupełnie co innego.

Jednak nawet niskie poparcie nie oznacza, że ruch MAGA już przestał istnieć.

Całkowitego upadku MAGA i trumpizmu obecnie nie możemy wieszczyć, to zdecydowanie za wcześnie. Mimo wszystko Trump cieszy się nadal dużym posłuchem w elektoracie – podkreśla Gaca.

America first?

Vance jest znacznie bardziej konserwatywny od Rubio i może dotrzeć do izolacjonistycznego elektoratu popierającego skrajnie rozumiane hasło "America First".

Wybory połówkowe stały się faktycznym referendum oceny Donalda Trumpa. Dlatego demokraci odbili Teksas (po 30 latach) czy Kansas, gdzie nie mieli senatora od 94 lat.

Vance dystansował się od decyzji o rozpoczęciu wojny z Iranem, ale bronił innej kontrowersyjnej polityki Trumpa – tego, co stało się ICE. W wielu wypowiedziach bronił działań agentów, chociaż jego zdaniem niektórzy "schrzanili sprawę". Antyimigracyjna i agresywna polityka deportacyjna prowadzona przez ICE w całym kraju uderzyła też w republikanów.

W tym kontekście w wyścigu o nominację Partii Republikanów przewagę ma Rubio, który może przyciągnąć głosy latynoskich wyborców.

Ronnie Cavazos, deweloper z Doliny Dolnego Rio Grande w Teksasie, ogłosił w lokalnych mediach przed wyborami, że wokół placów budowy postawił ogrodzenia, które mają powstrzymać funkcjonariuszy służb imigracyjnych. Z powodu nalotów agentów ICE brakuje mu pracowników. Administracja Trumpa obiecywała, że dzięki masowym deportacjom znajdą się miejsca pracy dla Amerykanów, ale ci – zgodnie z przewidywaniami większości ekspertów – wcale nie chcą zajmować stanowisk wcześniej zarezerwowanych dla imigrantów.

Jeśli jeździsz furgonetką albo ciężarówką służbową, a z tyłu masz drabinę albo choćby z daleka wygląda na to, że pracujesz na budowie, to na pewno cię zatrzymają. Dlatego chłopaki boją się przychodzić do pracy – mówił dziennikarzom Cavazos.

Wyjaśnił, że nawet pracownicy z dokumentami gwarantującymi prawo pobytu nie chcą pojawiać się w pracy, bo boją się zatrzymania, nękania i zabrania na komisariat, gdzie mieliby udowodnić, że są "obywatelami Stanów Zjednoczonych". Sam Cavazos pochodzi z Meksyku. Jego ojciec był stolarzem i pracował w USA legalnie. Jako imigrant zastanawia się, "kto będzie wykonywać tę pracę?"

Szansa dla demokratów

Wielkie zwycięstwo Partii Demokratycznej w wyborach połówkowych oczywiście nie oznacza, że zdobycie przez nią Białego Domu w 2028 r. jest przesądzone.

Dwa lata temu, po kompletnej klęsce, mówiło się, że są w rozsypce, bez liderów i pomysłu. Teraz w dużej mierze pomogli im republikanie, a zwłaszcza Trump. Demokraci wygrali siłą słabości przeciwników. Nie należy się oszukiwać, że wszyscy pokochali ich plan – wielu ludzi zagłosowało po prostu przeciwko Trumpowi – ocenia Jakub Graca.

Odbicie typowo republikańskich stanów może być tylko chwilowe. Żeby tak się nie stało, demokraci powinni trzymać się dwóch haseł: accountability i affordability.

– Pierwsze to odpowiedzialność, czyli rozliczanie administracji Trumpa. Będą mieli do dyspozycji komisje w Kongresie, będą mogli prowadzić śledztwa w sprawie korupcji czy nepotyzmu. Muszą to jednak robić z umiarem, żeby nie zniechęcić wyborców, skupiając się wyłącznie na impeachmencie – tłumaczy nasz rozmówca.

Drugie hasło to "przystępność cenowa".

– W Stanach jest drogo, a Amerykanów zniechęcają przede wszystkim ceny paliw. Dwa lata temu zaufali Trumpowi, bo byli zawiedzeni gospodarką za Bidena. Teraz są zawiedzeni Trumpem i zaufali demokratom. Demokraci będą forsować legislację, która ma ulżyć ludziom – np. powrót do dopłat do ubezpieczeń zdrowotnych czy dofinansowanie programów żywnościowych dla najuboższych. Trump może to wetować, ale wtedy pokażą wyborcom: "zrobiliśmy, co w naszej mocy, ale to prezydent blokuje zmiany" – dodaje.

Demokratom może pomóc Trump. To od niego zależy, czy i kiedy zakończy się wojna w Iranie, a razem z nią zaczną spadać ceny paliw.

– W polityce zagranicznej Trump ma większy margines swobody niż w krajowej. Demokraci nie narzucą mu zakończenia wojny, ale kontrolując Kongres, mają więcej narzędzi. Mogą wstrzymywać finansowanie jednych celów, a przeznaczać pieniądze na inne. Mogą też w toku targów kongresowych naciskać na administrację, by zgodziła się na ustępstwa. Głównie w ten pośredni sposób mogą próbować zmusić Trumpa do działań, które wpłyną na obniżenie cen paliw – wskazuje Graca.

Po porażce republikanów urzędnicy w całym kraju mogą przestać biernie przyglądać się wszelkim decyzjom Białego Domu.

– Zwycięstwo demokratów ośmieli różnych aktorów krajowych i zagranicznych do bardziej stanowczego dochodzenia swoich praw. Okazało się, że Trump nie jest niepokonany i w dwa lata sytuacja odwróciła się o 180 stopni. Niektórzy już mówią, że jest tzw. lame duck, czyli prezydentem bez realnej władzy. Ja bym tak daleko nie szedł, bo wciąż ma prawo weta i wiele uprawnień. Ale niewątpliwie porażka wyborcza ośmieli jego przeciwników – ocenia nasz rozmówca.

Vance, DOGE i Musk

W szczególnie trudnej sytuacji jest Vance. Jako wiceprezydent jest nietykalny i Trump nie może go po prostu zwolnić. Dlatego warto zwrócić uwagę, czy w najbliższym czasie będzie widoczny wpływ Vance'a na prezydenta m.in. w podejściu do Chin.

Wiceprezydent chce ograniczać zależność od Pekinu, a Trump przy nakładaniu ceł jednocześnie wyciąga rękę do Xi Jinpinga. Zrobił to w pierwszym przemówieniu po przegranych wtorkowych wyborach, gdy chwalił luksusowe wykończenie oraz marmur w sali balowej. Trump ogłosił, że chciałby zaprosić do niej i Xi, i Władimira Putina.

W innej sytuacji jest Rubio, który może w pewnym momencie odejść i skupić się na własnej kampanii.

A na horyzoncie pojawia się kolejna burza. Tym razem o budżet w 2027 r. Kolejny shutdown i sparaliżowanie wielu instytucji znów są możliwe.

– Kongres zbiera się już w przyszłym tygodniu i będzie musiał zająć się budżetem. Być może nadal będzie on finansowany w oparciu o prowizorium, co stało się już w Stanach tradycją. Można spodziewać się bardzo zaostrzonego sporu. Ostatnie lata pokazały, że negocjacje kongresowe są nieprzewidywalne – ocenia Jakub Graca.

Wyborcy będą też przyglądać się miliarderom, szczególnie Elonowi Muskowi, który wydał fortunę na kampanię i był bliskim współpracownikiem Trumpa. Najbogatszy człowiek świata na początku drugiej kadencji Donalda Trumpa stanął na czele DOGE, którego zadaniem było "czyszczenie" rządu federalnego z nadmiaru pracowników.

– DOGE to była inicjatywa wysoce szkodliwa i funkcjonująca w dużej mierze z naruszeniem prawa, która nie została rozliczona. Jest duża szansa, że demokraci będą starali się ten proces rozliczyć, bo było to znaczące przekroczenie granic. Do sądu zawsze można kogoś pozwać. Sam Trump nie poniesie odpowiedzialności, ponieważ Sąd Najwyższy przyznał prezydentowi pełen immunitet w zakresie czynności wykonywanych w ramach obowiązków. Inne osoby mogą ją ponieść, ale Trump może ich ułaskawić. To gra, która dopiero się rozpocznie – podsumowuje Graca.

Wybrane dla Ciebie